Myślę, że każdy ma swój Wschód

wschód

Wszystkim się chyba wydawało, a może tylko mnie, że ta książka będzie o Rosji, albo między innymi o Rosji. To drugie to mniej więcej prawda, bo Rosja, czy też to nasze słowiańskie podążanie na wschód jest w tej książce obecna, ale nie ona – Rosja jako taka – jest głównym wątkiem. Rosja, Mongolia i Chiny, są też i one, stanowią raczej głębszą perspektywę tej opowieści. Tak czy inaczej miałem przeczucie, pompowane dodatkowo przez media, że „Wschód” to będzie coś szczególnego. Nie pomyliłem się.

O Stasiuku pisałem już kiedyś, o tym jaki szczególny stosunek mam do jego książek i do niego samego. Nie będę tego teraz powtarzał. Nie znam się na literaturze, ale to nie szkodzi, bo i bez tego dochodzę do wniosku, że albo Andrzej Stasiuk pisze coraz lepsze książki, albo ja jestem coraz lepszym odbiorcą i książki Andrzeja Stasiuka – niezawodnie dobre – podobają mi się coraz bardziej. Załóżmy, że przynajmniej jeden z tych wniosków jest prawdziwy, bo mogło być przecież tak, że miałem spore oczekiwania w stosunku do tej lektury i niezależnie od tego czy faktycznie się spełniły czy nie, to postanowiłem sam siebie nie zawodzić. Mogłoby, ale nie jest. “Wschód” to książka, o której myśli się po jej zamknięciu, a to oznacza, że jest książką dobrą i już nie będę dalej brnął w takie ogólne wyjaśnianie dlaczego. Napiszę po prostu kilka zdań o czym jest, tak najłatwiej będzie to uzasadnić.

Swoją opowieść Stasiuk zamknął pewną klamrą, bardzo osobistą, bo przedstawiającą obraz jego matki, ojca i rodzinnego domu. Ogromne wrażenie zrobił na mnie pewien szczegół z początku książki, mianowicie opis matki krzątającej się po domu, chodzącej z konta w kąt, przestawiającej garnki, talerze, cokolwiek byle tylko być w ruchu, czymś się zająć, nie siedzieć bezczynnie. Słyszałem wyraźnie dźwięk jej kroków, takiego właściwie szurania po podłodze (szu-szu) i poczułem dreszcz. To było tak sugestywne, że wyobraziłem sobie siebie za kilkanaście lat w takiej sytuacji, w rodzinnym domu, obserwującego swoją matkę i patrzącego w przeszłość w poszukiwaniu różnych miejsc i zdarzeń.

Wiele jest we “Wschodzie” refleksyjnych scen, wiele metafizycznych opisów przepełnionych dźwiękami i zapachami. Lubię to u Stasiuka, że nie wszystko pozostawia naszej “wzrokowej” wyobraźni. Oprócz tego, że się coś oczami wyobraźni zobaczy to można to poczuć i usłyszeć. Często zapachy i dźwięki są nawet ważniejsze od wyglądu. To właśnie chyba dzięki temu, że wyobraźnia pracowała na innym poziomie, pierwszą myślą jaką miałem zamykając książkę, było wrażenie jakbym wszędzie tam był i już nigdy więcej nie chciał ani nie potrzebował do tych miejsc wracać.

“Wschód” nie jest jednak żadnym przewodnikiem, nie jest nawet reportażem, czy relacją z podróży, a przynajmniej nie można go jednoznacznie zakwalifikować do którejś z tych kategorii. Dla mnie “Wschód” to ostateczne zmierzenie się z czymś na co nie miało się wpływu, z czymś co się już wydarzyło, albo nadal dzieje, przyjrzenie się temu czemuś z bliska, dotknięcie, odczuwanie bliskości, czy wreszcie spędzenie czasu w osobliwym trójkącie złożonym z tego czegoś, z siebie samego i własnych myśli. Zmagania te nie prowadzą do żadnego sukcesu czy zwycięstwa, nie mają żadnego określonego celu poza tym, żeby stanąć możliwie jak najbliżej tego co do tej pory obserwowało się z daleka. Wiem, że nie brzmi to ani jasno ani tym bardziej przekonująco. U Stasiuka wschodem jest Rosja, która była cieniem na jego młodzieńczym życiu, wschodem jest nieodkryta Mongolia, czy wreszcie prowincjonalne Chiny. Z każdego z tych miejsc przywozi inne uczucia, inne przeżycia i doświadczenia, ale tą samą metafizykę, związaną z poznaniem siebie.

Znajdziesz w tej książce wbrew pozorom sporo informacji na temat Podkarpacia, Lublina, Czyty, Zabajkalska, Krasnokamieńska, Ułan Ute, Ułan Bator i innych miejsc. Uznasz je za mniej lub bardziej interesujące, ale gwarantuję Ci, że żadna z tych informacji nie została podana po to by zachęcić Cię do wyjazdu, do odwiedzenia, zobaczenia i spróbowania tego wszystkiego. Zapewniam Cię jednak, że z metafizycznego punktu widzenia będziesz chciał być wszędzie tam po to by coś przeżyć i poczuć, ale wierz mi, akurat to możesz zrobić gdzie indziej. Tak myślę. Uważam, że każdy ma swój wschód.

Podoba mi się też zamknięcie matni, ta druga część klamry, która stawia przed czytelnikiem oczywistą tezę, że to co jest nabiera sensu dopiero wtedy gdy minie. Ale jeszcze większe wrażenie robi pytanie, które pada prawie jednocześnie z nią, pytanie o to czy za sto, dwieście lat przeszłość będzie jeszcze istniała, czy w ogóle będzie miała jakieś znaczenie? Wyobraziłem sobie to co w odpowiedzi napisał Stasiuk, a co jeżeli będziemy tęsknić tylko za tym co sobie wymarzymy, a co jeżeli nie będzie historii, nie będzie wspomnień i pamięci i każdy dzień będziemy zaczynać od nowa. A co …

 

źródło obrazka: wycięty z okładki książki dostępnej na stronie wydawnictwa Czarne (www.czarne.com.pl)

One comment

  1. No, poprostu tak piszesz że mózg mi się lasuje :). Poważnie, to mi się bardzo podoba jakie wyciagasz wnioski z jakiejś opowieści. Widać że czytanie ma pozytywny wpływ na Twoje życie!!

    To ostatnie zdanie mi się zkojarzyło z tym Amerykańskim filmem, który mi się bardzo podoba, z Drew Barrymore i Adam Sandler, „50 First Dates”, kiedy ta Lucy traciła pamięć po każdym dniu i on ja zdobywał codziennie od nowa; marzenie każdej kobiety 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s