Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety

Kto wie, może gdy będę już stary będę tym rodzajem tetryka co Oscar Progresso? Może nawet znienawidzę kawę i będę opowiadał o przeszłości z podobnym wdziękiem oraz nieudawanym luzem? Może dokonam czegoś równie spektakularnego, w biznesie, w relacjach damsko męskich, czy w tych mniej legalnych obszarach? Może.

Od wielu miesięcy niczego tu nie napisałem i pewnie ten stan trwałby nadal, gdyby nie J. Tak on, ponieważ nawet teraz pamiętam ten jego lekko szyderczy uśmiech, gdy rekomendował mi „Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety” Marka Helprina. Ba, nawet przesłał mi e-book, bym nie zwlekał zbyt długo z lekturą książki, jak powiedział – „o człowieku, w którego życiu ogromną rolę odgrywa kawa – czyli tak jak w twoim”. Oczywiście, że nie zacząłem czytać od razu, nie jestem taki naiwny – pomyślałem, wydawało mi się wtedy że równie szyderczo, tak dla zasady. Ale J. wiedział, że kiedyś po nią sięgnę i że po tych kilku czy kilkunastu stronach zorientuję się, że to wszystko to tylko okrutny żart, całkiem inny niż się spodziewałem.

Bardzo lubię J. i dlatego nie mam żalu za tę rekomendację. Wręcz przeciwnie. Bohater tej książki i jego życiowe perypetie są najlepszym dowodem na to, że człowiek może być szczęśliwy wyłącznie wtedy, gdy pije kawę. Oscar Progresso jej nie pił, ba – on jej szczerze i chorobliwie nienawidził, uważając za najgorszą z możliwych używek, plag i słabości gatunku ludzkiego. Dlatego, paradoksalnie wszystko to co jest w tej książce stanowi najlepszy dowód na to, że kawa jest największym sprzymierzeńcem człowieka, że można być szczęśliwym bez niej, ale jakby nie do końca, że zawsze czegoś brakuje, tej kropki nad i, czy cremy w espresso. A u kresu życiowej wędrówki zostaje się z paroma nędznymi kartkami zapisanymi równie nędznym życiorysem i z mrówkoszczelną kasetą oczywiście.

Będę tu trochę narzekał, ale przecież wielokrotnie uśmiechałem się czytając o perypetiach życiowych pana Oscara. Ten ponad osiemdziesięcioletni staruszek miał niezwykle ciekawe życie i cóż z tego, że nic z tego co przeżył nie jest prawdziwe. Nic, albo prawdopodobnie nic, dosłownie. Realizm magiczny w wydaniu Marka Helprina, bo do tego gatunku literackiego należy chyba zaliczyć „Pamiętnik …”, inteligentnie drwi i szydzi z czytelnika. Dla przykładu luksusowe węgierskie auto, którym w jednej ze scen poruszają się bohaterowie – nigdy nie istniało. Obraz, jedno z największych dzieł światowego malarstwa, które staje się łupem pana Progresso i jego wspólnika, również nigdy nie zostało namalowane. Po kilku tego typu ślepych strzałach dałem sobie spokój ze sprawdzaniem w internecie ciekawostek, na które natrafiałem czytając, a co do których prawdziwości nie byłem pewien. Tym sposobem nie wiem, czy w „Pamiętniku …” jest więcej prawdy czy magii i w gruncie rzeczy zadowoliłem się opinią, że to był jeden z niecnych celów autora.

Tak naprawdę polubiłem tego staruszka i jego historię opowiedzianą przez Helprina. Wielokrotnie Oscarowi Progresso współczułem, wielokrotnie kibicowałem i równie często denerwowały mnie jego fobie i specyficzne maniery. Jest w tej książce wiele symbolicznych scen, takich które dają do myślenia o życiu, o wartościach i o własnych wyborach. Jedną z moich ulubionych stała się ta, gdy zdesperowany bohater postanawia podjąć ostateczne kroki by uratować swoje małżeństwo. Krótko mówiąc – zamierza po raz pierwszy w życiu napić się kawy, ale jak to mężczyzna – zamiast tego ląduje w nędznej pizzeri, na workach z mąką, w miłosnym uniesieniu z seksowną kelnerką. No cóż, ci którzy nie piją kawy mają pod górkę.

Gdyby ktoś zapytał mnie o czym jest „Pamiętnik z mrówkoszczelnej kasety”, obok jakich książek postawić ją na półce, bez wahania odpowiedziałbym, że to po prostu dobra rozrywka i zabawna, niebanalna historia, napisana atrakcyjnym językiem, błyskotliwie i przewrotnie opowiedziana. Niby niewiele i mało konkretnie, ale ani przez moment nie żałowałem że zamiast niej nie czytam czegoś innego. Odprężyła mnie i pozwoliła wreszcie zrozumieć jak ważną kwestią w życiu człowieka jest … kawa. Postanowiłem więc, że nigdy nie przestanę jej pić i się nią zachwycać 🙂

Na koniec nie będę oryginalny, wybieram znaną piosenkę i szczególnie jej 3 ostatnie wersy, ponieważ cała nadzieja w kawie.

ZapiszZapisz

ZapiszZapisz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s