The War on Drugs – Lost in the Dream

warondrugs

Muszę zacząć od Stelki. Zawsze już uważam na niego odkąd się tak swego czasu podłożył wielbiąc wszędzie gdzie tylko się dało nienarodzone wówczas jeszcze dziecko osieroconej grupy z Mysłowic. To pewnie przez tą uwagę udaje mi się uchwycić czasem coś takiego jak ta płyta …

Kiedy i jak to było? Pod koniec kwietnia, tak myślę, chyba w niedzielnej Offensywie. Rzadko słucham tej audycji, po prawdzie ostatnio co raz rzadziej słucham też LP3. Rzadko, ale gdy pomyślę to po pierwsze podoba mi się jej formuła, ta atmosfera wyjątkowej społeczności radiowej, sprawdzanie listy obecności i wymienianie nazw miejscowości, o których żadne inne media w tym kraju nigdy nawet nie wspominają, nie ważne czy to przy okazji czyjejś wygranej w jakimś konkursie czy jakiegoś niecodziennego wydarzenia, które miało tam miejsce. A tu tylko niewinna lista obecności i zastanawiasz się gdzie leży Nakło, Grajewo, Kowalewo czy Kalinowo i gdy się tak zastanawiasz to przychodzi ci do głowy, że ty też kiedyś byłeś z takiego Nakła, siedziałeś przy radioodbiorniku i słuchałeś tego co albo nigdy nie było grane w MTV albo już się tam nie pojawiało. No dobrze, ja tak nie miałem, poznałem się z Trójką, z radiem w ogóle dość późno, ale o tym innym razem.

Tymczasem wracam do The War on Drugs i do tego kwietniowego wieczoru. Stelka mówi, że za chwilę usłyszymy coś niezwykłego. Mówi, że wg niego to będzie płyta roku 2014. Mówi i od razu się trochę usprawiedliwia, zauważając, że jest kwiecień, że pewnie większości z nas wydaje się, że to za wcześnie na tego typu deklaracje, ale sami zobaczymy, w sensie usłyszymy. Ja się uśmiecham, bo kiedy słyszę coś takiego przed oczami staje mi sytuacja z Myslovitz, gdy wydawali swoją pierwszą płytę bez Artura Rojka, i gdy Stelka od kilku miesięcy trąbił wtedy, że właśnie nadchodzi płyta roku, wielkie, bezprecedensowe wydarzenie muzyczne, w którym sam maczał palce, będąc takim cichym artystycznym doradcą grupy, słuchając demówek i mając z nimi wyjątkowy kontakt prywatny. Jak wówczas wyszło? Dokładnie na odwrót, nie podobało mi się jak Stelka grzebał wówczas dziecko, w powstaniu którego brał przecież jakiś tam udział. Nie potrafił powiedzieć wprost, że się pomylił, że chłopaki z Myslovitz dali ciała, że nie skorzystali z jego rad i w ogóle zrobili wszystko dokładnie po staremu, a nie tego oczekiwał rynek. E, chyba jednak to wszystko powiedział, jestem dla niego niesprawiedliwy. Powiedział to jednak z bólem, słychać było jak cierpi, jak dużą osobistą klęskę poniósł. No dobrze, zapominam już o Myslovitz, szkoda psuć atmosferę.

Ze swoją opinią poczekam co najmniej do września, jak dla mnie to jeszcze za wcześnie by powiedzieć, że coś jest wydarzeniem roku. Tak czy inaczej już dziś czuję, że Stelka może mieć rację. Płyta „Lost in the Dream” jest wyjątkowa. Muzyka jaką grają ci chłopcy wytwarza coś pięknego, coś co w takiej postaci zdarza się niezwykle rzadko – spokój, ogromny, czysty i święty spokój. Muzyka The War on Drugs odpręża i nie nudzi. Moje pierwsze skojarzenie i jak się potem okazało nie tylko moje, to to że grupa brzmi tak jak współczesne, nowoczesne Dire Straits. Sam sprawdź, bo warto.

 

źródło obrazka: http://www.rollingstone.com/music/albumreviews/lost-in-the-dream-20140320

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s