Co ciekawego do powiedzenia ma Ozzy?

ozzy

Ten sam pamiętny wieczór w Gdańsku, w mieszkaniu J. Spieramy się o to jaki tytuł miała pierwsza płyta Black Sabbath. Rację ma niestety J. Później od słowa do słowa zaczynamy rozmawiać o biografiach muzyków, których J. ma kilka na półce. Zwracam uwagę na „Szał” o The Beatles i „Desperado” – wywiad rzekę z Tomaszem Stańko. ale J. mówi, że jeżeli chciałbym się dobrze zabawić, ba rozerwać się jak nigdy dotąd to powinienem przeczytać to co wyprodukował Ozzy.

Do Black Sabbath mam szczególny stosunek. To jeden z pierwszych zespołów na mojej mniej więcej świadomej, szczególnie na początku, drodze poznawania muzyki, która niesie ze sobą jakąś wartość, a nie tylko niezawodny rytm i skoczną melodię. Arek G., to on mi sprzedawał, no dobrze – częściej pożyczał pierwsze kasety z muzyką swojego taty, do której sam zapałał sympatią. To wtedy otarłem się o Deep Purple, Van Halen, Black Sabbath i in. Arek nosił skórę i zaczął zapuszczać włosy, ja kończyłem powoli podstawówkę, na skórę moich rodziców nie było stać, a włosy miałem zacząć zapuszczać dopiero za rok lub półtora. Jako że wyrosłem z łagodniejszych rytmów najszybciej polubiłem te płyty Black Sabbath, o których wiele lat później miałem dowiedzieć się, że są najsłabsze w dorobku zespołu, który podczas ich nagrywania chylił się ku upadkowi, w kontekście udziału w nim Ozzy’ego. No cóż, nic nie poradzę na to, że nadal mi się podobają najbardziej. Pamiętam też swoją pierwszą własną płytę winylową zakupioną na targowisku u przyjezdnych Rosjan, która nie wiedzieć dlaczego od początku bardziej trzeszczała niż grała pomimo tego, że wyglądała na nową. Nie pamiętam co się z nią stało, ale pamiętam że był to drugi album Black Sabbath, „Paranoid” przez wielu uważany za najlepszy.

Tak czy inaczej Black Sabbath to w moim przypadku to coś na kształt podwaliny, mitu i legendy. Do tej pory wierzyłem, że to oni wymyślili a raczej zaczęli grać heavy metal, że wyznawali czarną magię i odprawiali czarne msze na koncertach. Nie, nie przywiązywałem się szczególnie do tej wiary, ale na swój sposób szanowałem ich za to, jacy byli, choć oczywiście i na szczęście ich sposobu bycia nie powielałem. Dziś jestem już zbyt dojrzały żeby ten szacunek stracić czy coś w nim zmienić. Black Sabbath pozostanie tym czym był, pomimo tego, że Ozzy w swojej książce wyjaśnił mi, że gdy zaczynali to nie mieli pojęcia o tym, że wygrywają jakiś nowy gatunek muzyczny, po prostu nie chcieli być tacy jak wszyscy w tamtym czasie. Nie było żadnego przesłania, żadnej górnolotnej idei, to był zwyczajny marketing popełniony przez grupę wiecznie naćpanych i pijanych małolatów. No i dobrze.

Książka Ozzy’ego ma to do siebie, że czyta się ją jak rozmowę ze starym dobrym znajomym, którego nie widziało się kilka lat. Twój znajomy chce ci trochę zaimponować, opowiada o tym jakim był świetnym gościem i co mu się przytrafiało na styku alkohol, narkotyki i dziwki. Na szczęście ten twój znajomy nie jest kompletnym zacietrzewionym chwalipiętą i ignorantem. Nie uważa ciebie za kogoś zblazowanego, któremu brak luzu i polotu. Ma też dystans do siebie i jest w stanie mówić o poszczególnych swoich przypadkach jak o błędach, których popełnienia żałuje, dając ci do zrozumienia, że on już tego spróbował i nie warto byś ty robił to samo.

Nie wiem ile razy śmiałem się do łez czytając „Ja, Ozzy”, ale wystarczająco dużo by powiedzieć, że ta książka jest świetną rozrywką. Wydaje mi się, że dla każdego, kto jest w stanie znieść średnio dwie k*rwy na stronę.

 

źródło obrazka: http://www.hachettebookgroup.com/titles/ozzy-osbourne/i-am-ozzy/9780446569903/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s