Czas, czas, czas. Poświęcaj go.

fatherdaughter

Ta piosenka (oczywiście Pidżama Porno – „Czas czas czas”) jest nie do końca o tym, o czym zaraz napiszę. Pomyślałem o niej teraz, bo praktycznie zawsze pojawia się jako pierwsze skojarzenie związane z czasem, czasem który mija i którego tak często brak. Można więc powiedzieć, że zaczynam od puenty. To na wypadek gdyby nie dało się przeczytać tego tekstu do końca, ale też dlatego, że puenta w tym wypadku jest oczywista, nie zaskakuje, a jej znajomość być może utwierdzi czytelnika, że warto poświęcić czas zarówno na te kilka zdań jak i na syntetyczną, no dobrze – trochę kaznodziejską książkę niejakiej Meg Meeker. Znów zdradziłem ważny szczegół, trudno.

Rzadko czytam literaturę takiego gatunku, o ile można w stosunku do książki pani Meeker użyć obydwu tych rzeczowników równocześnie. Nie czepiam się, no może trochę. Wiem też, że to niezbyt eleganckie by drwić z książki, którą przeczytało się od deski do deski pomimo tego, że w trakcie czytania miało się ochotę odłożyć ją na półkę, w sensie wybrać coś innego w czytniku. Dlaczego więc tego nie zrobiłem? Ponieważ uświadomiłem sobie, że jeżeli to zrobię to tylko i wyłącznie z powodu zażenowania w jakie wpadałem czytając, ale też dlatego, że zamiast refleksyjnie zatrzymać się przy jakimś temacie chciałem od razu iść dalej, by jak najszybciej o tym zażenowaniu zapomnieć. Tak, niestety to prawda. Ta książka nie odkrywa przed czytelnikiem niczego nowego. Znów wyrażam się nieco zuchwale, ale naprawdę wolę tak myśleć, niż nie daj Boże zdać sobie sprawę, że ja – dumny i wspaniały ojciec dwóch córek, o czymś nie wiedziałem, albo z czegoś nie zdawałem sobie sprawy. Nie odkrywa więc, ale zwraca uwagę, podkreśla czy wskazuje pewne kwestie, poniekąd powszechne i ogólnie znane, o których o co mogę się założyć wielu z nas – ojców zapomina lub przynajmniej sądzi, że nas nie dotyczą.

Mógłbym napisać, tak jak często się pisze o amerykańskich książkach właściwie niezależnie od gatunku literackiego jaki reprezentują, że to czytadło, że przykłady nie przystają do naszej polskiej, innej przecież rzeczywistości, że pisząc o trudnych sprawach pani Meeker ma cały czas ten drażniący, pewny siebie, jankeski uśmieszek na ustach, wreszcie że sytuacje jakie opisuje są w znacznej mierze przejaskrawione i nierealistyczne. Mógłbym, ale nie napiszę. Zwyczajnie dlatego, że szczególnie dziś, kilka tygodni po lekturze myślę o tej książce wyłącznie w kategoriach ciekawej rozmowy z kimś kto zna się na rzeczy, kto ma doświadczenie, ale jednocześnie ani razu nie powiedział mi co absolutnie muszę lub powinienem, tylko skupił się na tym co warto lub można zrobić, żeby albo do pewnych sytuacji nie dochodziło, a jeżeli już dojdzie to jak z nich wychodzić. Pewnie, że w wielu miejscach przymyka się oko, pewnie że przy wielu fragmentach książki pojawia się lekki szyderczy uśmiech, chociażby wtedy gdy po raz piąty czy szósty czyta się w niej o chorobach wenerycznych wśród młodych ludzi. Co z tego skoro po przewróceniu ostatniej karty wszystko co chcesz sobie powiedzieć to to, że chcesz być dobrym lub lepszym ojcem i chcesz poświęcać swojej córce więcej czasu. To według mnie wystarczy.

Jeszcze jedna rzecz, a właściwie sytuacja przypomniała mi się gdy czytałem tą książkę. Kilkanaście lat temu, pierwszy rok studiów, zajęcia z języka niemieckiego, dyskusja na jakiś zaawansowany temat. Piszę zaawansowany, gdyż nasza lektorka lubiła takie tematy jak eutanazja, śmierć kliniczna, kara śmierci, aborcja, a prawdę mówiąc wówczas na żaden z nich nie miałem własnego zdania, w każdym razie na tyle jednoznacznego i silnego by je wyrazić i obronić po polsku, a co dopiero po niemiecku. Pojawił się więc temat mniej lub bardziej świadomego posiadania dzieci i pojawiło się pytanie od pani lektorki: „a co ty będziesz robił ze swoimi dziećmi?”. Wiem, dość ogólne, ale mniej więcej tak brzmiało. Moja odpowiedź, bo pytanie skierowane było oczywiście do mnie, brzmiała mniej więcej tak: „swoje dzieci będę wychowywał” i była w moim odczuciu odpowiedzią, która miała spowodować brak dalszych pytań. To się akurat udało się, ale pojawiły się też jej uboczne skutki, otóż wśród koleżanek z roku wzbudziłem pewien podziw i szacunek 😉

Wracając do książki, pomyślałem że tytuły rozdziałów mogą dać najlepszy pogląd na to czy warto i czy to jest to czego potencjalny czytelnik się spodziewa. Dlatego postanowiłem je przytoczyć:

  • Jesteś najważniejszym mężczyzną w jej życiu
  • Twoja córka potrzebuje bohatera
  • Jesteś jej pierwszą miłością
  • Ucz ją pokory
  • Musisz strzec i bronić swojej córki (a nawet stawać do walki w razie potrzeby)
  • Zmysł praktyczny i zdecydowanie: twoje bardzo ważne atuty
  • Bądź takim mężczyzną, jakiego chcesz, aby poślubiła
  • Opowiedz jej o Bogu
  • Naucz ją walczyć
  • Miej z nią stały kontakt

I to mniej więcej tyle. Książka, o której pisałem to „Mocni ojcowie, mocne córki” autorstwa Meg Meeker.

 

źródło obrazka: http://www.proudphotography.com

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s