W pogoni za kawą (część 5)

kafo1

Podczas rozmowy z Michałem P. w Coffee Cargo w Krakowie opowiedziałem mu o mojej podróży. Wspomniałem, że gdy wyjdę z jego kawiarni to pojadę do Katowic, tam spędzę noc by następnego dnia z samego rana wyruszyć do Opola, do osławionej w kawowym świecie Kofeiny 2.0. Michał z uznaniem pokiwał głową, ale stwierdził jednocześnie, że jeżeli dotąd nie byłem w Kafo w Gliwicach to nie ma sensu żebym jechał do Opola. Skoro jestem tak blisko to nie ma nad czym się zastanawiać, po prostu muszę odwiedzić Kafo. Mówił o tym jakby właśnie tam był początek wszystkiego, punkt odniesienia i zbiór wszystkich kawowych marzeń. Jak się miało okazać, w pewnym sensie miał rację.

Deszczowy poranek w Katowicach. Prawdę mówiąc do ostatniej chwili poważnie zastanawiałem się nad wyjazdem do Opola. Dzień wcześniej postanowiłem posłuchać rady Michała, ale wiedziałem też, że taka możliwość może się szybko nie powtórzyć, choć to samo dotyczyło wówczas każdego innego miejsca znajdującego się na południu Polski. Nie pamiętam co konkretnie zdecydowało, że wybrałem Gliwice. Być może deszczowa, smutna aura, lub być może to, że Kafo było tego dnia otwarte od 7:30 (zawsze o tej porze otwierają). Teraz nie ma to żadnego znaczenia. Liczy się tylko to, że wtedy zobaczyłem mekkę wszystkich tych, których kawa pozytywnie zakręciła.

KAFO 27.09

Kilka minut przed 8:00. Nie jestem pierwszym klientem, jest pani w średnim wieku, która skrzętnie wybiera ciasto i zamawia kawę na wynos. Ciasta kupuje dość sporo, o ile pamiętam to po kawałku każdego. Ciasto jest zresztą czymś co wyróżnia to miejsce. Możesz powiedzieć, że wszystkie kawiarnie mają ciasto, te duże i małe, lepsze i gorsze, ładniejsze czy brzydsze, dosłownie wszystkie. No może czasem trafi się jakieś miejsce gdzie do jedzenia są tylko kanapki, albo nie ma nic. Osobiście na takie jeszcze nie trafiłem.

kafo1

Ciasto w Kafo jest wyjątkowe nie tylko dlatego, że wyjątkowo wygląda i smakuje. Na swój sposób wyjątkowa jest osoba która je przygotowuje, choć nie poznałem jej osobiście. Usłyszałem natomiast ciekawą historię. Pani Bella, tak ma na imię, Szkotka, a może Angielka (wiem, że to cienka linia, ale nie pamiętam), zajęła się wypiekiem ciast trochę przez przypadek, a przez właściciela Kafo jej wypieki zostały zauważone na jakiejś imprezie bodajże w ratuszu. Od tamtej pory ciasta pani Belli są wizytówką Kafo i pewnie wielu innych miejsc.

Za barem stała bardzo miła dziewczyna, Monika. Dość długo przełamywaliśmy lody, próbowałem zagadywać, wrzucałem tematy, mniej lub bardziej inteligentne pytania zahaczające o świat kawy, ale wątki się na początku urywały. Dopiero po około 15 minutach wskoczyliśmy na właściwe tory. Pewnie dałem się poznać z tej lepszej strony. Mam nadzieję, że się na mnie nie obrazi, jeżeli kiedykolwiek to przeczyta, bo będąc szczerym była to jedna z tych osób, których spotkanie na kawowej trasie cenię sobie najwyżej. To co mnie urzekło to jej stosunek do wykonywanej pracy. Podobnie jak w Coffee Cargo czułem, że mam do czynienia z pasjonatem, ze skarbnicą wiedzy i jednocześnie kimś, kto po prostu lubi rozmawiać i poznawać ludzi.

