Cześć Twojej pamięci „Uskoku”

Zapora i Uskok

Od jakiegoś czasu praktycznie nie oglądam telewizji. W każdym razie nie śledzę ani serwisów informacyjnych, ani publicystyki, czasami jakiś film i to raczej taki z tych mniej wymagających. Lecz pewnego wczesnowiosennego wieczoru, podczas przełączania kanałów – czynności przez mężczyzn ulubionej, zatrzymałem się na chwilę u Janka Pospieszalskiego i to akurat dokładnie wtedy gdy prowadzący, albo jeden z jego gości powiedział, że „Pamiętnik Uskoka” powinien być lekturą w klasie maturalnej. Kim u diabła był „Uskok”?

No dobrze, każdy już po pseudonimie rozpoznałby, że chodzi o kogoś zakonspirowanego, powstańca z Warszawy lub żołnierza wyklętego. Właściwie automatycznie, bez dodatkowej zachęty zacząłem więc sprawdzać gdzie mógłbym wydanie owego pamiętnika nabyć. Kto wie, może gdybym nie trafił na ten link to nie przeczytałbym jednej z najbardziej poruszających książek jakie czytałem? Cytując za podanym źródłem: „Zdzisław Broński „Uskok” (1912–1949) od jesieni 1943 r. dowodził oddziałem partyzanckim w Obwodzie AK Lubartów, brał udział w akcji „Burza”. Po „wyzwoleniu” walczył z komunistami. Zginął otoczony w bunkrze, gdzie przez dwa lata ukrywał się przed UB. Ukrywając się spisywał wspomnienia.”

W tym samym programie ktoś powiedział, że zapiski „Uskoka” to nie jedyna literatura faktu z tamtego okresu, że inni żołnierze wyklęci również zapisywali wspomnienia. Podobno jednak żadne inne nie są tak kompletne jak te, które przez lata spędzone w ukryciu spisywał Zdzisław Broński „Uskok”. Gdy się zastanowić, żołnierze wyklęci, czy raczej niezłomni – co jest zdecydowanie lepszym określeniem, stanowią dziś pewną bazę, podstawę do budowania patriotycznej tożsamości. Napisałem to w trybie dokonanym, choć prawdę mówiąc mam wrażenie, że nie do końca tak jest. Z różnych powodów. Bardzo chciałbym by było inaczej i dlatego zgadzam się z tym zdaniem, które usłyszałem w programie Janka Pospieszalskiego.

Pamiętam ten dzień, gdy będąc już w jednej z całkiem dojrzałych klas szkoły podstawowej (chyba szóstej) na jednej z pierwszych po wakacjach lekcji historii nasz młody, wydawać by się mogło jak naówczas dość postępowy i nowoczesny nauczyciel obwieścił nam, że tego właśnie dnia przypada rocznica podstępnego ataku Związku Radzieckiego na Polskę w czasie II Wojny Światowej. 17 września 1939 roku, gdy byliśmy związani walką z hitlerowskimi Niemcami otrzymaliśmy cios w plecy ze strony Stalina, który kilka miesięcy wcześniej zawarł tajny sojusz z Hitlerem i ustalił w nim podział terytorium naszego kraju. To był dla mnie szok. Poczułem ogromną wściekłość, na rodziców, na dziadków, na kolegów i koleżanki, na nauczycieli, na moją ojczyznę, byłem wściekły na wszystkich i na wszystko. Nie rozumiałem, jak mogło dojść do tego, że z kart historii wymazano tak ważne i tragiczne wydarzenie. Pobiegłem na przerwie do mojej wychowawczyni, która była nauczycielką języka rosyjskiego. Proszę pani, przecież za kilka tygodni będziemy tradycyjnie robili gazetkę z okazji Rewolucji Październikowej. Opowiedziałem jej zdarzenie z lekcji historii i zapytałem, czy to prawda. Uspokoiła mnie, pogłaskała po głowie i powiedziała, żebym się nie przejmował, że to nieprawdziwa, niepotwierdzona i zmanipulowana informacja, która całkiem niedługo zostanie wyjaśniona i sprostowana, jak tylko upadnie to co aktualnie się w naszym kraju zaczęło.

Dlaczego o tym wspominam? Do dziś czuję ogromne zażenowanie, że prawie 13 lat swojego życia spędziłem w historycznym zakłamaniu, w dziejowym oszustwie i w światopoglądowym milczeniu. Jasne, miałem wówczas inne sprawy na głowie, ale zdążyłem też przez ten czas uwierzyć w przyjaźń między narodami, w wielkość i majestat Związku Radzieckiego, czy po prostu w szczęście i prawdę, która mnie otacza.

Tym bardziej nie rozumiem, że 26 lat później mamy nadal w Polsce radzieckie pomniki, że tak niewiele wiemy o naszej najnowszej historii, pomimo tego że zmieniliśmy nazwy ulic, uaktualniliśmy podręczniki i postawiliśmy kilka nowych monumentów. Przecież 26 lat to już znacznie więcej niż połowa minionego okresu, w którym byliśmy indoktrynowani. Jeżeli czas dochodzenia do prawdy jest tak długi, to zaczynam się zastanawiać kiedy dowiemy się o początkach Trzeciej Rzeczpospolitej, o historii która wydarzyła się 30, 20 i kilkanaście lat temu. Zatrważające jest jeszcze jedno. Pracuję z bardzo młodymi ludźmi, pokoleniem które kończyło gimnazja (choć nie stanowi to części żadnej tezy) i praktycznie wszyscy mówią mi, że zarówno w szkole podstawowej, w gimnazjum i w szkole średniej zabrakło czasu na historię najnowszą. Program był tak ułożony, że lekcje przypadały na czerwiec w ostatnich klasach. Wiadomo, czerwiec, lato, słońce, inne ważne sprawy. Przypadek?

