I co byś chciał, kim jesteś teraz, powiedz mi …

macondo

Ten wers z piosenki Myslovitz pasuje mi do tej książki, a raczej pasuje mi do uczuć jakie miałem podczas jej czytania. Gdyby ktoś zapytał mnie o czym jest ta książka, to cokolwiek bym powiedział, byłoby niewystarczające i banalne w zestawieniu z tym czym ona jest. Czy jest o samotności? Tak, to na pewno. Ale to wszystko nie jest takie proste …

Łatwiej będzie zacząć od tego jak się to stało, że ją przeczytałem. Czwartkowy wieczór, początek lipca, gdzieś w Gdańsku, towarzyskie spotkanie w mieszkaniu J. Znamy się od lat, wielokrotnie rozmawialiśmy ze sobą na tematy pozazawodowe, ale do tej pory praktycznie zawsze na zawodowym gruncie. Tym razem jednak wszystko – atmosfera, kawa, alkohol, pokrewieństwo dusz – sprzyjało temu żeby otworzyć się tak do końca, opowiedzieć sobie o swoich muzycznych inspiracjach i słabościach, o książkach które przeczytało się raz, kilka razy bądź wcale, nad czym się ogromnie ubolewa, czy wreszcie o filmach które zostały w pamięci, do których się wraca i o tych, które przeszły niezauważone.

Padło więc sakramentalne, banalne wydawać by się mogło pytanie: którą książkę uważasz za najlepszą jaka Ci się dotąd przytrafiła? Ani ja ani J. nie jesteśmy  koneserami jakiegoś konkretnego gatunku, po prostu lubimy czytać. Każdy z nas wpada w takie ciągi, w których przeczyta kilka książek z rzędu, by potem na tydzień lub kilka porzucić zupełnie ten rodzaj intelektualnej rozrywki. Każdy z nas ma w domu sporo książek, jak na dzisiejsze standardy oczywiście. Mam na myśli standardy dotyczące ludzi w naszym wieku. Każdy z nas patrzy na co dzień na swoje książki i płyty, obydwaj mamy je na ścianie na przeciwko sofy w salonie. Swoją drogą to najlepszy widok jaki można sobie wyobrazić w mieszkaniu. No więc padło to pytanie i J. opowiedział mi o „Stu latach samotności”. Opowiadał oczywiście nie wdając się w szczegóły, używając tylko przymiotników opisujących stan w jaki wprawia go lektura tej książki i zawile tłumacząc mi jej znaczenie dla życia każdego, przeciętnego nawet człowieka.

Nie musiałem się długo zastanawiać nad tym co przeczytam podczas wakacji. Nie szukałem wcześniej żadnych informacji na temat dzieła Marqueza, po prostu otworzyłem Kindle’a i zacząłem czytać. Od początku coś mi nie pasowało, coś mnie intrygowało i dopiero po jakimś czasie zdałem sobie sprawę, że rzeczywistość i prawda mieszają się tu z fantazją, tylko czasami zupełnie nieprawdopodobną, a w większości przypadków taką z gatunku „przecież to nawet możliwe”. Im dalej brnąłem tym bardziej przekonywałem się też o tym, że w tej książce jest znacznie więcej niż będę w stanie pojąć i przeżyć za pierwszym razem. Zrozumiałem, że przeczytanie jej w przyszłości raz jeszcze jest po prostu nieuniknione. Dojście do takiego przekonania nie osłabiło bynajmniej zaangażowania, nie w przypadku „Stu lat samotności”. Do końca czyta się ją z zapartym tchem, z przekonaniem że dokonuje się czegoś ważnego, choć tak trudno to wyjaśnić w kontekście samej czynności czytania.

Skąd zatem wers z piosenki Myslovitz, z piosenki która nie jest tak wprost o samotności? Być może będę potrafił odpowiedzieć na to pytanie po kolejnym przeczytaniu tej książki.

 

źródło obrazka: http://poesiaamanoalzada.com.ar/naci-en-macondo-poemario/

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s