Każdy cowboy śpiewa smutne piosenki

poison1

„Every rose has its thorn” – najbardziej popularna piosenka amerykańskiej glam metalowej grupy Poison. To była moja pierwsza odpowiedź gdy Tomek Tomczyk vel Jason Hunt zapytał swoich czytelników o to czym lub kim jest „Thorn”. W drugiej kolejności pomyślałem o Toruniu, bo taką niemiecką nazwę tego miasta znajdowałem często na starych, nierzadko prawie stuletnich pocztówkach. Jako trzecią usłyszałem gdzieś w swojej głowie piosenkę „Cierń” nieśmiertelnej polskiej grupy Illusion.

Oczywiście żadnej z odpowiedzi nie opublikowałem w komentarzu na blogu Hunta. Wystarczy, że kiedy czytałem propozycje innych, żadnej z tych trzech wówczas jeszcze tam nie znalazłem. Być może teraz już tam są. Tak czy inaczej, dziś myślę, że to sprawa pokoleniowa. Czytelnicy Jasona w znakomitej większości nie zetknęli się w swoim życiu ani z piosenką kiczowatej grupy Poison, ani z niemiecką nazwą Torunia, ani z kultową w niektórych kręgach kapelą Illusion. Czy to ważne? Myślę, że tak, ponieważ po lekturze tej książki coś mi mówi, że przynajmniej z jedną z moich odpowiedzi Jason Hunt po prostu musiał mieć wcześniej do czynienia. Mam na myśli oczywiście tych chłopaków, których prezentuję na tytułowym zdjęciu.

Internet zasypały recenzje „Thorna”. Dawno nie było podobnego lokalnego popkulturowego zjawiska literackiego, choć być może dla niektórych to zbyt wysublimowane określenie w tym konkretnym przypadku. Trzeba jednak przyznać, że promocja książki została poprowadzona po mistrzowsku. Na pewno wiele wspólnego z tym ma sposób jej wydania – własne autorskie wydawnictwo, ale także sieć relacji i rekomendacji. Książka stała się socjomedialną legendą jeszcze zanim ktokolwiek powąchał papier, na którym została wydana. No właśnie, jakość wydania. Jest bardzo dobra, nie można jej nic zarzucić, no chyba żeby ktoś szczególnie się uparł to znajdzie jakieś pojedyncze literówki w tekście, a przede wszystkim zauważy marnotrawstwo papieru ponieważ strony są zadrukowane tak na oko co najwyżej w 50 – 60%. Ja się nie czepiam, to decyzja autora i to chyba dobrze, że tylko jego, że nikt inny nie stworzył produktu z jego dzieła. W tym wypadku przekaz jest bardzo spójny. „Miałem pomysł na napisanie książki i napisałem ją, potem miałem pomysł na jej wydanie i ją wydałem dokładnie tak jak chciałem. Wreszcie wymyśliłem jej promocję i zrealizowałem ją dokładnie tak jak zaplanowałem.” Tak mniej więcej mógłby o tym opowiedzieć. Nie potrafię teraz przypomnieć sobie innej książki, która wydana byłaby samodzielnie przez autora, przez niego dystrybuowana i promowana. A już na pewno nie lokalnie z kosmopolitycznymi ambicjami. Z tego puntu widzenia mam do „Thorna” i jej autora duży szacunek.

Czy przeczytanie „Thorna” jest stratą czasu? Nie, ponieważ książkę można przeczytać w kilka godzin, w jedno lub dwa popołudnia czy wieczory. To naprawdę krótka, lekka i niezbyt absorbująca opowiastka. I tylko z tego punktu widzenia, ponieważ gdyby wziąć pod uwagę inne to ktoś mógłby powiedzieć, że „Thorn” to czytadło, że Tomczyk stał się takim Brianem Tracy dla blogerów – zawodowców lub Paulo Coelho dla blogerów – licealistów. Cóż, takie myśli przychodzą podczas lektury i wydaje mi się, że są w dużej mierze zainspirowane gatunkiem literackim, w który „Thorn” jest przez samego autora wciskany. Powieść motywacyjna? Nie rozumiem dlaczego taki wariant został wybrany, a właściwie rozumiem, jeżeli założę, że wszystko co dotyczy tej książki miało być inne niż to co dotyczy książek w ogóle. Szczerze mówiąc tej „motywacyjności” wolałbym się sam domyśleć, wolałbym ją odkrywać albo zostać nią zaskoczony, a tak od początku podświadomie tylko na nią czekałem.

