Kawa to nie matematyka!

kawa to nie matematyka

Długo myślałem nad tym zdaniem. Naprawdę i teraz myślę też, że jeżeli kiedykolwiek ujrzy je szersza publiczność to być może ktoś będzie ze mną polemizował. Szczególnie z tej bardziej ortodoksyjnej strony. Bo przecież waga, objętość, czas, temperatura, liczba ruchów łyżeczką – wszędzie liczby, proporcje, zasady, o których należy pamiętać, które znać warto, ale też te które znać bezwzględnie trzeba. Ale ja przecież nie jestem kawowym leniem ani ignorantem i właśnie dlatego powiem to raz jeszcze – kawa to nie matematyka!

Przecież to oczywiste. Kawa to nie matematyka, nie ma na to szans. Tak naprawdę przyszło mi to do głowy, żeby o tym powiedzieć po kilku wizytach w całkiem dobrych kawiarniach, po wypiciu kilku świetnych kaw, po odbyciu kilku inspirujących rozmów i po dokonaniu kilku ciekawych obserwacji.

Jest koniec sierpnia 2014 roku gdy to mówię i gdy to mówię mam przed oczami siebie mówiącego za jakiś czas, może za kilka lat, że kawa to jest właśnie … matematyka. Przecież na to też można znaleźć całkiem ciekawe i wiarygodne argumenty. No ale jeszcze nie teraz. Dziś nie chcę by kawa była matematyką, chciałbym by była przede wszystkim przeżyciem i smakiem, smakiem samym w sobie. Po pierwsze chciałbym potrafić powiedzieć jak smakuje kawa, którą właśnie piję, opisując to bardziej malowniczo i wiarygodnie niż używając tylko pięciu podstawowych smaków, których każdy człowiek z natury rzeczy doświadcza. Imponują mi ci, którzy wyczuwają w smaku kawy jakieś owoce, konkretne owoce, bo to że kawa jest mniej lub bardziej owocowa wydaje mi się, że już potrafię ocenić. Imponują mi ci, którzy w smaku kawy wyczuwają czekoladę lub obecność innego nieowocowego aromatu. Bardzo bym chciał to poczuć, ale dziś jeszcze nie wiem jak i co zrobić, żeby potrafić.

Tak czy inaczej dziś nie wierzę też, że można zaparzyć dwie absolutnie jednakowe kawy. Na pewno nie w moim przypadku. Nie mam jeszcze wagi, nie używam ani termometru ani stopera. Celebruję to wszystko w trochę inny sposób. Skoro nie czuję, nie potrafię jeszcze dokładnie czuć, to obserwuję. To akurat potrafię. Patrzę co się dzieje z kawą gdy zaparzam ją w dripie lub w chemexie. Patrzę na ścianki aeropress’u, na unoszące się i opadające drobinki zaparzającej się kawy. Patrzę na nią gdy ją przełamuję i patrzę wtedy gdy naciskam tłok, a potem gdy biorę pierwszy łyk. Zanim ją powącham, zanim jej spróbuję wiem dokładnie jak wygląda i wydaje mi się, że wiem dlaczego wygląda tak a nie inaczej. Wygląd kawy to pierwsza rzecz na jaką mam wpływ i całkowicie ten wpływ rozumiem. Dlatego, że wcześniej sam ją zmieliłem i sam w ten czy inny sposób zaparzałem.

Mam wrażenie, że ludzie, którzy celebrują jakieś czynności, szczególnie te noszące znamiona codziennych, mają raczej niepochlebną opinię, uważani są za dziwaków, rzadziej oryginałów, a jeżeli już to tych tzw. niebezpiecznych oryginałów. Nie schlebiam sobie, o nie. Uważam wręcz, że przygotowywanie kawy powinno być celebrowane dokładnie tak jak przygotowanie odświętnego posiłku. Ale dziś jest inaczej, mało kto celebruje przygotowanie posiłku, o kawie nie wspominając. Należałoby może powiedzieć, że dziś jeszcze, nadal jest inaczej, widać bowiem światełko w tunelu, naprawdę widać i oby ono nie zgasło.

Nie chcę by kawa kiedykolwiek była dla mnie czy dla kogokolwiek tylko matematyką, nie chcę by barista stał tyłem do klienta i odmierzał, ważył i zaparzał w milczeniu zamówioną przez niego kawę. Chcę by klient wyzwalał w bariście taką pozytywną ambicję do sprostania wymaganiom, by inspirował niejako z zewnątrz, zadając pytania, interesując się tym jaką kawę pije lub przynajmniej tym jaką chce wypić. Wiem co mówię, znam to z autopsji, kawa o której rozmawiam z baristą w dobrej kawiarni podczas gdy on ją zaparza, zawsze smakuje mi wyjątkowo. Skoro nie czuję smaku w sposób profesjonalny to opieram się na przeżyciach. Kawę staram się przeżyć, doświadczyć kilka chwil wcześniej zanim jej spróbuję.

Jasne, że nie wszędzie można czegoś doświadczyć, tak samo jak nie każdy doświadczać chce. Ale ja mówię tu tylko i wyłącznie o ludziach, dla których kawa jest ważna, o tych którzy lubią ją pić, lubią zaparzać lub lubią gdy ktoś im ją profesjonalnie przyrządza. Cały czas mam na myśli właśnie taki obraz, obraz w którym matematyka siłą rzeczy występuje i jest nawet bardzo ważna, a wszystko czego bym chciał to tyle, by nie była najważniejsza. Tyle.

One comment

  1. Taka ciekawostka o kubkach smakowych; naukowcy niedawno odkryli że każdy człowiek ma inną liczbę i proporcję kubków smakowych. Dla tego każdy z nas inaczej odbiera smak; ma inne przeżycie smaku. Coś co dla mnie wydaje się gorzkie, w negatywnym sensie, dla innego może być całkiem „dobre.” Łakomczuchy maja mało kubków smakowych na smak słodkiego więc nie przesdładzają się tak szybko jak ktoś co ma ich więcej. Dla tego ktoś nie musi np. słodzić kawy bo wyczuwa ta słodycz w samej kawie przez to że ma więcej „słodkich” kubków. Geny tu rzadzą. W jakimś sensie może znów matematyka 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s