Bieguni

bieguni„Księgi Jakubowe“, które były pierwszą przeczytaną przeze mnie książką Olgi Tokarczuk zostawiły mnie w pewnym niedosycie. Od razu czułem , że nie sposób na jej podstawie wyciągnąć jakikolwiek miarodajny wniosek na temat całej twórczości, talentu czy przenikliwości autorki. Podświadomie szukałem więc kolejnej okazji do spotkania.

„Biegunów” nabyłem z dwóch powodów. Pierwszy to wyprzedaż ebook’ów w księgarni internetowej, a drugi to konotacje dotyczące tytułu jakie znalazłem gdzieś w Internecie. Bieguni pojawili się w jednym lub kilku zdaniach „Ksiąg Jakubowych”, które opisywały ówczesną rzeczywistość wyznaniową w Rzeczpospolitej, ale nie zwróciłem na nich większej uwagi. Ot kolejna sekta czy jakiś odłam. Konotacja, o której wspomniałem sugerowała jednak, że „Bieguni” to książka właśnie o biegunach (przecież sam się domyślałem), kolejna, a właściwie chronologicznie pierwsza próba autorki w dociekaniu faktów i mitów dotyczących jakiegoś wyznania. Jeżeli spotykają Cię takie same powody, zdecydowanie postaw na ten pierwszy. Skorzystaj z promocji.

Czytałem dotąd wiele tomów opowiadań i przynajmniej kilka mogę zaliczyć do najważniejszych książek jakie przeczytałem, siłą rzeczy „Bieguni” nie uniknęli więc porównań i to już na początku naszej wspólnej przygody. W pierwszej chwili, stylistycznie skojarzyła mi się Olga Tokarczuk ze Stasiukiem, ale jego twórczość znam przecież od lat, a jej dopiero poznaję. Następnie na myśl przyszedł mi Herling – Grudziński, ale jego „Gorący oddech pustyni” jest dla mnie świętością, a Tokarczuk dopiero poznaję. Potem Józef Hen, a ja Tokarczuk dopiero poznaję. I tak dalej. Szybko zauważyłem, że zaczynam porównywać czytane opowiadania, do tych które zostawiały we mnie największy ślad. Zacząłem się zastawiać, czy to przypadek, a może po prostu nie mam ich z czym porównać? Nie. I właśnie to mnie zaintrygowało. Dlaczego? Otóż dlatego, że w tomie „Bieguni” jest tyle samo słabych opowiadań co tych genialnych, z tym że te słabe mają najczęściej jedną lub co najwyżej kilka stron i w sumie to zastanawiam się dlaczego zostały w tym tomie umieszczone. Kojarzą mi się z „Zapiskami na pudełku od zapałek” Umberto Eco, czyli z czymś tak niewielkim i ulotnym, że stanowi jedynie nic nieznaczący przerywnik w podróży. Może to o to autorce chodziło, o podróż? Przecież bieguni muszą być w nieustannym ruchu, w nieustannej zmianie, by być ludźmi wolnymi od grzechu i od potępienia, by nie dopadło ich zło. I te krótkie formy to wszystko na co biegun może sobie pozwolić? Nie mam pojęcia, ale chyba wolę właśnie w ten sposób myśleć o tych „słabszych” opowiadaniach.

Natomiast te genialne (choć może to zbyt duże słowo) sprawiają, że przestajesz czuć upływający czas, zanurzasz się w nich i jednocześnie czekasz aż coś się stanie, wydarzy się coś przełomowego, nastąpi jakaś katastrofa, a jeżeli nie ona to przynajmniej coś do czego zmierza to całe delikatnie i misternie budowane napięcie, bo przecież do czegoś zmierzać musi lub raczej powinno, prawda? Tak, pod tym względem opowiadania Tokarczuk są wręcz popisem literackiego rzemiosła. Gdybym miał porównać je na przykład do piosenek, to powiedziałbym że to już nie są piosenki, to są utwory. Czasami ma się wrażenie, że jednym z motywów ich powstania, oczywiście oprócz tej najważniejszej przyczyny znajdującej się w duszy autorki, była chęć pokazania całej literackiej konkurencji, że jestem mocna, jestem dobra, cholernie dobra. Wiem, to sportowe porównanie jest pewnym nadużyciem, jednak tego typu podziw dla stylu Olgi Tokarczuk był jednym z najbardziej wyraźnych wrażeń jakich doświadczyłem podczas lektury. Za jakiś czas nie będę kompletnie pamiętał o czym konkretnie te opowiadania były. Zaświta mi w głowie jeden z motywów je spinających: ruch, podróż, psychologia podróżna, czy szeroko pojęte konserwowanie i preparowanie tkanek, jednak forma będzie tym o czym wspomnę w pierwszej kolejności. Tak jak w przypadku Stasiuka, Herlinga – Grudzińskiego czy Hena, powiem wtedy, że to piękne, świetnie napisane opowiadania, które zostawiają w czytelniku ślad w postaci pewnych szczególnych doznań. Jakich konkretnie – przekonaj się sam.

Ja na pewno jeszcze kiedyś do opowiadań Tokarczuk wrócę i bynajmniej nie dlatego, że kupiłem je w promocji, albo dlatego że dostała za nie Nike, ale właśnie dlatego, że w mojej głowie na półce stanęła sobie obok tych kilku panów.

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s