Takie będziemy mieli problemy?

her-movie-review-5

Odczekałem kilka dni. Postanowiłem nie pisać nic na gorąco, choć w gruncie rzeczy jestem przecież zwolennikiem tego, że uczucia, które pojawiają się tuż po jakimś przeżyciu są najbardziej miarodajne, rzec najbardziej prawdziwe. W przypadku tego filmu uczucia były jednak tak skrajne, że sam się ich trochę przestraszyłem. Zaczynając od tego, że miałem co najmniej trzy razy ochotę go wyłączyć, a kończąc na tym, że od ponad tygodnia dość często o nim myślę.

Może przesadzam, mam jednak nieodparte wrażenie, że to właśnie uczucia w tym filmie grały główną rolę. Nie aktorzy, którzy je odgrywali, nie. Oni być może robili to tak dobrze, że zeszli trochę na drugi plan, a może stało się tak dlatego, że tak naprawdę z dwojga głównych aktorów tylko jeden miał … ciało. Gdyby ktoś nie wiedział Scarlett Johansson gra w tym filmie wyłącznie głosem i wyobrażam sobie, że nie trzeba być szczególnie złośliwym, ba – można nawet bardzo cenić jej aktorstwo, tak jak ja i powiedzieć, że rola w „Her” to jedna z jej lepszych ról. Jej głos jest podniecający, sugestywny, intrygujący, dokładnie taki jak jej „postać” sama w sobie. Słuchanie jej to prawdziwa przyjemność, myślę że nie tylko dla mężczyzny.

Dlaczego chciałem go wyłączyć? Początek odebrałem jako sprawdzian, sprawdzian reżysera, który wręcz chce żeby ci, którzy się nie nadają, albo ci którzy nie rozumieją o co naprawdę chodzi, poszli sobie i zajęli się czymś innym. To mnie zdenerwowało, nie miałem ochoty na taką grę. Dlaczego więc nie wyłączyłem? Oprócz prozaicznych powodów związanych z tym, że i tak nie miałem nic lepszego do roboty, w przypadku pierwszej i drugiej próby rezygnacji przez telewizorem zostawiły mnie dwie okoliczności, wydawać by się mogło kompletnie z przesłaniem filmu niezwiązane. Pierwsza to niezwykła muzyka Arcade Fire i w sumie to nie mam ani absolutnej pewności czy wszystkie kawałki są ich i czy ścieżka dźwiękowa do filmu ujrzała światło dzienne jako oddzielne wydawnictwo. Słucham jej praktycznie codziennie, jak na razie bez zbytniego wnikania w te szczegóły. Ta muzyka pochłania mnie bez reszty. Jest tak melancholijna a jednocześnie tak sugestywna, pewnie w zestawieniu ze wspomnieniem filmu, że siłą rzeczy myśli się przy niej o uczuciach, o problemach, o przyszłości, ale też o tym jak to kiedyś było i co jeszcze nas czeka. Druga okoliczność, pamiętasz że były dwie, to scenografia. Od początku ma się wrażenie, wręcz pewność, że akcja filmu rozgrywa się w przyszłości, nie wiadomo jak dalekiej i odpowiedzi na to pytanie nie ułatwia to co widzimy na ekranie. Nie ma innego świata, jest praktycznie taki sam jak nasz obecny. Nie ma nowych hiper-gadżetów, a przynajmniej ich nie widać. No może poza przenośnymi urządzeniami, które noszą chyba wszyscy. Nie wiadomo co to dokładnie jest, jak to nazwać, ale to takie centrum multimediów i komunikacji ze światem. I tyle, reszta to lekko hipsterskie monitory, i jest jeszcze on, a raczej ona – supernowoczesny system operacyjny, który … czuje, a chciałoby się powiedzieć żyje.

Gdy podjąłem trzecią próbę wyłączenia filmu to i tak praktycznie było już za późno. Po kontemplacji muzyki, scenografii i obciachowo podciągniętych spodni bohatera, po pozornym wynudzeniu się i żenowaniu niektórymi scenami przyszła ta myśl, ta o którą chodziło reżyserowi. Tak myślę, że mu o nią chodziło, choć nie wykluczam też, że każdy widz dochodzi do innych wniosków. Tak czy inaczej patrzysz na to wszystko, widzisz, że oni sobie w tej przyszłości całkiem spokojnie żyją, mają chyba lekką, ciekawą pracę, mają jakieśtam związki, nie mają mediów społecznościowych, nie ciągną ich internety, no może mają słabość do gier czy programów z wirtualną rzeczywistością. I to z pozoru tyle. To nie razi w oczy, ale jest tak delikatnie podane, że sam stwierdzasz – w zasadzie mają wszystko, co jest im potrzebne, w zasadzie nie potrzebują nic więcej, mogliby skupić się wyłącznie na sobie, budować związki, relacje, być szczęśliwi. Ale właśnie to im nie wychodzi. Trudno jest zbudować relację z człowiekiem, trudno jest poświęcić się dla kogoś, dostosować, pójść na jakiś kompromis, dać coś od siebie, ale coś wartościowego, nie tylko sam czas. Właściwie nikt o tym już nie myśli w tych kategoriach, każdy ma swój bagaż doświadczeń. I nagle okazuje się, że wszystko to może dla ciebie zrobić system operacyjny. Przerażające, a jednak reżyserowi udało się to przedstawić w bardzo ciekawy sposób.

Wydaje się, z resztą chyba całkiem słusznie, że to dziś ludzie mają problemy z uczuciami, z własnymi emocjami, z akceptacją, dostosowaniem się do otoczenia. Pewnie każdemu pokoleniu się tak wydaje. Mniejsza z tym co się wydaje, bo to o czym nigdy nawet przez moment nie pomyślałeś zobaczysz w filmie „Her” i mam nadzieję, że nie da ci on spokoju tak samo jak nie dał mnie. Wtedy zacznij kontemplować muzykę i pomyśl o … sobie.

 

źródło obrazka: http://thisisinfamous.com/her-movie-review-a-stunning-romantic-sci-fi-masterpiece-for-the-digital-age-says-john-shade-vick/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s