Cyber Robinson Crusoe

marsjanin1

Niby nic takiego. Przeczytaj książkę, którą wydano prawie 300 lat temu. Do miejsca jej akcji dodaj jakieś 330, może 340 lat, a potem wyobraź sobie jak to miejsce mogłoby wtedy wyglądać i dokładnie je opisz. Następnie to samo zrób z bohaterem, ale nie bądź szablonowy, zostawiając podstawowy szkielet poszukuj różnych możliwości i dodaj coś od siebie. Proste i oczywiste? Niekoniecznie. Choć wyobrażam sobie, że tak właśnie mógł powstać „Marsjanin”, powieść, która pomimo tej niekoniecznej oczywistości zrobiła spore zamieszanie na rynku. Dlaczego?

„Marsjanin” wciąga od pierwszego fragmentu. To zapewne dlatego, że powstawał w specyficzny sposób. Przeczytałem gdzieś, że pierwotnie, z uwagi na brak zainteresowania ze strony wydawców był powieścią wydawaną w odcinkach stronie internetowej autora. Zdobyta popularność zdecydowała o tym, że to wydawcy sami zaczęli zgłaszać się z propozycjami wydania powieści w tradycyjny, komercyjny sposób. W sumie nie ważne ile w tym prawdy, bo tego typu historia niejako od razu tworzy z tej książki produkt trochę lepszej kategorii, ponieważ nie został wykreowany przez rynek, a gdy się na nim pojawił to tenże rynek zaczął sam o niego zabiegać. Dziś mówi się już przecież o powstającej ekranizacji.

Mark Watney zostaje ranny podczas burzy piaskowej na czerwonej planecie. Pech chce, że całe zdarzenie ma miejsce podczas ewakuacji i wszyscy towarzysze są przekonani o tym, że Mark zginął. Odlatują zdruzgotani, a tymczasem Mark odzyskuje przytomność i … odtąd musi sobie radzić zupełnie sam.

Zacznę od spraw fizycznych. Pierwszą, na którą zwraca się w tej książce uwagę jest technologia, kosmiczna technologia. Czasami przez kilka stron czyta się o tym jak wyprodukować tlen, wodę, paliwo, czy uprawiać ziemniaki używając do tego wyłącznie zasobów, które na Marsie są lub tych, które się ze sobą na Marsa przywiozło. Większości naukowych zagadnień nie potrafiłem zrozumieć, a i tak czytałem je z zapartym tchem. Nie mam pojęcia, czy to wszystko o czym pisze autor jest możliwe, czy ma w ogóle sens. Dla takiego laika jak ja wszystkie opisane kwestie brzmią jednak tak wiarygodnie, że byłbym nawet skłonny, co prawda w ciemno, bronić ich w przypadku jakichś zarzutów czy prób podważania.

Drugą kwestią jest sam bohater. Mark Watney jest świetnym gościem. Lubi się go od początku. Ma dobry dowcip, luźny sposób bycia ale szybko okazuje się też człowiekiem niebywale pomysłowym, potrafiącym zachować zimną krew, zdrowy rozsądek i trzeźwy umysł. No może nie zawsze, ale na szczęście praktycznie z każdej opresji wychodzi cało. Być może to lata szkoleń odbytych w NASA, albo według autora tak po prostu będziemy podchodzić do rzeczywistości za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. Będziemy radzić sobie z  przeciwnościami losu, zamiast załamywać nad nimi ręce. Będziemy potrafili przeanalizować i ocenić nasze możliwości zanim zaczniemy działać, spróbujemy znaleźć rozwiązanie najpierw teoretycznie a dopiero potem empirycznie. Będziemy chcieli przeżyć nie tylko za wszelką cenę, ale za wszelką rozsądną cenę, wykorzystując posiadane możliwości i myśląc o skutkach jakie mogą przynieść teraz i w przyszłości. Brzmi nieprawdopodobnie, ale Mark Watney nie ma w zasadzie innego wyjścia. Jeżeli wszystkiego dobrze nie zaplanuje, nie przeanalizuje to cena jest tylko jedna – jego własne życie, praktycznie w każdym przypadku. Na szczęście Mark bardzo chce przeżyć, jest rozsądny, panuje nad emocjami. Jest pracowity i rozgarnięty. Walczy i zawsze potrafi sobie ze wszystkiego żartować. Takie autorozluźnienie atmosfery.

W warstwie metafizycznej na pierwszym miejscu postawiłbym przestrzeń. Jeden jedyny człowiek na całej planecie. I co z tego, że jest mniejsza od Ziemi. Wszędzie daleko, wszędzie pustka, żadnych urozmaiceń, rozrywek, żadnych możliwości. Gdziekolwiek chcesz pójść powinieneś założyć skafander lub lepiej pojechać łazikiem, ale nawet nim nie możesz dojechać zbyt daleko bo masz ograniczone zapasy energii. I tak w kółko, ograniczeniem jest to co posiadasz, nie to gdzie się znajdujesz, ponieważ bez tego co posiadasz w ogóle nie mógłbyś tu przeżyć. Mark Watney, który jest narratorem powieści, właściwie nie ma głębokich refleksyjnych przemyśleń, jednak te które ma powodują że zaczynasz widzieć i czuć tą przestrzeń, zaczynasz ją sobie wyobrażać, czujesz jego samotność i beznadzieję. Siłą rzeczy zaczynasz zastanawiać się jak Ty zachowałbyś się nie tyle w takich okolicznościach jak Mark. Szybko spostrzegasz, że bycie zwykłym Robinsonem Crusoe przerasta Twoje wyobrażenia i prawdopodobnie możliwości.

Wreszcie czas. Czas na Marsie płynie inaczej. Doba trwa nieco dłużej niż na Ziemi, a Mark musi tam samotnie spędzić co najmniej kilka ziemskich lat by mieć jakąkolwiek szansę na to by zostać uratowanym. Nikt nie będzie przelatywał sobie niespodziewanie w okolicy Marsa jutro, za tydzień, miesiąc czy rok. Mark w odróżnieniu od Robinsona wie dokładnie jak długo musi wytrzymać. Jego nadzieja zawieszona jest w konkretnym punkcie na osi upływającego czasu. Może to i lepiej.

Mówi się, że instynkt ratowania innego życia ludzkiego jest jednym z podstawowych instynktów człowieka. Autor „Marsjanina” zresztą buduje na tym stwierdzeniu podstawową tezę powieści. W tym kontekście ratowanie Marka Watneya osiąga wymiar największy z możliwych. Granicą niesienia pomocy przestaje być kraj, kontynent, ocean, staje się nim galaktyka. Pieniądze, układy, polityka i inne zawiłości świata nie mają znaczenia, liczy się jedno ludzkie życie. Życie każdego człowieka jest najważniejsze. Dlatego nawet jeżeli nie pociąga cię s-fi i nie tolerujesz naukowego bełkotu, to jest najważniejszy powód, dla którego warto „Marsjanina” przeczytać.

 

źródło obrazka: pożyczony z http://www.waivingentropy.com/2014/09/30/review-the-martian/

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s