W pogoni za kawą (część 3)

minkawy1

Po poprzednich odwiedzinach w różnych miejscach stało się jasne, że chcę kontynuować misję, której się podjąłem. Co to za misja, skoro robię ją przede wszystkim dla siebie? A jednak misja, bo mam wrażenie lub po prostu lubię je mieć, że to co robię jest w świecie kawowych laików (umówmy się – nadal jestem laikiem, choć może już nie zupełnym) zjawiskiem dość niecodziennym. Nie wyssałem tego z palca, a podstawą do takiego stwierdzenia stały się moje rozmowy z napotkanymi po drodze ludźmi. Już mówię w czym rzecz.

Tym baristom, z którymi odbywam dłuższe rozmowy, zazwyczaj opowiadam też o tym co mnie przygnało, skąd jestem, gdzie już byłem i dokąd jeszcze zamierzam pojechać. Wielu z nich powiedziało mi, że niektóre miejsca które odwiedziłem oni sami znają tylko ze słyszenia i w sumie to zazdroszczą mi, że mogę pozwolić sobie na takie turnee. Są też jednak tacy, którzy widzieli więcej niż ktokolwiek inny i oczywiście więcej niż ja, ale tych spotykałem dopiero za jakiś czas od wydarzeń, o których będzie w tej części.

W owym czasie doszło do mnie, że jakkolwiek jestem dopiero na początku swojej podróży to na pewno nie wykorzystałem jeszcze swoich możliwości jeżeli chodzi o Warszawę. Inspiracją stał się artykuł ze Sprudge.com (LINK), wsiadłem do taksówki i po drodze już nie pamiętam dokąd, bo pierwotnie na celowniku było inne miejsce, wysiadłem na gdzieś na ulicy Marszałkowskiej przy pewnym ministerstwie.

MINISTERSTWO KAWY, wrzesień 2014

Gdy się przekroczy próg to od razu czuć, że to miejsce z klasą, nie taką snobistyczną ale rzec można – merytoryczną, w odniesieniu do kawy oczywiście. Spodobało mi się w Ministerstwie Kawy i nawet dziś uważam, że to jedno z wzorcowych miejsc, jeden z takich punktów odniesienia. Pora dnia była taka, że tylko 2 czy 3 stoliki były zajęte, czasami ktoś wpadł po kawę na wynos, można więc było nie tylko swobodnie zapytać co pani dziś poleca ale też porozmawiać o kawie i o tym jak się interes kręci.

ministerstwo1

Pamiętam, że w Ministerstwie po raz pierwszy jak do tej pory piłem kawę ze szwedzkiej palarni Koppi, nie pamiętam tylko czy wybrałem drip czy aeropress. Baristka opowiedziała mi, że mają jakieś dobre relacje z tą palarnią i chyba sami sprowadzają ich kawę. Wspominała, że właściciele (czy właścicielka) Ministerstwa sporo podróżuje i za każdym razem przywozi coś ciekawego do przelania.

ministerstwo2

Podoba mi się usytuowanie baru w Ministerstwie Kawy, chociaż trzeba też powiedzieć, że jest bar niesamowicie zastawiony urządzeniami, gadżetami i ofertą. Gadżety, czy raczej charakterystyczne przedmioty to coś na co chyba właśnie po raz pierwszy wówczas zwróciłem uwagę. Dobre, niebagatelne kawiarnie mają je i eksponują. W Ministerstwie do takich należy na pewno stacja do dripów zrobiona z klocków lego i charakterystyczny żyrandol.

ministerstwo3

Nie wiem kiedy do Ministerstwa wrócę. Można powiedzieć, że jest w centrum wydarzeń, ale w moim przypadku nie całkiem po drodze. Poza tym jak się wkrótce okaże w Warszawie jest jeszcze wiele miejsc, które warto odwiedzić.

