W pogoni za kawą (część 2)

taczka20_1

W lipcu i sierpniu tego roku byłem na kawowej fali. Dziś też jestem, ale dziś mam większy dystans do tego, widziałem już i spróbowałem tyle, że początek podróży wspominam nie tyle z euforią co z przyjemnością. Tak chyba jest lepiej, można osiągnąć inną perspektywę i wbrew pozorom przypomnieć sobie wiele detali, na które przy pierwszym kontakcie nie zwróciło się nawet uwagi lub które zostały zauważone dopiero po porównaniu z innymi, późniejszymi.

TACZAKA 20, sierpień 2014

Właściwie to był koniec sierpnia, jeden z jego ostatnich dni. Z facebook’owego profilu Damiana D. dowiedziałem się kilka dni wcześniej, że w ostatnią sobotę sierpnia kawiarnia Taczka 20 przejdzie na właściwą stronę mocy, że zacznie stosować alternatywne metody parzenia kawy i że w związku z tym odbędzie się coś na kształt wydarzenia, w którym udział wziąć mogą wszyscy chętni. Pojechałem więc.

Taczaka to szczególna ulica dla mnie. Podczas studiów chodziłem nią praktycznie codziennie. Często odwiedzałem pub Pomyłka, gdzie piwo było w sprawiedliwej cenie, na barze stał talerz chleba ze smalcem, potem szklana kula z prezerwatywami, a z barmanem można było zagrać w szachy lub warcaby. Mniej więcej tak było. Na Taczaka był też pub Żywiec, a przynajmniej my go tak nazywaliśmy, w którym od czasu do czasu, najczęściej po przypływie jakiejś gotówki pozwalaliśmy sobie na szklaneczkę albo dwie ciemnego piwa Murphy’s z cudowną maślaną pianą. Ale to wszystko było dawno, po studiach nie bywałem już na Taczaka. Nie wiem czy nadal jest tam pub Pomyłka, czy jest Żywiec, nie sprawdziłem tego. Ulica ma jednak ten sam klimat co wtedy, te same stare kamienice, ciasno od zaparkowanych aut, ale ruch na szczęście stosunkowo słaby.

taczaka20_2

Taczaka 20 zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie. Spotkałem tam zaangażowanych ludzi, choć mogło to być też efektem obecności Damiana D., który aktywnie pomagał, a właściwie prowadził całe spotkanie. Dzień był ciepły, można było usiąść na zewnątrz na leżakach lub w środku przy otwartej witrynie. Nie było tłumu, ale przychodzili ludzie raczej nieprzypadkowi. Spodobało mi się to, że właściciel lokalu przywiązuje wagę do muzyki, jest gramofon i przynajmniej kilka dobrych płyt. Lubię lokale, w których bar jest centralnym miejscem. Pomimo tego, że w Taczaka 20 nie jest imponujący to budzi zaufanie i sympatię. Chłopakom brakuje jeszcze trochę kawowego sprzętu, miałem takie wrażenie, ale i tak jest nieźle i co być może ważniejsze jest tam tzw. dobra atmosfera.

KURHAUS, wrzesień 2014

Od początku czułem, że Kurhaus wyjątkowo mi się spodoba i przypadnie do gustu. Byłem tam tylko raz, więc może nie powinienem tak mówić, ale przy najbliższej okazji, będąc w Gdańsku na pewno tam wrócę. Nie pamiętam dokładnie jak na niego wpadłem. Albo na Instagramie, albo na Facebooku. Dość, że wiedziałem i obserwowałem, jak powstaje, jak sprawnie budowany jest w social mediach wizerunek miejsca z wyjątkowym klimatem. A może tylko ja miałem takie wrażenie? Nie ważne. Tak czy inaczej los sprawił, że zjawiłem się w Kurhausie kilka dni po otwarciu.

kurhaus4

Lokalizacja tej kawiarni jest rzeczywiście wyjątkowa. Stary Wrzeszcz, z dala od serca miasta, ale za to w sercu bardzo klimatycznej dzielnicy. Te same schodki z ulicy prowadzą na ganek, z którego wchodzi się do kawiarni i do antykwariatu, a właściwie składu staroci. Naprawdę wielkie ilości wszelkiej starzyzny można tam znaleźć. Właścicielka Kurhausu kupiła tylko trochę, bo to że kurhausową starzyznę wzięła właśnie z tego miejsca czuć i widać od razu. Dzięki niej w Kurhausie jest trochę tak jak w hipsterskich miejscach Warszawki, ale nie do przesady. Chciałby się powiedzieć, że wręcz przeciwnie. Wnętrze jest ascetyczne, ale robi bardzo dobre wrażenie, za to ogromne robi piękny bar wykonany przez zaprzyjaźnionego stolarza. Czuć, że bar miał być wyjątkowy i widać, że udało się to osiągnąć.

