Jestem wiadomością

Stała na półce na pewno od kilku lat. Już nie pamiętam na podstawie czyjej rekomendacji do mnie trafiła. Przypuszczam, że było to coś kolorowego, ekscytującego i coś o czym równie szybko się zapomina. Od czasu do czasu o sobie przypominała, szczególnie wtedy gdy sięgałem po którąś z jej sąsiadek, a nasze spojrzenia spotykały się ukradkiem. Już przestaję, przecież to tylko książka, w dodatku całkiem zwyczajna. Powiem jeszcze tylko że niektóre książki po prostu muszą odstać swoje. Tak jest i nic nie można na to poradzić.

Od początku wiedziałem, że będzie to raczej szybka, nieskomplikowana przygoda. Ucieszyłem się w sumie, ponieważ po ostatnich dość opasłych lekturach potrzebowałem czegoś lżejszego – to po pierwsze. Po drugie zaś, miałem ochotę na jakąś wciągającą ale przyjemną historię, a książki dla młodzieży zazwyczaj bezwarunkowo ją gwarantują. Tak oto wziąłem do ręki “Posłańca” Marcusa Zusaka i spędziliśmy ze sobą niecałe 2 dni.

Ed Kennedy to zwyczajny dwudziestolatek, o tyle inny od jego standardowego rówieśnika, który przychodzi nam w pierwszej kolejności myśl, że nie mieszka już z rodzicami i sam zarabia na swoje utrzymanie. Może w Australii to dość powszechne, u nas w dzisiejszych czasach należy raczej do rzadkości. Ale to tylko tło tej historii, którego znaczenia nie przeceniam. Ed jest taksówkarzem i jak sam o sobie twierdzi nie ma szczęścia ani w kartach, w które gra często z grupą przyjaciół, ani w relacji z kobietami – dodajmy, że jest skrycie zakochany w najlepszej przyjaciółce. Chciałoby się powiedzieć – „jesteś młody człowieku, masz życie przed sobą, ogarnij się”. Ale nasz Ed jawi się jako ten, który już się zatrzymał, nie wyprowadził się z miasteczka tak jak jego rodzeństwo, nie poszedł na studia, nie znalazł lepszej pracy, nie zakochał się w kimś innym. Młody stary, zwyczajny jak listopadowy poranek, podlotek w znoszonych jeansach, starych trampkach i niewyprasowanej koszuli, a jednak od początku Eda się po prostu lubi. Może dlatego, że to on snuje tę opowieść?

Pewnego dnia Ed dość przypadkowo pomaga schwytać przestępcę, który obrabował bank w jego rodzinny miasteczku. Przez kilka dni jest sławny, pisze o nim lokalna prasa, a ludzie rozpoznają na ulicy i gdy życie chciałoby się zwyczajnie potoczyć dalej Ed znajduje w skrzynce na listy asa, na którym ktoś napisał 3 adresy. Nasz młodzieniec wie co się święci, dość szybko i całkiem po prostu na to wpada. Czuje, że musi odwiedzić każde z tych miejsc, by zrozumieć co ma zrobić i czego tajemniczy ktoś od niego oczekuje. Tu od razu powiem, że ten “ktoś” jest moim zdaniem najsłabszym ogniwem tej historii, “ktoś” w sensie dosłownym i w przenośni. Ale cała reszta jest piękna, nie boję się tak powiedzieć, ponieważ jest uniwersalna.

Ed wyrusza w swoją misję. Dwudziestolatek bez perspektyw, właściciel starego śmierdzącego psa, zwykły taksówkarz z równie zwykłego miasteczka staje w obliczu wyzwania, które pozwoli mu poznać siebie. To też trzeba od razu powiedzieć, na jednym asie się nie kończy, talia ma przecież cztery kolory. Ed pomaga ludziom, poznaje ich historie, sprawia przyjemność, a czasami przynosi tzw. nauczkę. W ogólnym rozrachunku robi wiele dobrych, szlachetnych rzeczy, a my (czytelnicy) mniej więcej w połowie tej drogi zdajemy sobie sprawę, że to w zasadzie nic szczególnego, zwykłe dobre uczynki, na które przecież byłoby nas bez problemu stać. No może nie na wszystkie, bo na przykład nie dalibyśmy się pobić, ale większość zdecydowanie jest w naszym zasięgu. Tylko … Tylko co? No właśnie, tylko że czasami po prostu jesteśmy Edami. Może mamy lepszą pracę, ciekawszych przyjaciół, szersze horyzonty i lepsze perspektywy (sic!), coż z tego jeżeli nie znamy siebie, nie niesiemy ze sobą uniwersalnych wartości i nie czynimy dobra. Wiem jak to wszystko brzmi. Statystycznie rzecz biorąc każdy z nas uważa się za dobrego człowieka, przecież ludzie w gruncie rzeczy mają dobre zamiary, przynajmniej z własnej perspektywy. Tak? To tym bardziej warto poznać historię Eda i postawić się na jego miejscu. Jego przemiana to według mnie we współczesnej literaturze jedna z tych ciekawszych i bardziej atrakcyjnych, ponieważ została podana na tacy, bez zbędnych ozdobników, niedomówień czy przenośni.

Zwykły chłopak Ed zostaje posłańcem. Ludziom z którymi ma do czynienia niesie jakąś wiadomość, każdy z jego czynów staje się pewnym przesłaniem. Podążasz za nim i gdy zbliżasz się do końca tej opowieści zaczynasz rozumieć, że cały jej sens został zawarty w jednym z jej ostatnich zdań, które nota bene wykorzystałem w tytule. Ed jest wiadomością. Każdy z nas może nią być. Wystarczy zacząć od dobrych małych rzeczy.

Aż prosi się o pewną popularną piosenkę na koniec, prawda? 😃 Na szczęście do głowy przyszła mi inna. Wszystkiego dobrego!

 

źródło obrazka: LINK

ZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapisz

ZapiszZapisz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s