CENTRAL COFFEE PERKS, wrzesień 2014

Mógłbym powiedzieć, że to był w pewnym sensie wypadek przy pracy. Toruń, rodzinne miasto jednego z moich guru, szybkie sprawdzenie gdzie podaje się kawę speciality i znów taka pora dnia, która stwarza okazję do kontemplacji ale też do kontestacji. Co by nie powiedzieć, to kawiarnia Central Coffee Perks ma fajny wizerunek w social media, specjalnie użyłem tego przymiotnika, ma wokół siebie wierną społeczność i ma świetne zdjęcia. Niestety w środku ten czar pryska. Nie podoba mi się telewizor, który zbyt spontanicznie wisi na ścianie. Rozumiem, że telewizor musi być, zatem w tym przypadku postawiłbym na coś dużego, może nawet oldschool’owego w centralnym miejscu kawiarni. Nie podobają mi się meble, sprawiają wrażenie zbyt ciężkich i przytłaczających. Prawdziwego szoku doznałem jednak po podejściu do baru. W szklanej gablocie zobaczyłem zakurzony chemex, niepewny drip i na szczęście aeropress, który jako jedyny wyglądał na używany regularnie. Barista okazał się jednak bardzo zaangażowanym człowiekiem, porozmawialiśmy trochę o specyfice toruńskiej klienteli, o jego zainteresowaniach, o tym jakie widzieliśmy sposoby zaparzania kawy w aeropressie. Zaprezentował mi bardzo ciekawą metodę, być może jego autorską, podczas której wykonał podwójną preinfuzję najpierw wsypując kawę na odrobinę wody w tłoku, a następnie po 20 czy 30 sekundach zalewając od góry. Za każdym razem zakrywał wylot tłoka sitkiem, tak by para nie wydostawała się na zewnątrz. Z tym sitkiem dziś sam tak robię, choć nie wyczuwam żeby miało to szczególne znaczenie. Tak czy inaczej, zakurzony Toruń na pewno zbliżył mnie do aeropressu.

COCOFLI, wrzesień 2014

Był późny, czwartkowy wieczór, polska reprezentacja siatkarzy pokonała Rosję w ćwierćfinale mistrzostw świata. Wracaliśmy z kibicowania na dziedzińcu dawnej synagogi. Najpierw poszliśmy do innej kawiarni (znalazłem wcześniej 3 godne odwiedzenia we Wrocławiu), niestety o tej porze była już zamknięta, kolejna też, a Cocofli, do którego zaszliśmy na końcu wydawało się powoli kończyć ten długi wieczór. Gości było już niewielu, zajęliśmy miejsca przy barze. Piliśmy kawę brendowaną nazwą „Czarny Deszcz”, tylko taka była, na szczęście baristka opowiedziała nam historię powstania tej marki. Porozmawialiśmy też o wrocławskiej kawowej bohemie, co utwierdziło mnie tylko w przekonaniu, że Wrocław wymaga ode mnie większego zainteresowania gdy tylko nadarzy się okazja.

Największe wrażenie w Cocofli zrobiły na mnie dwie rzeczy. Po pierwsze książki, cała ściana książek. Nie sprawdzałem dokładnie jakie stały na pułkach, ale ja lubię patrzeć na tak wyeksponowane książki. Właściciele mają wydawnictwo książek dla dzieci i młodzieży bodajże, a kawiarnia jest spełnieniem ich marzeń o własnym miejscu, w którym można doświadczyć czegoś wyjątkowego. Taką historię opowiedziała nam baristka.

cocofli

Po drugie wino. Wino zawsze podnosi poziom, jednych onieśmiela, innych zniewala. Ja pewnie jestem gdzieś po środku, ale uważam, że dobry, niebagatelny alkohol dobrze łączy się z kawą. Prawdę mówiąc w Cocofli mają też regionalne, rzec można niekomercyjne piwa. Jeżeli pojawią się jeszcze jakieś single malty to będzie pełnia szczęścia dla kogoś takiego jak ja.

cocofli1

Widzę w social mediach, że Cocofli angażuje się w wydarzenia kulturalne, zarówno te lokalne jak i te o większym zasięgu, które odbywają się we Wrocławiu. Instynktownie mi się to podoba. Być może zabrzmi to naiwnie, ale chciałbym jeszcze kiedyś wrócić do Cocofli i to nie tylko po to by zrobić lepsze zdjęcia za dnia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s