Krótka relacja ze studenckiej zagranicznej przygody

breda2

O tej książce też miałem nie pisać, ale skoro napisałem o „Znakach Szczególnych” pomyślałem, że ta też na to zasługuje. Tak, podchodzę do tego trochę ironicznie, bo właściwie nie wiem co szczególnego jest w tej książce. Myślę, że prawdopodobnie nic, a jednak jakieś tam zamieszanie na rynku zrobiła, wydało ją porządne wydawnictwo, mówiły o niej poważne media, wreszcie, ja – poważny człowiek – osobiście zostałem zachęcony do jej zakupu. 

„Prawdziwych przyjaciół poznaje się w Bredzie” przeczytałem kilka tygodni wcześniej niż „Znaki Szczególne”. Obydwie książki w pewien sposób korespondują ze sobą. Obydwie zostały napisane przez kobiety, przez młode kobiety. Obydwie opowiadają historie, które się im przytrafiły, gdy były jeszcze młodsze niż są obecnie. Obydwie są pokoleniowo retrospektywne i zarazem refleksyjne, jeżeli tak można o nich powiedzieć.

Nie powiem, że po przeczytaniu książki Beaty Chomątowskiej znam Holandię, że rozumiem jakie panują w niej relacje społeczne. Czegoś się jednak dowiedziałem, pomimo że nie tego oczekiwałem w pierwszej kolejności. Rozpoczynając lekturę oczekiwałem jakiejś przygody, metafizyki i refleksji. Z tych rzeczy nie znalazłem niestety żadnej, a na pewno nie w takim stopniu, na który liczyłem. Zastanawiałem się potem nad tym, próbowałem wyobrazić sobie, że miałem zbyt duże i całkowicie bezpodstawne oczekiwania, że książka Chomątowskiej to przecież luźny zapis studenckiej wprawy nie tyle za zachodnią edukacją, co raczej za chlebem, a ja myślałem sobie, że to historia oparta na emocjach czy wartościach. I doszedłem do tego co mnie zmyliło. Dwa słowa: „prawdziwych przyjaciół”. Jest w tej książce wiele relacji międzyludzkich, ale w żadnej z nich nie dostrzegłem przyjaźni. To za duże słowo w odniesieniu do tego, co przedstawia autorka. Koledzy, dobrzy koledzy, znajomi, kumple, wszyscy oni są, ale przyjaciół nie zauważyłem. Może dlatego, że te relacje, które można by rozpatrywać w kategorii przyjaźni trwają tak krótko, są epizodyczne. Być może. Dlatego na okładce dokonałbym innego skreślenia.

Do myślenia dała mi też relacja pary głównych bohaterów. Właśnie pary, a nie ma wokół nich tej metafizyki, która towarzyszy dwojgu zakochanym ludziom, szczególnie w tak młodym wieku. To pewnie znak czasu, syndrom pokolenia, które dziś inaczej podchodzi do pewnych spraw. Nie chcę generalizować, może nie mam racji, jestem niesprawiedliwy, tak czy inaczej autorka przedstawiła swój ówczesny związek z mężczyzną dość chłodno i beznamiętnie.

Kupiłem książkę w wersji papierowej i był to bardzo dobry pomysł, dlatego że jej okładka intryguje i stanowi swego rodzaju klamrę pomiędzy tamtym czasem i dniem dzisiejszym. Nie tylko wygląda jak brulion z lat 90-tych, ale też jest taka w dotyku.

 

źródło obrazka: http://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/prawdziwych-przyjaciol-poznaje-sie-w-bredzie

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s