kafo3

Ale wróćmy do kawiarni. Gdy spojrzysz na bar to od razu wiesz, że to nie jest jakieś tam pierwsze lepsze miejsce. Kafo wygląda w tym kawałku jak warsztat. Tak, taki warsztat jak stolarski, tylko że kawowy. Ekspresy, młynki, konewki, dripy, wszędzie takie gadżety, na widok których człowiek nie wie od czego zacząć. Nie pamiętam już czy pierwszą kawę piłem tam z Kality (jak na zdjęciu powyżej), czy tylko z Fetco. Dość, że Fetco widziałem tam po raz pierwszy, albo nie – po raz pierwszy zwróciłem uwagę na to, że to coś nazywa się Fetco. Monika wyjaśniła mi, że takie urządzenia są we wszystkich sieciówkach i że jeżeli chcę tam wypić dobrą kawę to powinienem raczej zdecydować się na przelewową z Fetco niż to co podają z dużej, ciśnieniowej maszyny. Od tamtej pory jeżeli już decyduję się na wypicie kawy w sieciówce to zawsze jest to kawa przelewowa. Odstawiłem americano, nie ma już tego słowa w moim kawowym słowniku i raczej rzadko decyduję się na espresso, w sieciówkach znaczy. Co innego w takiej świątyni jak Kafo. Na pożegnanie Monika przygotowała takie espresso, że sam nie wiedziałem do czego je porównać. No dobrze, było nieporównywalne. Wówczas. I uderzyło mnie coś jeszcze, Monika zanim podała mi kawę odlała sobie jeden mały łyczek i spróbowała. Michał w Coffee Cargo pił kawę razem ze mną, więc wówczas nie zwróciłem na to uwagi, ale teraz nie dostałem swojej kawy dopóki barista (baristka znaczny) jej nie „zatwierdził”. Zaimponowało mi to i dziś w dobrych kawiarniach zwracam na to uwagę. Co ciekawe, zauważyłam że jest to pewien przejaw klasy baristy, niestety nadal chyba niezbyt powszechny. Pewnie dlatego, że „rynek” nie zwraca na to szczególnej uwagi. Ale o tym innym razem.

Kafo6

Gdy dziś myślę o Kafo, to wspominam je jako miejsce idealne, gdzie nie ma żadnego przypadku, gdzie człowieka otacza profesjonalizm, ale nie taki zimny, niedostępny, tylko taki do którego ma się całkowite zaufanie. Wiem, że nie każdemu to odpowiada, wiem, że nie każdy tak jak ja podnieca się barem i wychwala załogę. Ci więc, którzy miną bar i wejdą do następnej sali znajdą się w otoczeniu powieszonych wokół na ścianach wypalanych na sklejkach projektów maszyn do parzenia kawy (tak mi się wydaje), niskich, wygodnych foteli i stolików, które sprzyjają temu by w Kafo spędzić trochę czasu. Atmosfera tego miejsc wyzwala kreatywność. Tak sobie to wyobrażam, że za dnia przychodzą tam studenci i młodzi ludzie, których oprócz dobrej kawy kręci coś jeszcze, coś co w połączeniu z dobrą kawą rozkwita.

Ciekaw jestem jaka jest historia tego pięknego urządzenia. Nie zapytałem, ale wydaje mi się, że swoje życie zaczynało gdzieś indziej niż w Kafo. Jeżeli tak rzeczywiście było to dziś ma niecodzienną duszę, do której można opowiedzieć inspirującą historię

kafo4

I jeszcze jedno spostrzeżenie, może trochę poniewczasie, w Kafo parzą kawę z polskich palarni. Zauważyłem co prawda tylko tą od Michała, ale niedawna wizyta w jednej z poznańskich kawiarni, o której napiszę wkrótce, uświadomiła mi, że na polskich palarniach można polegać i polegać warto. Mam nadzieję, że w Kafo tak jest nadal.

kafo2

To mniej więcej tyle, oprócz tego, że chciałbym kiedyś wrócić do Kafo o innej porze dnia, w innym dniu tygodnia, w innych okolicznościach, by sprawdzić jak tam jest naprawdę. A poza tym to chciałbym mieć takie miejsce w drodze do pracy, albo wracając z pracy. Nie tylko miejsce, przede wszystkim możliwość, żeby napić się dobrej kawy, zjeść pyszne śniadanie albo kawałek ciasta, poczytać gazetę albo książkę, porozmawiać z baristą, albo tylko wymienić szybko grzeczności. I gdyby była już taka możliwość to chciałbym mieć … czas.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s