W pogoni za kawą (część 7)

filtry1
Nie mogę się uporać z ubiegłym rokiem. W tym sensie, że jeszcze nie opisałem wszystkich miejsc, w których wówczas byłem. W międzyczasie stało się tak, że niektóre kawiarnie odwiedziłem wielokrotnie, do kilku z nich chodzę w miarę regularnie, to znaczy wtedy gdy jestem w pobliżu i akurat mam na to czas. W pierwotnej wersji w tym odcinku zmieścić miały się cztery, ale w tym międzyczasie, o którym wspomniałem, w pierwszej z nich, czyli w Filtrach byłem już kilka razy.  Dlatego zaczynam od Filtrów i parafrazując to co usłyszałem od jednego z baristów z innej kawiarny: „wszystko zaczęło się w Filtrach”. Wszystko. Póki co wszystko na to wskazuje.

FILTRY CAFE, 05.11
Listopadowe południe, nie jest już tak ciepło, ale też nie na tyle zimno by nie zrobić sobie małego spaceru w okolicach centrum Warszawy pomiędzy jednym a drugim spotkaniem. Idąc zastanawiam się nad tym czego doświadczę i co zobaczę. Jestem trochę głodny. Gdy się zbliżam mam coraz większe przekonanie o tym, że Filtry znajdują się tam gdzie powinny, praktycznie w  centrum miasta, a jednak nieco z boku, w okolicy bez biur, bez przemysłu, w budownictwie z wczesnych powojennych lat. Wszędzie aż zalatuje tym całym vintydżem czy hipsterstwem i choć wspominam o tym z uśmiechem to w tym przypadku uśmiech ten pozbawiony jest ironii. Jak dla mnie wszystko wokół idealnie ze sobą współgra. Za piątym podejściem dowiedziałem się, że wcześniej w tym miejscu był magiel.
filtry2
Wchodzę i już wiem, że pierwszy raz będzie całkiem zwyczajny. Lokal jest niewielki i w środku jest sporo ludzi. Nie porozmawiam sobie z nikim, ale mogę się przecież rozejrzeć. Praktycznie przy każdym z tych kilku stolików trwają jakieś ważne rozmowy współczesnej klasy robotniczej. Tu jakieś blogerki ustalają koncepcję jakiejś kampanii, tam jacyś yuppies zastanawiają się na czym dziś zarobią. Wchodzi pan reporter z jakiejś lokalnej gazety i zaczyna robić zdjęcia. Mówi, że ma zlecenie na sfotografowanie kawiarni, tego jak się kawę zaparza i jak się ją podaje. Z ciasnego baru znikają szybko te rzeczy, które nie pasują i nie będą dobrze wyglądały na zdjęciach. A więc plastikowy czajnik, przypalone drewniane mieszadełko do przelewów, skrzynka z torebkami kawy i inne, a przecież to wszystko tu pasuje, w Filtrach nic nie razi, wszystko jest dokładnie takie jak być powinno. To pan reporter chce żeby je zabrać, jego zdaniem nie wyglądają profesjonalnie.
filtry3
Wtedy, za pierwszym razem nie poczułem Filtrów. Pomyślałem, że to miejsce, do którego nie pasuję albo ono nie pasuje do mnie.  Cieszyłem się, że odhaczyłem je na swojej liście i nie sądziłem, że tak szybko wrócę.  Dziś, gdy mam za sobą już kilka wypitych tam kaw i jeden blend wypity w domowych warunkach, myślę, że to jedno z ciekawszych miejsc napotkanych podczas mojej pogoni. Być może to co powiem nie jest prawdziwe, być może jest zgoła inaczej, ale ja czuję w Filtrach pewną skromność, pokorę, brak pompy, jakiś taki specyficzny luz. W wielu kawiarniach jest podobny klimat, w wielu „takich” kawiarniach, ale w Filtrach jest szczególny. Nawet jeżeli tylko ja tak czuję to i tak warto, bardzo warto się tam zatrzymać.
filtry4
Filtry nie udają, nie muszą. Są niewielkim lokalem gdzieś w mało popularnej części wielkiego miasta, która ma to szczęście (ta część), że jest w samym jego centrum. Jak w praktycznie każdej kawiarni speciality, także tu nie usiądziesz wygodnie, nie wpadniesz w żaden miękki fotel, choć prawdę mówiąc jest jedna kanapa, na której wydaje mi się, że i tak dość rzadko się siada. Najważniejsza jest kawa i ten klimat, który wokół niej powstaje.
filtry7
Chociaż nie, jest coś ważniejszego od kawy. Nie wiem jak to określić, sądzę jednak, że sytuacja, którą opiszę wiele wyjaśni. Zamawiam kawę, rozmawiam z baristą, żartujemy, nagle spogląda przed siebie, mówi przepraszam i wychodzi z kawiarni. Podchodzi do dwóch dziewczyn, które właśnie mają wejść do środka, ale wcześniej przecięły świeżo wysiany trawnik przed budynkiem, w którym jest kawiarnia. Chłopak zaprasza je do środka, ale w pierwszej kolejności zwraca uwagę na to co wcześniej zrobiły i prosi by przywiązywały większą uwagę do tego co je otacza, żeby nie deptały czyjejś pracy. Zaimponowało mi to, naprawdę. Sam pewnie zachowałbym się podobnie, więc tym bardziej.
I ostatnia rzecz. Filtrowe blendy do espresso są wypalane i pakowane w Java Coffee Roasters. Nazywają się MykMyk. Mam już drugi, obydwa dostałem w prezencie. Podczas ostatniej wizyty w Filtrach udało mi się zobaczyć jak powstają etykiety. Nic szczególnego, widać przecież po nich że to rękodzieło, a jednak jak się patrzy na całą sytuację to człowiek nabiera jeszcze większego szacunku.
filtry5

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s