Autor: albertoz1st

Mężczyzno, puchu marny

Zastanawiałem się, czy po prostu nie pominąć opisywania tej lektury. Bo czy warto pisać o wszystkich przeczytanych książkach, szczególnie gdy i tak nie robi się tego zbyt często? Niby racja, niby nie warto, tylko tym razem stanęło jednak na tym, że postanowiłem napisać kilka słów, ponieważ w jakimś sensie poczułem się oszukany, lub nawet więcej – jakoś tak egzystencjalnie urażony. (więcej…)

A wszyscy oni z mojej byli gliny

Szczepana Twardocha poznałem podczas lektury „Króla”. Od razu wiedziałem, że to nasze nie ostatnie spotkanie. Po „Dracha” sięgnąłem trochę przypadkowo, bez dłuższego zastanowienia ani analizy. Po prostu we właściwym czasie był pod ręką i stał się takim niby nic, które w rezultacie zostaje z człowiekiem na długo. A może jest tak, ze po prostu lubię wszystkie nostalgiczne historie? (więcej…)

Jestem wiadomością

Stała na półce na pewno od kilku lat. Już nie pamiętam na podstawie czyjej rekomendacji do mnie trafiła. Przypuszczam, że było to coś kolorowego, ekscytującego i coś o czym równie szybko się zapomina. Od czasu do czasu o sobie przypominała, szczególnie wtedy gdy sięgałem po którąś z jej sąsiadek, a nasze spojrzenia spotykały się ukradkiem. Już przestaję, przecież to tylko książka, w dodatku całkiem zwyczajna. Powiem jeszcze tylko że niektóre książki po prostu muszą odstać swoje. Tak jest i nic nie można na to poradzić. (więcej…)

Dziewczyna z Australii i jej jazz

Wystarczy spojrzeć na to zdjęcie, prawda? Ono mówi wszystko. Gdybym jej nie znał to i tak w pierwszej kolejności zgadywałbym, że na co dzień śpiewa i że robi w to w niepowtarzalny, urzekający sposób. Ba, nawet zacząłbym przeglądać szufladki w głowie, próbując odpowiedzieć sobie na pytanie, czy my się skądś nie znamy? Ale na poważnie, ten tekst będzie nie tylko o pięknej kobiecie, ponieważ zdecydowanie więcej miejsca zamierzam poświęcić równie pięknej muzyce. (więcej…)

W mej głowie zabili mi Kennedy’ego

jfk

To było moje pierwsze od bardzo wielu lat spotkanie ze Stephenem Kingiem i muszę przyznać, że należało ono do tych najbardziej przyjemnych. Postanowiłem wyjaśnić to już w pierwszym zdaniu, ponieważ chciałbym tradycyjnie już napisać artykuł nie tylko o samej książce, a skupić się raczej na najważniejszych kwestiach w niej poruszonych. W „Dallas 63” mamy więc Kennedy’ego, mamy Lee Harveya Oswalda, ale przede wszystkim mamy Georga Ambersona, wielką miłość i bohaterską próbę zmiany przeszłości. (więcej…)