Dobrze, dość tego. Wróćmy do „Uskoka”. Chodziłem z nim przecież od domu do domu, od wsi do wsi, na patrol, na akcję, do pracy – jak mawiał. Tęskniłem, jak on za Haneczką i tak jak on rozumiałem, że to nie ma szans, że to się nie uda, że tak wspaniała dziewczyna zasługuje na kogoś lepszego. Razem z nim spotykałem się z pepeerowcami, negocjowałem ujawnienie i rozumiałem dlaczego i to nie jest to możliwe. To „Uskok” wyjaśnił mi jak i dlaczego powstała partyzantka antykomunistyczna, to on powiedział a ja w to uwierzyłem, że Armia Czerwona nie wyzwala ale znów zdobywa, tylko aktualnie w imię walki z faszyzmem. Wytłumaczył mi potem jak działa nowy aparat władzy i terroru, z jakich ludzi się składa, kto faktycznie pociąga za sznurki i znów powiedział mi jak do tego doszło. Gdy siadywaliśmy wieczorami rozmawialiśmy o tym, że jedynym, choć ostatecznym wyjściem jest kolejny konflikt jeżeli nie na poziomie globalnym, to przynajmniej na poziomie kluczowych mocarstw. Mieliśmy wytrzymać kilka miesięcy, aż Amerykanie i Brytyjczycy zaatakują Związek Radziecki. Pamiętam rok 1946, gdy powietrze było ciężkie i duszne od wszystkich tych nadziei i gdy w każdej ze wsi przyjmowani byliśmy jak bohaterowie. Wszyscy nas znali, popierali, obdarzali schronieniem, jedzeniem i dobrym słowem. I pamiętam rok 1948 czy 1949 gdy wszystko było już jasne, gdy nie mogliśmy się już pokazywać światu by nie ściągnąć na miejscową ludność ubeckich represji, gdy schwytani i torturowani koledzy jeden po drugim sypali innych, a ci co ocaleli nie mieli żadnej nadziei. Pamiętam ten wyrzut sumienia, ten krzyż czy po prostu ciężar, o którym wspominał „Uskok” praktycznie za każdym razem gdy toczył bratobójczą walkę, gdy wykonywał wyroki śmierci na zdrajcach. Ta robota przecież była szlachetna, nie było w niej pustej nienawiści czy beznamiętnej zemsty, dlatego zawsze zostawiała raczej żal i pewną depresję. „Uskoku” dlaczego nie uczą o Tobie w szkole? Najbardziej chyba „odkryto” Inkę, Nila i rotmistrza Pileckiego, częściowo kolejnego cichociemnego – Zaporę, a o Tobie jakby zapomniano. Oby nie.

Pamiętam ten niesmaczny żart jednego z polskich aktorów – żołnierze przeklęci. I pomyślałem sobie, przecież wy byliście przeklęci, dziś mówi się wyklęci lub niezłomni, ale wy byliście przeklęci i tacy mieliście pozostać. Wiem, że ten żart był nie o tym. Cóż, „Pamiętnik Uskoka” upewnił mnie w jednym, żołnierze wyklęci są naszym najcenniejszym nośnikiem wartości. Oczywiście, że nie są nieskazitelni – w ogóle nie mam zamiaru na ten temat dyskutować i oczywiście, że inni Polacy na przestrzeni dziejów i w najnowszej historii też wykazali się odwagą, nieustępliwością czy miłością ojczyzny – nie mam zamiaru kogoś z kimś porównywać. Niech każdy sam sobie wyrobi zdanie na ten temat, może poprzez przeczytanie „Pamiętnika Uskoka”, poznanie historii generała Nila, rotmistrza Pileckiego czy nastoletniej sanitariuszki Inki, o Powstaniu Warszawskim nie wspominając – bo to jest absolutna podstawa. Mówią nam o klęsce, o tym że ten czy inny zryw do niczego nie doprowadziły, że były nieprzemyślanym posunięciem taktycznym, były przedwczesne, spóźnione albo wymierzone nie w tą stronę co trzeba, kończąc na tym, że przeprowadzili je niewłaściwi ludzie. Nie dajmy sobie tego wmówić. Fakty są takie jak o nich piszą, tylko prawie nikt nie wspomina w swoich opiniach o najważniejszym – o wartościach, o tym czym jest polska miłość do ojczyzny, polski honor, polskie poświęcenie, zwykła przyzwoitość i wiara. Tego mogą nam wszyscy zazdrościć, jestem o tym przekonany.

Na głównym zdjęciu „Uskok” podczas jednego ze spotkań z „Zaporą”. O ile się nie mylę to latem 1947 roku. Poniżej zaś oddział „Uskoka” podczas koncentracji w lasach kozłowieckich latem roku 1944. Cześć Waszej pamięci!

oddział Uskoka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s