W pogoni za kawą (część 4)

coffeecargo

Wtedy zaczęło się najciekawsze. Wcześniej byłem już tu i ówdzie, co nieco widziałem i czegoś doświadczyłem, wówczas jednak zawodowy los rzucił mnie tak daleko, że podróż rozłożona na 2-3 dni wydawała się jedyną rozsądną koncepcją. Skoro tak to w sposób naturalny pojawiła się koncepcja zdobycia tego co do tej pory pozostawało przynajmniej teoretycznie poza zasięgiem.

Gdy dziś o tym piszę to nadal myślę, że to były do tej pory najbardziej inspirujące miejsca. Czy dlatego, że są wyjątkowe, jedyne w swoim rodzaju, czy dlatego, że w kawowym świecie owiane są pewną legendą? Nie wiem. W gruncie rzeczy nie to ma największe znaczenie. Przecież wiele zależy od okoliczności, a w moim przypadku pojawiło się kilka całkiem sprzyjających.

Od początku. Koncepcja odwiedzenia Krakowa i Gliwic pojawiła się całkiem spontanicznie. Coś tam planowałem, owszem, ale jeszcze tego samego dnia nie było to nic konkretnego. W przerwie pomiędzy wystąpieniami na konferencji w Rzeszowie zadzwoniłem do Coffee Proficiency w sumie po to by spontanicznie umówić się na jakiś warsztat, szkolenie czy indywidualne spotkanie. Kompletnie bez planu, bez pomysłu, ale tak się złożyło, że telefon odebrał „główno dowodzący”, który delikatnie sprowadził mnie na ziemię, mówiąc „przyjedź, zapraszam do naszej kawiarni, napijesz się dobrej kawy, porozmawiasz z baristą”. Tak, mniej więcej taki był skutek tej rozmowy. Doceniam to z perspektywy czasu, bo nie byłem ewangelizowany na siłę, musiałem sam wybrać co i jak chcę osiągnąć.

Z Rzeszowa wyjechałem dość późno, gdy dojechałem do Krakowa była już 19:00. Dzień powoli się kończył, a je wylądowałem w jakiejś dziwnej dzielnicy, na pierwszy rzut oka wyglądającej jak połączenie nowego ze starym, z osadzonymi w środku pozostałościami industrialnych obiektów. Właśnie w jednym z nich, w blaszaku przypominającym z zewnątrz hurtownię materiałów budowlanych czy halę niewielkiej walcowni stali mieści się jedno z ciekawszych miejsc na kawowej mapie Polski.

COFFEE CARGO, 26.09

Pierwszą moją myślą było jednak – kto tu przychodzi o tej porze? Rzeczywiście przez większą część wizyty byłem sam, potem przyszły jakieś dwie dziewczyny na herbatę, w międzyczasie przyjechał też właściciel interesu wraz z rodziną. Zamieniliśmy kilka zdań na ogólne kawowe tematy, jednak główna dyskusja rozegrała się pomiędzy mną a Michałem P. Jak się okazało Michał swoją baristyczną karierę zaczynał w Poznaniu. Obecnie jest jednym najbardziej znanych baristów w Polsce, tych z pokolenia młodych wilków, czy pokolenia speciality jak kto woli. Kieruje Coffee Cargo, zaparzając osobiście wyśmienitą kawę i gawędząc z takimi zbłąkanymi wędrowcami jak ja. Opiłem się kawą, którą serwował mi raz za razem, był drip i aeropress, po raz pierwszy w życiu piłem też cascarę.

cargo2

Przez ponad godzinę stałem przy barze z Michałem. Określenie bar to takie niewielkie nadużycie w stosunku do tego co zastałem w Coffee Cargo. Oni mają raczej warsztat, przypominający taki z małego zakładu rzemieślniczego lub jakiegoś laboratorium. Rozmawialiśmy o wszystkim, oczywiście na poziomie odpowiednim do mojego. Michał jest wybitnym specjalistą w dziedzinie latte art, ale ten temat z uwagi na moje nim nikłe zainteresowanie nie został praktycznie w ogóle poruszony. Jako że „matematyczne” aspekty kawy to także jeszcze nie moja bajka, rozmawialiśmy głównie o urządzeniach, ciekawych miejscach do odwiedzenia, o tym jak powstało Coffee Cargo, ale też o tym że trzeba próbować, szukać, doświadczać. Naprawdę dla mnie to było jedno z ciekawszych kawowych spotkań.

cargo1

Michał opowiadał, że wiele mebli do kawiarni zrobił samodzielnie. Chodziło przede wszystkim o stoły i ławy zbite z europalet, które stały przed kawiarnią. Niestety nie zrobiłem zdjęć, zdążyło się ściemnić. Wnętrze Coffe Cargo to coś szczególnego. Myślę, że nie ma w Polsce drugiej takiej kawiarni. To prawdziwy hangar z prawdziwymi kontenerami, w których wycięto bar i kilka innych pomieszczeń. Przestrzeń ze stolikami jest ledwie oddzielona od palarni, którą widać jak na dłoni. Szkoda, że akurat wtedy gdy tam byłem nie wypalano kawy. Mogłem za to dokładnie wszystko obejrzeć w stanie spoczynku. No może nie dokładnie, bo prawdę mówiąc nie pamiętam jakiej dokładnie marki mają w Coffee Proficieny piece, ale wszystko to co zobaczyłem zrobiło na mnie ogromne wrażenie, dlatego że wszystko to widziałem po raz pierwszy.

cargo4

Jak do tej pory było to najbardziej zaawansowane z odwiedzonych przeze mnie kawowych miejsc. Wkrótce miało się to zmienić, ale tamtego wieczora miałem wielkie oczy, słuchałem Michała, chłonąłem wszelkie informacje dotyczące mniej lub bardziej osobistych kawowych wątków. Michał opowiedział mi o początkach swojej przygody z kawą, o tym jak pracując w sieciówce właściwie trochę na przekór nudnej rutynie zaczął bawić się kawą, przywiązywać większa wagę do jej parzenia, a wreszcie dolewać do kawy spienione mleko trochę inaczej niż robili to jego koledzy. To wszystko wydało mi się strasznie fascynujące, pewnie trochę dlatego, że moja droga, jeżeli w ogóle się kiedykolwiek rozpocznie to rozpocznie się inaczej. Będę trochę skażony tym co zobaczyłem, będę musiał skonfrontować to wszystko z burzą własnych pomysłów, wreszcie zawrzeć niejedno przymierze, by na polu walki mieć nie tylko sprzymierzeńców, ale przede wszystkim przyjaciół. To będzie coś szczególnego i myślę, że tak jak teraz pomyślę wówczas o mojej rozmowie z Michałem, nawet jeżeli nieprędko się znów spotkamy.

One comment

  1. Myślę że te orginalne miejsca gdzie byłeś i tą informacje którą otrzymałeś już Cię poprowadzą do ztworzenia czegoś co nasz kraj jeszcze nie widział i nie czuł.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s