Kurhaus3

Podoba mi się to jak Kurhaus buduje wokół siebie społeczność. Podoba mi się, że ciasto jest od lokalnego cukiernika, że kanapki robi jakaś zaprzyjaźniona pani z okolicy, że można napić się dobrego piwa i nalewek. Podoba mi się aktywność tego miejsca w mediach społecznościowych i podobają mi się wydarzenia, jakie są tam organizowane. Wspólne oglądanie wydarzeń sportowych, koncerty i imprezy w miejscu, które nie jest pubem ani klubem. A może tak ma być i to nie tylko w Kurhausie? Może ludzie dziś potrzebują właśnie takich, lekko hipsterskich miejsc? Ja na pewno i gdybym tylko miał więcej czasu, wiem, wiem, czas jest pojęciem bezwzględnym, ale gdybym miał go więcej to tą nadwyżkę poświęcałbym właśnie na takie miejsca.

 kurhaus1

Z właścicielką Kurhausu, która w pierwszych dniach po otwarciu jeszcze w pojedynkę ogarniała interes, zamieniłem kilka zdań i od razu zorientowałem się, że to bardzo otwarta, uprzejma dziewczyna. Opowiedziała mi o tym jak powstało to miejsce, najpierw w jej głowie, a potem w rzeczywistości. O tym, że w świat kawy speciality pomagał jej wejść Damian D. wiedziałem, ale dowiedziałem się, że warto odwiedzić jeszcze Landschaft w Bydgoszczy, bo stamtąd otrzymała duże wsparcie i wiele inspiracji.

kurhaus2

One comment

  1. Stary Wrzeszcz :). Spędziłam tam kilka lat… wiele wspomnień, wszystko od najniższych dołów do jakiejś euforii. Nie byłam wtedy w tej kawiarni bo kiedyś nie chodziłam po kawiarniach bo nie miałam z kim chyba? Nie użalam się nad soba tylko poprostu się chodziło do klubu studeckiego HiFi na piwo :).

    Przypomniało mi się teraz dlaczego wtedy tam otworzyliśmy Gordon & Gordon School of English. Lokalizacja – cudowna na szkołę, mieszkanie blisko w starej kamienicy, pieszo do pracy, sklepy – blisko; super się tam mieszkało.

    Czułam wtedy, w 2000 roku niesamowity zapał do pomagania ludzia w nauce (z naciskiem na mówienie) angielskiego, żeby nikt, nigdy nie musiał się czuć tak jak ja kiedy mówiłam w moim drugim języku, czyli po polsku, 13 lat temu, kiedy się aż pociłam żeby coś powiedzieć poprawnie bo byłam świadoma tego że muszę brzmieć jak jakaś cofnięta w rozwoju i na poczatku miałam straszne kompleksy, martwiłam się bardzo co ludzie o mnie pomyśla. To już historia i te uczucia też. Ale dzięki tej świadomości, wzbudziło się we mnie takie ogromne współczucie dla innych, którzy pragneli się nauczyć angielskiego aby dostać wymarzona pracę lub móc wymienić kilka zdań przez telefon z wnuczka która została wychowana w U.S.A., albo wtedy najpopularniejszy powód, aby wyjechać z polski z większa odwaga. Teraz mam takie super poczucie z tego Wrzeszcza że pomogłam wielu dostać pracę trenujac z nimi wywiady po angielsku i tak się cieszę że dostali wtedy ta pracę, ale było też z drugiej strony nie było łatwo z prowadzeniem biznesu w polskich realia. Mogę podsumować że mieliśmy wielki sukces i do dziś taki jeden były uczeń z Wrzeszcza pyta mnie kiedy otworze filię w Warszawce (bo mieszka w stolicy). To się napewno nie wydarzy ale wiem jedno z mojego doświadczenia; zanim zaczniesz cokolwiek, trzeba wiedzieć dla czego sprzedajesz ten produkt, trzeba go znać i mieć ten zapał i miłość do tego co robisz bo ludzie się tym zachowaniem, dobrym przykładem zarażaja. Ludzie kupuja nie „to” co robisz ale „dla czego” to robisz. Ty to wszystko masz do kawy Albert. Więc, zadam Ci to pytanie, prosto z mostu, jak to ja czasami; dla czego chcesz sprzedawać kawę? 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s