W pogoni za kawą (część 6)

relaks02

Każda podróż ma ma lepsze i gorsze momenty. Przymiotnik „słabsze” byłby bardziej właściwy, choć wiem przecież, że wszystko to czego doświadczam jest względne. Czasami coś szczególnego i wyjątkowego, gdy zostanie podane w całkiem zwyczajny sposób, w niesprzyjających okolicznościach czy w podłym nastroju staje się czymś niezauważonym lub zignorowanym. Potem, gdy jakimś trafem do tego wrócisz, odkrywasz to na nowo, albo utwierdzasz się we wrażeniu odniesionym wcześniej. Po tym czego doświadczyłem w Coffee Cargo i w Kafo w ogóle nie zastanawiałem się co dalej, niczego nie planowałem. Może dlatego miejsca, które odwiedziłem w październiku potraktowałem bez zachwytu, należnej uwagi i z mniejszym zaangażowaniem?

Tak, chyba coś w tym jest, bo nawet teraz, próbując kilka miesięcy po fakcie spojrzeć na te miejsca z dystansem, odkrywam zdjęcia, które wyglądają tak jakbym robił je przysłowiowym tosterem, a co najmniej tak jakbym robił je wyłącznie z ukrycia, czegoś się obawiając czy wręcz wstydząc. Nie pamiętam, ale tak przecież być mogło. Zrobię nowe jeżeli kiedykolwiek będę miał taką możliwość.

MOKO.TUFF, 21.10

Padło na Moko.Tuff bo tego dnia był jak nigdy po drodze, a poza tym głównie dlatego, że i tak przyszłaby kiedyś jego kolej, więc dlaczego nie teraz? Dzień był paskudny, a ja byłem bez śniadania. W tym sensie dobrze, że Moko.Tuff to bardziej bistro niż klasyczna kawiarnia. Ale niech to „bistro” nie będzie mylące, jak się niedługo okaże, kilka tygodni później byłem też w miejscu które takim bistro po prostu jest, bezgranicznie wierząc że jest jednak kawiarnią. W tym przypadku to nie taka sytuacja.

mokotuff02

Godzina 10, więc całkiem wcześnie, a tu prawie wszystkie stoliki zajęte, mimo tego że obok praktycznie nie można zaparkować i wydaje się, że w pobliżu nie ma żadnego ośrodka akademickiego czy biurowca klasy A. A może jest? Nie ważne. Zauważyłem, że obok jest stacja metra. Może o to chodzi? Wchodząc z ulicy witasz się z barem, suto zastawionym barem i praktycznie nie przeszkadzasz innym gościom gdybyś powiedzmy chciał tylko wejść i kupić kawę z kanapką na wynos. Gdy jednak chcesz zostać dłużej, niekomfortowe może być to, że siedząc w głównej sali tracisz z oczu wszystko to co się za barem dzieje. Wspominam o tym, ponieważ wolę widzieć, wolę mieć możliwość podejścia do baru i porozmawiania z baristą, czy zwykłego oglądania procesu parzenia kawy bez utraty kontaktu wzrokowego z zostawioną przy stoliku torbą. Być może pora dnia była taka, że prawie wszyscy goście jedli śniadanie i kawiarniany duch został zepchnięty na drugi plan? Być może. Zamówiłem kawę z aeropressu, ale nie pamiętam jaką. Nie widziałem jak była zaparzana, choć można powiedzieć że to mój wybór, bo mogłem przecież usiąść czy stanąć przy barze i zaczekać.

mokotuff01

Znajomo wyglądała stacja do dripów zrobiona z miedzianych rurek. Znajomo i właściwie ona staje się dla kogoś takiego jak ja jako takim gwarantem tego, że dobrze trafiłem. Kawa mi smakowała, śniadanie fit (tak, takie jadłem:)) też było smaczne, ale nie mogłem pozbyć się uczucia, które zidentyfikowałem w sumie jakiś czas później, gdy jadłem pierogi w barze mlecznym. Moko.Tuff to nie mleczny bar, ale wszystko było tam takie świeże, mimo że różnorodne to dopracowane, dizajnersko wybetonowane. Była przestrzeń i była zbyt cicha, właściwie ledwie słyszalna muzyka. Tak czy inaczej myślę, że odwiedzę kiedyś jeszcze Moko.Tuff, o ile i gdy znów będzie po drodze.

