Każda mała rzecz …

kaizen

Kaizen kojarzy się z Japonią i z japońskim przemysłem wytwórczym. Myślę to skojarzenie jest bardzo powszechne. Sam dopiero całkiem niedawno dowiedziałem się, że za powstanie kaizen odpowiedzialni są Amerykanie. To oni niejako zaimponowali Japończykom swoim planem przygotowania do II Wojny Światowej, a potem podejściem do realizacji powojennej pomocy podnoszącej się z kolan Japonii. Amerykanie stworzyli podwaliny, Japończycy ulepili z tego kaizen. Tak czy inaczej, nie bacząc na historię, chciałbym przede wszystkim opisać kilka swoich wrażeń z ciekawej lektury.

Tak, można się domyślić, że książka, o której wspomnę to takie trochę czytadło. Nie żebym nie miał ambicji by przeczytać coś bardziej wysublimowanego. Prawda jest jednak taka, że przynajmniej ostatnio ciekawsze refleksje przychodzą do mnie po lekkich lekturach. Także dzięki temu opisanie wrażeń pójdzie łatwo i bezboleśnie. Ani to literatura biznesowa, ani taki kompletny poradnik w stylu „jak żyć”. Określiłbym ją mianem rozwinięcia tezy postawionej w tytule poprzez wielokrotne i na różne sposoby jej powtarzanie. To nie zarzut, bo przecież ją przeczytałem i prawdę mówiąc ani przez chwilę nie myślałem nad pretekstem do jej porzucenia w trakcie.

Według mnie słowo „kaizen” brzmi fatalnie. W pierwszym odbiorze nie wróży niczego dobrego i u tych, którzy po raz pierwszy je słyszą, miewa wszelkie możliwe konotacje, często dość pejoratywne. Ze mną zresztą było podobnie. W mojej pracy zawodowej kaizen pojawiał się często w sąsiedztwie pojęć takich jak lean, kanban czy agile, dlatego zawsze kojarzył się ze stylem, techniką czy metodą pracy, wykonywania określonych czynności czy realizowania jakiegoś projektu. Na gruncie biznesowym tak rzeczywiście jest. Nigdy dotąd nie zastanawiałem się jednak jak można stosować czy wykorzystywać kaizen w codziennym życiu. Trudno żebym to robił nie rozumiejąc socjologicznego kontekstu tej filozofii, a właśnie takim mianem określa kaizen autor książki.

Kaizen to mniej więcej tyle co małe rzeczy, małe czynności, niewielkie kroki naprzód, z tym że za każdym razem trzeba do tych określeń dodać przymiotnik „konsekwentne”. Konsekwencja jest niezwykle ważna, gdyż prowadzi do nawyków, do akceptacji, do przyzwyczajenia i często nawet polubienia tych aspektów życia, które dotąd stanowiły trudność nie do pokonania. Kaizen w codziennym życiu opiera się na czymś co autor nazywa „rzeźbieniem umysłu”, czyli takim programowaniu samego siebie by mózg spokojnie przyjmował i analizował zjawiska z otoczenia, zamiast włączać mechanizmy walki lub ucieczki w sytuacjach trudnych, które instynktownie nas paraliżują. Niby każdy z nas zdaje sobie, co najmniej podświadomie sprawę z tego, że mamy w sobie mechanizmy różnych reakcji na stres, przejawiamy różne predyspozycje do radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Niektórzy, szczególnie ci, którzy dobrze sobie z tym wszystkim radzą, po poznaniu kaizen uznają, że stosują te techniki od dłuższego czasu, że same do nich przyszły, same się wykształciły.

Sam odniosłem podobne wrażenie czytając książkę. Zdałem sobie sprawę, że zazwyczaj staram się nie stawiać nikogo pod ścianą, że staram się poszukiwać rozwiązań, a nie skupiać się na rozpamiętywaniu problemu. Uświadomiłem sobie, że zadaję małe pytania, konsekwentnie zmierzając do poznania układającej się w całość odpowiedzi. Dzięki temu ludzie, z którymi rozmawiam nie zamykają się instynktownie, a nawet jeżeli myślą “czego on właściwie ode mnie chce” to zastanawiają się nad tym racjonalnie, nie wpadają w popłoch. W drugą stronę działa to wszystko podobnie, bo wtedy gdy ktoś stawia mnie przed skomplikowaną kwestią, zadaje trudne, niewygodne pytanie, staram się reagować spokojnie, odpowiadać i działać krok po kroku. Nigdy nie wytaczam wszystkich dział z garażu, zawsze staram się mieć coś w zanadrzu, a jeżeli akurat nie mam to zawsze proszę o czas na przygotowanie. To doskonale działa w biznesie i w osobistych relacjach z ludźmi i wiem, że brzmi to wszystko do tego stopnia trywialnie, że fakt mojej aktualnej dywagacji na ten temat może wzbudzać zastanowienie lub być może zdumienie. Ale to całe zadawanie małych pytań to tylko jeden z aspektów kaizen, w książce poruszonych zostało kilka dodatkowych, takich jak: myślenie małych myśli, podejmowanie małych działań, rozwiązywanie małych problemów, dawanie sobie małych nagród czy rozpoznawanie małych momentów.

Trywialne i oczywiste, prawda? Dziwię się, że tak mnie ten temat poniósł. Myślę jednak, że każdy ma w sobie kaizen, ok – może prawie każdy. Każdy instynktownie wie, że działanie w ten sposób może przynieść efekty, może pomóc w realizacji celów, ale często zwyczajnie nam się nie chce. Wolimy swoje noworoczne postanowienia realizować przez pierwsze tygodnie roku by potem niepostrzeżenie zostawiać je po cichu w ciemnym kącie, żeby przypadkiem nie przypominały nam o tym czym dla nas były jeszcze nie tak dawno. Brakuje nam wytrwałości, konsekwencji w takim zdrowym, pozytywnym, dającym energię wydaniu. A może brakuje nam celu? Może to co uważamy za cel to nic innego tylko wymyślone naprędce marzenie, a raczej mrzonka, za pomocą której zamykamy usta własnemu sumieniu i własnym pragnieniom? Tego nie wiem. Ale wiem i czuję, że oprócz tego, że każdy z nas ma w sobie kaizen (yin), ma też tą drugą połowę – yang i tylko od nas zależy, jak je w sobie poukładamy.

źródło obrazka: pożyczony z [LINK]

książka: [LINK

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s