Dwie gitary w jednej parze dłoni

al_di_meola

Do tej pory Al Di Meola znaczył dla mnie tyle, że wiedziałem o jego istnieniu. Być może gdzieś, kiedyś słyszałem jego muzykę, ale nie zatrzymywałem się przy niej na dłużej, prawdę mówiąc w ogóle się nie zatrzymywałem. Lubię słuchać gitarzystów, choć przeważnie zwracam uwagę na tych, którzy grają w zespołach rockowych. Rzadko trafiałem na gitarę akustyczną, a już zupełnie wyjątkowo na kogoś kto osiągnął w tej dziedzinie mistrzostwo. W każdym razie, Al Di Meola nie był dla mnie ani kimś szczególnym, ani tym bardziej legendą. Coś się jednak zmieniło …

Tegoroczny Festiwal Jazz w Muzeum podzielony był na cztery koncertowe wieczory, które odbywały się w około 2-3 tygodniowych odstępach. Od razu wiedziałem, że nie uda mi się skorzystać ze wszystkich propozycji, a po sprawdzeniu kalendarza okazało się, że w moim w zasięgu będzie jedno, może dwa wydarzenia. Wybrałem Di Meolę, zakładając że na liście wykonawców jest tym, który ma najbardziej ugruntowaną pozycję, słowem – jest największą gwiazdą, bo gra w sobotę. Nie wiem czy z tą sobotą to prawda, tak czy inaczej ten termin najbardziej mi odpowiadał.

Nie przygotowywałem się specjalnie, nie nadrabiałem gorączkowo płytowych zaległości. Przesłuchałem jedną, ale to tylko dlatego żeby mieć ogólne pojęcie o tym co mnie czeka. Niewiele mi to dało, ponieważ przesłuchałem płytę sprzed kilkunastu już lat, a podczas koncertu w Ostrowie Al Di Meola grał utwory tylko ze swoich dwóch ostatnich płyt. Szybko okazało się, że szczególnie jedna z nich jest prawdziwą niespodzianką i dla mnie czymś wyjątkowym.

Mam pewną teorię, być może już o niej tu wspominałem. Nie pamiętam jednak i nie chce mi się sprawdzać starszych wpisów. Otóż z roku na rok, z koncertu na koncert siedzę coraz bliżej sceny. Długo poruszałem się w granicach 5 rzędu, sądząc, że poniżej siedzą przede wszystkim ci, którzy sponsorują ostrowskie wydarzenia, albo mają wieloletni koncertowy staż. Jakież było moje zaskoczenie gdy na bilecie na koncert Di Meoli zobaczyłem starannie wykaligrafowaną cyfrę 2. Poczułem się tak jakbym przekroczył jakąś prawie magiczną, elitarną granicę. Trochę z tego żartuję oczywiście, ale siedzenie w drugim rzędzie naprawdę robi wrażenie. Pomimo, że piąty od drugiego dzieli niewielka odległość.

Koncert zaczął się punktualnie, na scenę wyszedł najpierw pianista, niepozorny Argentyńczyk, który od razu skojarzył mi się z dalekim kuzynem Raula Lozano, tuż za nim węgierski perkusista o aparycji dwudziestolatka oraz wreszcie Al Di Meola, wyglądający jak niewiele starszy brat Enrique Iglesiasa. Nic nie poradzę, że takie miałem skojarzenia. Di Meola ma 60 lat i zaimponował mi swoim wyglądem. Na początku w ogóle nie byłem w stanie dostrzec żadnych mankamentów, patrzyłem na niego jak na rówieśnika, któremu i tak zazdroszczę, że wygląda lepiej ode mnie. Dopiero później, gdy zmieniało się światło i gdy dłużej przyglądałem się artyście, stwierdziłem, że jest po prostu świetnie wyglądającym sześćdziesięciolatkiem. Gdybym był kobietą mniej więcej w tym wieku to myślę sobie, że nawet gdyby Di Meola wypadł słabo to mogłoby to być jedno z ciekawszych doświadczeń w moim życiu.

Na szczęście słabo nie wypadł. Gdy w czwartym czy piątym utworze usłyszałem akordy „Eleanor Rigby”, ze zdumienia szeroko otworzyłem oczy, bo zrozumiałem, że zagrany kilka minut wcześniej inny, mniej znany utwór The Beatles to nie był przypadek. Dotarło do mnie, że to część większego projektu i już szykowałem pieniądze na kupienie płyty w przerwie koncertu. Jak się wkrótce okazało ta sama myśl dopadła całkiem sporą grupę, bo płyty z utworami The Beatles skończyły się bardzo szybko.

Oprócz tego, że koncert brzmiał wyśmienicie to ciekawą rzeczą było po prostu obserwowanie poszczególnych artystów. Nie znam się na grze na gitarze, a jednak zauważyłem, że ta Di Meoli była jakaś inna. Pudło było wyprofilowane w taki sposób, że można dociskać struny w sposób podobny do gdy na gitarze elektrycznej. Skojarzyłem ją szybko z koncertami unplugged rockowych artystów, zresztą dźwięki jakie wydobywał z niej Di Meola potwierdziły elektroakustyczny charakter tego instrumentu. Sposób grania artysta przełączał nogami, a na wewnętrznej stronie gryfa miał zamontowany subtelny ledowy sygnalizator, który kolorem zielonym lub czerwonym informował go o tym jakie dźwięki produkuje instrument w danym momencie. Naprawdę zrobiło to na mnie wrażenie.

Jak każdy koncert (no prawie każdy) także ten się szybko skończył. Di Meola wyszedł na bis i zapytał publiczność, czy chciałaby usłyszeć jeszcze jeden utwór. Odpowiedzieliśmy oczywiście gromkim YES. Wtedy dodał, że jest pewien problem, że nie może zagrać jednego utworu, ponieważ przygotował dwa. Kupił nas od razu, a gdy dodam do tego, że zaprosił jeszcze wszystkich pod scenę to można łatwo wyobrazić sobie w jakiej atmosferze koncert dobiegał końca.

Gdy trio Di Meoli zeszło ze sceny, swój krótki pożegnalny speech miał J.Wojciechowski. Po raz już chyba trzeci w życiu słyszałem, że ta edycja Festiwalu była edycją ostatnią. Pewnie zlekceważyłbym tą deklarację, ale ta w odróżnieniu od poprzednich nie była podszyta smutkiem i bezradnością. Wszystko wskazuje na to, że J.Wojciechowski ma jakiś inny pomysł, chce zmienić formułę tego wydarzenia i być może organizować tylko pojedyncze koncerty. Nie mówił tego z przesadną radością, myślę jednak, że zmiany które nadchodzą są w jakimś stopniu następstwem tego co robią obecnie duże miasta. Mam na myśli szczególnie Wrocław i Poznań. One na pewno znacznie zmieniły rynek koncertów jazzowych w Polsce w ostatnich latach. Może czas to sprawdzić zamiast ciągle tylko jeździć do Ostrowa? Sam nie wiem, zobaczymy jak się ułoży.

 

źródło zdjęcia: fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta, pożyczone z [LINK]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s