RELAKS, 21.10

Lekki deszczyk, pogoda nadal pod psem. Wychodzę z Moko.Tuff i spacerkiem udaję się kilkaset metrów dalej. Bez jakiegoś szczególnego pomysłu, to znaczy wiem dokąd idę, ale nie mam szczególnych oczekiwań, jestem przecież najedzony i nakofeinowany. Ledwie zauważam witrynę Relaksu, w sumie gdyby nie siedząca w niej po turecku dziewczyna, mógłbym nie zwrócić uwagi. Jest około 11 i tu również jest sporo ludzi. Tutejsi są inni niż w Moko.Tuff. Gdyby ktoś robił casting na hipstera dnia, swobodnie mógłby tu znaleźć niejednego kandydata, a może nawet zwycięzcę.

relaks01

Tu również bar nie jest centrum wszechświata, a mimo to jest oblegany przez jakąś grupę, która świetnie bawi się w swoim towarzystwie. Praktycznie przy każdym stoliku albo żywiołowe dyskusje przy kawie, albo brodacz z MacBookiem odizolowany od świata słuchawkami w uszach. Ludzie jedzą kanapki, tudzież jakąś tartę. Podchodzę do baru i zamawiam cascarę. Od początku czuję się trochę dziwnie w swojej marynarce i niebieskiej koszuli. Znów nie mogę porozmawiać z baristą, ma pełne ręce roboty i w dodatku rzeszę kumpli przy barze. Wybieram jedyny wolny stolik, siadam, wyjmuję z kieszeni iPhone’a i już jestem u siebie. Żarty żartami, ale tyle nietuzinkowo wyglądających osób w jednym miejscu dawno nie widziałem, no ale ja w niewielu miejscach bywam. Sporo było par, ale wpadł też na chwilę chłopak w rurkach z ratlerkiem pod pachą (sic!). Intrygujące wrażenie robią miejsca do siedzenia w witrynie, szczególnie gdy jesteś w środku i siedzisz przy stoliku tuż obok kogoś, kto siedzi na parapecie.

Barista o mnie zapomniał. Poszedłem się przypomnieć i dostałem na szczęście świetną cascarę. To wtedy postanowiłem, że będę ją pił od czasu do czasu i nawet później zamówiłem w Java Coffee. Czy podobało mi się w Relaksie? Tak, ale … i jak mawia klasyk: wszystko co jest przed „ale” jest kłamstwem. Może dlatego, że byłem sam, może dlatego, że znów z nikim nie zamieniłem zdania? Nie wiem, bo sam Relaks ma świetny klimat. W powietrzu unosi się zapach starej zbutwiałej boazerii, parkietowej podłogi lub tych wszystkich peerelowskich mebli. Jest lekko drażniący ale też przyjemny, ponieważ instynktownie przywołuje dawne czasy. Sztuka w tym miejscu jest ikoną, jest wszechobecna i choć materializuje się głównie w plakatach to po prostu czuć, że ona tu jest. Tak, Relaks to zdecydowanie najbardziej hipsterskie miejsce, w którym do tej pory byłem.

FRESCO CAFE, 24.10

O Fresco Cafe z miasta Łodzi wspomnę tu tylko z uprzejmości (takiej ogólnej, nie w stosunku do kogoś konkretnego). Tak się złożyło, że byłem świadkiem ostatniego dnia działalności tego miejsca jeszcze pod tą nazwą. Dziś znane jest jako Przędza coffee/bar i jeszcze nie byłem w nim po tej metamorfozie. O tym co było przed nie warto już wspominać, ale warto powiedzieć, że Piotr S. jest fajnym, otwartym facetem i jestem pewien, że wszyscy ci, którzy pomagali mu przejść na ciemną stronę mocy, a wiedzieć trzeba, że wszyscy oni są niezwykle skuteczni, no więc oni na pewno postarali się, żeby w Przędzy było tak, że kawa speciality nie jest tylko przystawką, czy ciekawostką, a z pewnością stała się jedną z najważniejszych pozycji w jadłospisie. Oby.

One comment

  1. Twoje pisanie jakoś ewoluje w taki sposób że staje się co raz lżejsze, co raz bardziej przyjemne dla mnie (czytam z uśmiechem). Wiem że to zależy od tematu ale czuć że zwacasz uwagę na te bardziej przyjemne aspekty wokół Ciebie… no może jeszcze istnieje ta szara pogoda (jak każdemu czasami) ale co raz mniej 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s