Resortowe dzieci, media

164682684d97f347f90fdcabaca7ea5a

Nie wiem kto mnie zachęcił do przeczytania tej książki. Nie pamiętam. Przeczytałem ją jednak i po pierwszym postanowieniu żeby o niej tu nie wspominać przyszło drugie, żeby jednak podzielić się kilkoma refleksjami, które pojawiły się podczas lektury …

Po pierwsze od początku czuć, że autorzy zebrali więcej materiału niż są w stanie pomieścić. Wiele wątków jest co najwyżej dotkniętych i aż proszą się o coś więcej, o jakąś analizę, historię, opisanie związku przyczynowo – skutkowego. Wydaje się tak jakby autorzy zebrali informacje np. o 50 osobach i stoją przed alternatywą polegającą na napisaniu dokładnej historii 10 osób, albo wszystkich w sposób syntetyczny, nie do końca dokładny, wybierając tylko najważniejsze z ich puntu widzenia wątki. Oczywiście wybierają tą drugą drogę, pewnie po to żeby w ogóle powiedzieć światu, że zrobili bardzo dużą kwerendę, że wykonali gigantyczną pracę, że jeżeli będą mieli kiedyś możliwość to tymi informacjami się podzielą. Doceniam to i rozumiem, że mając materiał na kilka książek trzeba wydać tą pierwszą, żeby sprawdzić czy w ogóle jest rynek na to co się chce ludziom powiedzieć. Traci na tym trochę ta pierwsza książka, ale to raczej nieuniknione.

Można na „Resortowe Dzieci” spojrzeć też z innej strony. Książka ma coś zasygnalizować, pokazać jakąś część wspólną życiorysów znanych osób ze środowiska dziennikarskiego i to niewątpliwie się autorom udaje. Jest w niej wiele ciekawych, choć czasami niedopowiedzianych historii i czytając każdą z nich czuć to o czym wspomniałem na początku. O Gazecie Wyborczej i jej środowisku można by napisać oddzielną książkę. To samo można by zrobić w przypadku Polityki czy TVN.

W ogóle, w przypadku takich czytelników jak ja, którzy są raczej laikami w dziedzinie mediów i ich wpływu na opinię i nastroje społeczne, którzy socjotechnikę uprawianą przez media odbierają wyłącznie przez pryzmat własnego, zatem często niepełnego doświadczenia, w przypadku takich czytelników „Resortowe Dzieci” doskonale sprawdziłyby się jako opowieść praktyczna po innym, uprzednim teoretycznym wstępnie na temat oddziaływania mediów w polskim życiu publicznym na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Tak, to byłoby coś, tylko czy ja miałbym czas i ochotę tak dokładnie wszystko analizować?

Tak czy inaczej, na odległość czuć kilka ważnych spraw, o których autorzy wspominają dość delikatnie, a które gdy myśli się o nich przez pryzmat tych 25 lat naszej wolności i niezależności wydają się szczególnie intrygujące i czasami zatrważające. Jak to możliwe, że dopiero teraz poszukuje się mogił żołnierzy wyklętych, jak to możliwe, że tak późno ich zrehabilitowano. Jak to możliwe, że niewiele brakowało, by rotmistrz Pilecki nie otrzymał Orderu Orła Białego. Jak to możliwe, że mit Powstania Warszawskiego tak późno został wykorzystany do scalania tożsamości narodowej. I wiele, bardzo wiele innych pytań.

W tytule książki najważniejszym słowem są „dzieci”. To rzecz oczywista, ale gdy się czyta i pomyśli o tym kim sam byłbym, gdyby moi rodzicie byli w przeszłości wysokimi urzędnikami państwowymi, osobami mającymi wpływ na kształtowanie światopoglądu nie tylko mojego, ale znacznej części społeczeństwa, to dochodzi się do wniosku, że każde dziecko kocha swoich rodziców i nie pozwoli na to żeby ktokolwiek, kiedykolwiek powiedział o nich coś złego. I to jest chyba odpowiedź na pytanie, dlaczego musiało minąć 25 lat i dlaczego jeszcze wiele lat przed nami.

 

źródło obrazka: http://wpolityce.pl/polityka/182355-resortowe-dzieci-to-fundament-iii-rp-dziedzice-prl-trwaja-w-mediach-gospodarce-administracji-polityce

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s