Remarque, dołuje Cię, a jednak do niego wracasz, dlaczego?

noclizbona

Został mi jeszcze do przeczytania „Czarny Obelisk”. Myślę jednak, że szybko po niego nie sięgnę, mam dość klimatu Remarque’a przynajmniej na jakiś czas, choć prawdę mówiąc dawka którą przyjąłem kilka tygodni temu wydawała się niewielka, całkowicie niegroźna i co ważne była to pierwsza dawka od bardzo dawna. Taki jest Remarqe, dołuje Cię, zabija powoli (z tym oczywiście przesadzam), a jednak do niego wracasz.

Gdybym miał ocenić „Noc w Lizbonie” to powiedziałbym, że to najsłabsza z przeczytanych przeze mnie powieści Remarque’a. Ale bądźmy szczerzy nie przeczytałem ich znów aż tak wiele. Na pierwszym miejscu stawiam „Łuk Triumfalny”, potem „Na zachodzie bez zmian” i wreszcie „Czas życia i czas śmierci”, chociaż akurat te dwie mógłby swobodnie zamienić miejscami.  To wszystkie jego książki, które dotąd przeczytałem. Tylko „Łuk Triumfalny” czytałem dwukrotnie, a ten drugi raz wypadł całkiem niedawno. Pozostałe to stare dzieje. Tak jak napisałem, w kolejce został mi tylko „Czarny Obelisk”, który został polecony przez J. podczas pamiętnego spotkania w Gdańsku i na tym postanawiam skończyć, choć co do „Łuku Triumfalnego” mam jeszcze plany na przyszłość. To jedna z tych książek, do których na pewno jeszcze wrócę. To zawsze będzie taki mój Remarkque’owy wentyl bezpieczeństwa, ucieczka w ten szczególny klimat oparty na uczuciach, wartościach i poświęceniu, dla których tło stanowią dramatyczne wydarzenia historyczne.

„Noc w Lizbonie” – ten krótki, wydawałoby się mało znaczący epizod – przywołała moją słabość do Remarque’a. Czytając czułem jednak zażenowanie, jak najszybciej chciałem ją skończyć i przeżyć bo lektura w większym stopniu powodowała wspomnienia o Ravicu i Joannie Madou niż tworzyła więź z jej bohaterami. Może dlatego, że „Łuk Triumfalny” był pierwszy i stał się dla mnie szczególną książką, a może dlatego że w „Nocy w Lizbonie” Remarque postawił całkowicie na miłość, na związek dwojga ludzi i zrezygnował z jakiegokolwiek głębszego tła, czy to tego związanego z relacjami międzyludzkimi, czy z wydarzeniami wojennymi. Na pierwszym planie są mężczyzna i kobieta, którzy są nikim dla świata i ich ucieczka przed państwem, w którym nie ma już dla nich miejsca. Ale nawet ta ucieczka to nie jest żadna, choćby pobieżna relacja z podróży, jest w niej tylko minimalna ilość szczegółów, dokładnie taka która ani na moment nie odciągnie czytelnika od głównego obrazu. Nie ma szans na poczucie klimatu wiedeńskiej, paryskiej czy lizbońskiej ulicy i kawiarni, nie ma gdzie się zahaczyć, ani na chwilę oderwać i co jeszcze bardziej dołujące od początku wiadomo dokąd ta cała historia prowadzi.

„Noc w Lizbonie” to banalna historia o miłości, ale też jest to ważna historia o ogromnym poświęceniu. Nic nie jest w niej przesadzone, ani przejaskrawione, co najwyżej niedopowiedziane, albo wysunięte wyraźnie na pierwszy plan. Są na pewno większe książki o miłości i o poświęceniu, są lepsze i bardziej przekonujące historie, w których nie ma dylematu co jest dobre a co złe, albo czy decyzje podejmowane przez bohaterów są właściwe. Jednak te lepsze nie zawsze gwarantują to co może zapewnić Remarque i nie mam wątpliwości, że tylko on, albo przede wszystkim on. Chodzi o doświadczenie i przeżycie opowiedzianej historii tak jakby było się jej naocznym świadkiem. Właśnie dlatego jeżeli raz poznałeś Remarque’a to na pewno do niego wrócisz, a jeżeli jeszcze go nie znasz to zacznij od … „Łuku Triumfalnego”.

 

źródło obrazka: http://www.rebis.com.pl/rebis/public/books/book.html?co=print&id=K4639.003

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s