Wróci wiosna, baronowo

baronowajazzu

Piosenka Kultu to pierwsza myśl jaka przychodzi mi do głowy, gdy słyszę słowo „baronowa”. Jednak jej tytuł w tym przypadku niewiele oddaje, wybrałem go właściwie bez przemyślenia, bo nie wróci żadna wiosna, a baronowa już nie żyje. „Baronową Jazzu” kupiłem, a jakże, zainspirowany jednym z wydań słynnej porannej piątkowej (uff) audycji w Trójce. Dodam też, że nie główna bohaterka była powodem, choć to przecież historia o niej, zainteresował mnie ten jazzowy światek, którego stała się częścią.

Nie znałem ani Pannoniki Rotschild ani Theloniusa Monka. No dobrze, o Theloniusie przecież słyszałem, ale nigdy wcześniej nie zatrzymałem się przy jego muzyce na dłużej. W mojej młodej z jazzowego punktu widzenia głowie nie powstał jego obraz jako jednego z największych muzycznych talentów w historii tego gatunku muzyki. Gdy pomyślałem, że czas to zmienić byłem akurat w drodze do pracy. Niedługo potem zamówiłem książkę. Przy tej okazji dotarło do mnie to o czym wspominałem chyba już wcześniej, że Czarne jest obecnie jedynym polskim wydawnictwem wydającym dobre książki, albo inne wydawnictwa nieskutecznie zabiegają o względy redaktorów mojej ulubionej stacji, a tym samym o względy moje. W sumie to nie jest ważne, bo „Baronowa Jazzu” trochę podważyła tą myśl. Dlaczego? Dlatego, że to nie jest książka wybitna, nie jest nawet świetna, ani bardzo dobra. Jest tylko dobra i dość przeciętna, choć niewątpliwie ma swoje zalety.

Zacznę od tego co nie wzbudziło mojego zaufania. Autorka szczerze wyznaje, że pracowała nad książką przez 20 lat. Oczywiście nie stale, przyznaje się do tego że raz porzuciła ten projekt na wiele lat, a raz po raz robiła sobie mniejsze lub większe przerwy. Tak czy inaczej uważam, że te 20 lat niepotrzebnie jest wielokrotnie eksponowane ponieważ po lekturze powstaje pewna konfuzja nad tym, czy autorka oby nie przesadza i nie wyolbrzymia swojego zaangażowania. Nie czuć w tej historii tych 20 lat, nie ma w niej nic co by je w jakiś sposób usprawiedliwiało, co świadczyłoby o tym, że tak dług czas pracy był uzasadniony, że należało odbyć jakieś badania, podróże, przeprowadzić dziesiątki czy tysiące rozmów, przesłuchać setki płyt.

Druga sprawa to główny wątek tej opowieści.  Jakkolwiek miało nim być poplątane, ale też ciekawe życie Pannoniki Rotschild, to ma się wrażenie, że na tle wątku, który miał zapewne być tym, który wyjaśnia kontekst wielu wydarzeń, wprowadza klimat oraz stanowi historyczny i socjologiczny punkt odniesienia, wątek główny wypada blado, a już na pewno co najmniej nie tak interesująco. Losy głównej linii rodziny Rotschildów, ich droga od skromnego mieszkania w frankfurckiej żydowskiej dzielnicy do decydowania o losie świata, to jest ta historia, która jak sądzę doczekała się już wielu opracowań literackich, zapewne też takich, których autorami byli członkowie tego klanu, a jednak wspomniana przez autorkę „Baronowej Jazzu” budzi ciekawość, podziw i pewien niedosyt. Jasne jest, że autorka nie mogła tego pominąć, pozwoliła niestety na to by losy jej rodziny stały się najciekawszą opowieścią w jej książce. Nie wiem czy to źle, być może dzięki temu przeczytałem tą książkę do końca. Odczuwam jednak pewien niedosyt.

Nie zrozumiałem relacji, która łączyła Pannonikę Rotschild z Theloniusem Monkiem, albo zrozumiałem w tak naiwny sposób w jaki przekazała ją autorka. Nie wierzę też, że porzucenie przez Pannonikę dotychczasowego wygodnego życia było tak spontaniczne, a nawet jeżeli było, to książka mnie o tym nie przekonuje w wystarczającym stopniu. Z jednej strony to przecież w tamtym czasie była chyba największa, bo pierwsza rewolucja obyczajowa, muzyczne kluby, nocne życie dostępne dla każdego, narkotyki i alkohol, wszystko w zasięgu ręki, a jednak jakoś mi się to kłóci z Pannoniką, która wg opowiedzianej w książce historii z tamtego świata wzięła sobie tylko jazz i to nie jako twórca, a jako słuchacz, fan, czy groupie jak można by o niej dziś powiedzieć.

Być może upraszczam to wszystko, bo przecież lektura spowodowała we mnie przynajmniej to, że wróciłem do muzyki Theloniusa Monka z inną perspektywą i zaplanowałem sobie oglądnięcie filmu „Bird”. Przynajmniej tyle na początek. A jeżeli chodzi o Pannonikę to może ktoś kiedyś napisze o niej książkę, w której tłem nie będzie konkurencyjny wątek jej pochodzenia, a jedynym stanie się ten sam nurt, który towarzyszył jej życiu za oceanem, związany ze światem jazzu lat 50′ i 60′. I może też ktoś kiedyś poleci mi książkę opowiadającą w interesujący, wiarygodny sposób historię rodziny pani baronowej.

 

źródło obrazka: http://www.czarne.com.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s