Pamiętam gdy ponad rok temu czytałem pierwszą książkę Kominka [LINK]. Pamiętam jakie wrażenie zrobił na mnie autobiograficzny epilog z barwną postacią Andrzeja. Chyba wszyscy czytelnicy odkryli wtedy, że to świetny wątek, doskonały punkt zaczepienia, czy po prostu początek ciekawej opowieści. „Thorn” do pewnego momentu jest namiastką takiej opowieści. Mniej więcej do połowy trzeciego rozdziału. Od tego momentu pojawia się coraz więcej „motywacyjności” i alternatywnego coachingu. Mówię alternatywnego, ponieważ autor odżegnuje się od wszelkiej maści trenerów osobistych, mówców profesjonalnych, doradców personalnych, zawodowych mentorów i coachów. Mam jednak wrażenie, że chce kimś takim się stać tylko na innej, na mniej bezpośredniej, ale za to bardzo osobistej płaszczyźnie. Z takiego podziału książki wynika jeszcze jedno spostrzeżenie. „Thorn” prawdopodobnie pisany był dość długo, powstawał kawałkami i być może rzeczywiście tak jak twierdzi autor jest „dziełem jego życia”. Być może też od jakiegoś czasu, właśnie od tej połowy czy końcówki trzeciego rozdziału Kominek pisze ją już systematycznie i stale. Druga część ma być bowiem wydana wiosną 2016 roku.

No dobrze, powiedziałem, że „Thorn” ma znamiona ciekawej historii. Tak, podtrzymuję to i zgadzam się z autorem, że każdy z nas ma taką swoją historię, którą opowiada czasami po to by komuś zaimponować, zrobić na kimś wrażenie, zabawić towarzystwo czy po prostu tylko dlatego, że nic innego ciekawego nie przychodzi mu do głowy. W wyniku takiego traktowania naszej flagowej historii staje się ona z czasem wielowątkową legendą, nieco zanieczyszczoną, nieco przeinaczoną, ale na szczęście zazwyczaj niezmiennie jest tylko nasza, jedyna i niepowtarzalna. Dlatego każdy z nas ma swój cierń, swój „Thorn”, swoją smutną piosenkę.

Jason Hunt buduje wokół „Thorna” pewną zagadkę. Zachęca do tego by w książce szukać wskazówek, przekonuje, że układ akapitów czy rozmiary czcionek nie są przypadkowe, że wszędzie tam może być jakaś wskazówka do tego by zrozumieć kim czy czym jest tytułowy „Thorn”. Są tacy, którzy piszą na swoich blogach czy w komentarzach na blogu Hunta, że przeczytają „Thorna” po raz drugi, że książka wywarła na nich ogromne wrażenie, że zmieniła czy zmienia ich życie. Zazdroszczę autorowi, że po raz kolejny, tym razem z nieco innej perspektywy mógł stać się kimś ważnym dla swojej dotychczasowej i nowej społeczności. Sądzę, że łatwo jest się domyślić kim jest „Thorn”, bardziej intryguje mnie to czy Jason Hunt Books nie jest pierwszym przedsiębiorstwem Tomka Tomczyka i całkiem niedługo pojawi się Jason Hunt Food, Jason Hunt Fashion czy coś innego, modnego, wpływowego, lajfstajlowego.

Wszystkiego najlepszego!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s