Kawowa ewangelizacja, pierwsze podejście

cupping1

Najpierw przyszedł mi do głowy tytuł: „Cuppingowe dziewictwo najlepiej tracić z zabezpieczeniem”, później pomyślałem o „Cupping nie całkiem po bożemu”. Jednak zrezygnowałem z obydwu. Zrezygnowałem ponieważ w gruncie rzeczy żadnego cuppingu nie było. Przecież ja się kompletnie na tym nie znam, nie mam pojęcia jak się to robi, a poza tym nie mam nawet gdzie …

Pomysł żeby zrobić coś takiego w pracy przyszedł mi do głowy kilka tygodni temu. Właściwie od razu wtedy gdy kupiłem Chemex. Pomyślałem sobie, że mam wokół siebie idealne warunki do sprawdzenia tego, czy i jak można zachęcić do innego podejścia do picia kawy osoby, które piją ją najczęściej bez zaangażowania, na szybko, profanując ją czymś co zwą kawą rozpuszczalną lub w ogóle nie uznają kawy, uważając ją za kwaśną, gorzką i brzydko pachnącą. Było zaciekawienie, ale była też pewnego rodzaju ostrożność. Na przykład ci, którzy kawy nie piją w ogóle zarzekali się, że nadal jej nie spróbują, ale chętnie popatrzą na to co i jak będę robił.

Idealnie byłoby gdybym mógł pokazać drip, chemex i aeropress. Ale skoro dripa używam na co dzień i wszyscy go znają, aeropressu jeszcze nie posiadam, to do wykorzystania pozostał jedynie chemex. Więc skoro tylko on, to uznałem, że będą przynajmniej dwa gatunki kawy, będzie ręczny młynek i będą słodycze. Na pierwszy rzut (mam nadzieję że będą kolejne) poszły kawy z palarni Johann & Nyström: Brasilien Yellow Bourbon i Etiopien Hafursa, które zostały zmielone młynkiem Hario Skerton – jedynym jaki posiadam. Jeżeli chodzi o słodycze to wybrałem trzy czekolady Lindt: 70% Cocoa, Salt i Orange Intense. Kawę podawałem w filiżankach od espresso. W degustacji uczestniczyło w sumie 10 osób, przygrywała nam do tego zapętlona piosenka „Big Log” Roberta Planta, ale nie wiem czy ktokolwiek zwrócił na to uwagę. Dużym plusem takiego spotkania jest to, że wszyscy się znają, nie ma wówczas tematów pobocznych, zapoznawania się, opowiadania o rodzinie, wakacjach czy szkole. Rozmawia się przede wszystkim o kawie, niekoniecznie o tej konkretniej, ogólnie o kawie i przeżyciach z nią związanych. Wszystko trwało około godziny. Co ciekawe grupa podzieliła się praktycznie idealnie na pół udzielając odpowiedzi na pytanie, która kawa zrobiła na nich lepsze wrażenie, która lepiej smakowała. Nie było żadnej analizy kawy, parametrów parzenia, czy dodatków. To nie tego rodzaju spotkanie, to był pierwszy stopień kawowej ewangelizacji, coś na kształt pokazania czegoś ciekawego paczce dobrych znajomych. Ktoś powie, że wyzwanie żadne, że to nic trudnego. No pewnie, ale widok kolegi, który mając 30 lat po raz pierwszy w życiu próbuje i pije kawę, angażując się w to co robi był bezcenny.

Oczywiście można zrobić więcej, można pokazać wszystko co się ma i co się potrafi od razu. Tylko nie w tym rzecz, moim zdaniem najpierw trzeba ludzi zainteresować, nie namawiać ich do konkretnej kawy, do chemexu, dripa czy konkretnego młynka. Tu nie chodzi o sprzedaż, a o podzielenie się pewną ideą, słowa pasja boję się użyć. Moje wrażenie jest takie, że to działa, podoba się ludziom, nie zajmuje dużo czasu, wygląda atrakcyjnie i profesjonalnie. Nie mam zamiaru porównywać się do organizatorów cuppingów, tak jak napisałem – to nie tego rodzaju wydarzenie. Mam jednak w pamięci jedną z opowieści panów Dunne & Frankowski z Festiwalu Kawy, w której pokazywali jak budują społeczności wokół otwieranych przez siebie kawiarni. I akurat to moim zdaniem wygląda mniej więcej podobnie.

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s