W pogoni za kawą (część 1)

Stragan1

Nie będę opisywał kawiarni, to znaczy będę ale nie będę ich opisywał tak jak się to zazwyczaj robi na blogach poświęconych tej tematyce. Nie odwiedzam ich po to by przekonać się co mogę zjeść i wypić za trzy dychy, nie oceniam elementów wystroju, choć te oczywiście też są ważne, nie oceniam atmosfery, bo po prawdzie rzadko jej doświadczam w inny sposób niż spędzenie czasu z kimś znajomym lub po prostu rozmawiając z baristą. Piszę to przede wszystkim dlatego, że moja podróż trwa już prawie trzy miesiące i wszystko wskazuje na to, że jeszcze potrwa, a ja chcę po prostu to wszystko pamiętać.

Zaczęło się zwyczajnie, w sumie to już dokładnie nie pamiętam jak. Załóżmy, że na którymś z obserwowanych przeze mnie profili na Twitterze pojawił się link do tego artykułu [LINK]. Pomyślałem sobie, że i tak nie odwiedzę tych 25 kawiarni na całym świecie, ale mogę zobaczyć przynajmniej jedną i dodatkowo, jakim muszę być ignorantem by mając pod ręką coś takiego w ogóle o tym nie wiedzieć.

STRAGAN, lipiec 2014

Pierwszy był więc Stragan i to on (ona) stał się na pewien czas czymś co można nazwać wzorem, wyznacznikiem. W tym miejscu od początku zaimponowała mi świadomość własnej klasy i tego co się robi. W Straganie wszystko do siebie pasuje, nie ma nic co wzbudzałoby jakiś niesmak, czy nawet w najmniejszym stopniu zwracało uwagę drażniąc czy żenując. Nie, takich emocji tam nie doświadczyłem, ale to nie może być miarodajne bo byłem u nich zaledwie dwukrotnie i to dzień po dniu. Obydwa dni były bardzo ciepłe, świetne wrażenie robiła duża otwarta witryna, dzięki czemu do środka wchodziło się jak do bramy czy jak w podwórze. Wewnątrz kilku hipsterów siedzących ze swoimi makami i pijących kawę, którą sami nalewają sobie do filiżanek z karafek wyglądających Ikeą. Zjadłem burgera, tak mają burgery i to całkiem niezłe, w sensie smakował mi, bardzo. W Straganie wypiłem swoją pierwszą kawę w życiu zaparzoną w aeropress’ie i to tam podjąłem decyzję o jego zakupie w niedalekiej przyszłości. Miejsce urzekło mnie czymś jeszcze – barem. W Straganie bar jest najważniejszy, pewnie tak jak w każdej, lub prawie każdej kawiarni, ale w Straganie istnieje coś co nazwać można dysproporcją pomiędzy salą a barem. To bije w oczy, a jednocześnie potwierdza całą filozofię tego miejsca – kawa jest najważniejsza, co oczywiście nie oznacza, że cała reszta się nie liczy. Zdjęcie poniżej tego wszystkiego nie oddaje, skorzystałem z niego bo nie mam innego własnego, ale pewnie kiedyś je zamienię.

Stragan2

 

EMESEN, sierpnień 2014

O istnieniu kawiarni Emesen wiedziałem wcześniej niż moja przygoda z kawą zaczęła się na dobre. Nie była jednak pierwszą kawiarnią, którą odwiedziłem. Zawsze albo nie miałem czasu, albo przypominałem sobie o niej w ostatniej chwili pędząc już z biura w Warszawie na pociąg do Poznania. Myślę, że gdyby nie wizyta w Straganie Emesen czekałaby jeszcze długo na swoją kolej. Zawsze tylko pędząc na ten pociąg mijałem obok Emilki taki drogowskaz, stojak reklamowy, na którym Emesen kusił i kusi nadal informacją, że przygotowuje kawę metodami alternatywnymi.

emesen1az

Byłem tam trzy lub czterokrotnie, tak podpowiada mi mój Swarm. Pierwszy raz był wyjątkowy bo trafiłem na świetną baristkę, to w Emesen po raz pierwszy nawiązałem specyficzny kontakt ze środowiskiem baristów i kontynuuję go do dziś. Nie żebym się jakoś znał, nie o to chodzi. Mam na myśli to, że gdy ruch w interesie jest spokojny, gdy klienci nie tłoczą się przy stolikach i przy barze to naturalne stało się dla mnie to, że zajmuję miejsce możliwie blisko baristy i rozmawiam, zadaję pytania i słucham. Emesen jest szczególnym miejscem, spotkać tam można wycieczkę dzieci ze szkoły, młodych yuppies, ludzi którzy wpadają tylko na chwilę, a może wszyscy oni tylko tak wyjątkowo w tym miejscu wyglądają? Sam nie wiem. Emesen jest zimne, ma dość prosty, pozbawiony kolorów image. Nie ma wygodnych krzeseł, nie ma wielkiego baru, a na środku ma taki duży wspólny stół z hokerami jak w Starbucks na Dworcu Poznań Główny. W centralnym miejscu są książki, poustawiane od ziemi do sufitu. Ale nie żadna tam beletrystyka, projektowanie, design, chyba te rejony, choć prawdę mówiąc nigdy nie podszedłem bliżej, żeby się im dokładnie przyjrzeć. W Emesen najlepiej mi było za pierwszym razem, każdy kolejny był inny i nie trafiłem już na moją baristkę. Tak czy inaczej mają tam niesamowite kanapki, z takimi składnikami jakich bym się w życiu nie spodziewał, w ciepłe dni serwują kawę na zimno, parzoną z dripa do naczynia z lodem, no i mają Kalitę.

emesen2az

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s