Bardziej obchodzi nas przeszłość

chasingamy3

Gdy myślałem o tytule dla cyklu o odwiedzanych kawiarniach, pierwszym co przyszło mi do głowy był film „W pogoni za Amy”. Tak mi jakoś pasowało. Nie było żadnych bezpośrednich skojarzeń, tylko tytuł. Postanowiłem więc wrócić do tego filmu, ponieważ zupełnie nie pamiętałem o czym był, tylko podejrzewałem, znając trochę styl Kevina Smitha, że jest kontrowersyjny, wulgarny, momentami obleśny, ale jednocześnie ma to coś, co zostawia w tobie pytanie, na które musisz sam sobie odpowiedzieć. O ile chcesz, oczywiście.

Z tymi klasycznymi (dziś można je tak określić) filmami Kevina Smitha spotkałem się kilkanaście lat temu, w każdym razie ponad 10, oglądnąłem „Clerks”, „Dogmę”, „Jay i Cichy Bob kontratakują” i oczywiście „W pogoni za Amy”. Dobrze się przy nich bawiłem, nie przeszkadzał mi wulgarny język głównych bohaterów, ich popaprane życia i bezceremonialne podejście do wartości. Nie przeszkadzał mi amatorski warsztat twórców filmów i dziś pamiętam, że miałem dużą przyjemność patrzenia na początki karier Bena Afflecka czy Matta Damona. Każdy z tych filmów zostawiał po sobie pewien specyficzny klimat, docierało do mnie, że śmiałem się z czegoś, o czym po jakimś czasie myślę w całkiem poważnych kategoriach. Tak też miałem po ponownym oglądnięciu „W pogoni za Amy”.

Pierwszą myślą jaką miałem gdy patrzyłem na napisy końcowe, była próba odpowiedzi na takie ogólne pytanie, które często zadają znajomi: „Co to za film? Fajny?”. Odpowiedziałem w myślach: „wiesz, to taka nieszablonowa komedia romantyczna”. Coś w tym jest, bo ten film porusza jedną ważną sprawę, która w relacjach męsko damskich jest tak stara jak świat. Kobiety doświadczają jej niezwykle rzadko, lub nie doświadczają w ogóle, albo po prostu lepiej sobie z tym radzą. My faceci jesteśmy za to zupełnie bezradni, kompletnie gubimy się w odmętach czarnego oceanu nie naszych przecież wspomnień i doświadczeń. Pytamy o nie najczęściej z uśmiechem na ustach, jak naiwne przyjaciółki wierząc, że usłyszymy sam lukier i krem czekoladowy, no może trochę przypalonej pieczeni, ale nie na tyle dużo żebyśmy mieli problem z jej przełknięciem i strawieniem. Tymczasem jej najdrobniejszy kawałek staje nam najpierw w gardle, potem pali przełyk, by ostatecznie zatrzymać się w żołądku i rozdzierać nas od środka. Sami sobie to wyrządzamy, jak lemingi, ślepcy czy dzieci specjalnej troski. Taki nasz los. Przyznaj się, przynajmniej raz w życiu tego doświadczyłeś, prawda? I jestem pewien, że jeżeli tak to właśnie wtedy byłeś owładnięty uczuciem najsilniejszym, ale może też jednocześnie najbardziej toksycznym.

Mój tata nie przekazał mi w życiu wielu ponadczasowych prawd i wskazówek, ale teraz przypomniała mi się jedna (bo jakieś jednak mi przekazał), która dotyczy dokładnie tego o czym mowa. Powiedział mniej więcej tak: „zazdrość niszczy, ale niestety zazdrość to czasami największy dowód miłości”. Może trochę inaczej to brzmiało, nie było tak subtelne, ale sens miało właśnie taki. Rzec można, że to taka tabloidowa prawda, wyświechtana złota myśl. Może. Tak czy inaczej od tamtej pory uważałem, że trzeba się z nią liczyć.

„W pogoni za Amy” traktuje o czymś więcej, można powiedzieć, że sięga głębiej. Porusza kwestię przeszłości, czyli tego na co nie mamy już wpływu, bez względu na to czy to przeszłość nasza czy nie nasza. Zazdrość o przeszłość niszczy i boli jeszcze bardziej niż zwykła zazdrość czy zaborczość. Sprawia, że nie widzisz możliwości zmiany ani wyjścia z tej sytuacji, bo to wszystko już się stało, a nie nadal trwa. Nie potrafisz sobie poradzić z wiedzą, którą zdobyłeś inaczej niż niszcząc całkowicie to co tak misternie budowałeś.

Nadzieja? Happy end? Nie, co to to nie, ale jest pewne wyjście z impasu, a właściwie dwa. Pierwsze to dobry kumpel, który ma już to wszystko za sobą, zdążył zrozumieć jakim małostkowym był idiotą i w porę wyjaśnia ci to czego sam nie potrafisz sobie wytłumaczyć. Drugie to czas. Czas zawsze pomaga. Goń swoją Amy i myśl o przyszłości.

źródło obrazka: http://www.welovemoviesmorethanyou.com/movies

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s