Hołd dla gatunku a’la Tarantino

django1

Nie jestem wielkim miłośnikiem kina Quentina Tarantino, w sensie nie lecę do kina gdy tylko pojawia się jego nowy film. Oglądam je zazwyczaj tak jak oglądnąłem Django, po 1 albo 2 latach. A jednak praktycznie zawsze zapiera mi dech …

Django jest długi, bardzo długi, niewiele brakuje mu do 3 godzin. A jednak nie nudzi, ani przez chwilę. Tarantino składa hołd westernowi, dopieszcza wszystko do granic. Zatrudnia niebanalnych aktorów, ubiera ich w stroje z epoki i każe im grać wielkie role. W moim przypadku największym zaskoczeniem był Don Johnson, tak ten z Miami Vice, tu oczywiście starszy, grubszy i brzydszy, ale grający świetną, drugoplanową rolę. Całość reżyser ilustruje ciekawą ścieżką muzyczną, w której melodie z epoki lub przynajmniej epoko-podobne mieszają się ze współczesnymi hip-hopowymi brzmieniami. Jak dla mnie zachwycająca mieszanka, bardzo pasująca do klimatu filmu, w którym jak to u Tarantino pojawia się pastisz i to nie tylko wówczas gdy leje się krew.

Tarantino pozwala sobie na kilka scen, które przez spory kawałek czasu grane są wyłącznie wymianą spojrzeń bohaterów. W jednej z takich scen bierze udział 5 albo 6 postaci. To naprawdę robi wrażenie. Biorąc pod uwagę tempo akcji to cały film to taki rozpędzający się pociąg. Czasami trochę żwawiej przyspiesza, by za chwilę nieco zwolnić, cały czas jednak sukcesywnie się rozpędzając. To w sumie znany schemat z innych filmów Tarantino. Czekasz tylko na to, aż lunie deszcz krwi, choć od czasu do czasu zdarzają się mniejsze lub większe lokalne ulewy. Tak też jest w Django i tak jak w każdym z filmów Quentina, które widziałem, tak w tym to wszystko co się wydarzyło wydaje mi się … naturalne. Reżyser napina sytuację do granic możliwości, czasami szybciej, czasami wolniej, ale jednak zawsze gdy przychodzi ten moment po prostu czuje się, że tak być musi. To, że akceptuję przemoc w takiej ilości i w takim wydaniu na pewno związane jest z nazwiskiem i marką reżysera. Kto wie, być może gdyby zrobił to ktoś inny, wyglądało by to sztucznie, nierzeczywiście czy wręcz nieprzyzwoicie. Kto wie. W przypadku Tarantino jest sztucznie, nierzeczywiście i nieprzyzwoicie, a jednak się podoba, oczywiście nie tylko mnie.

Django to świetna rozrywka, takie filmowe ciastko, które zjada się z przyjemnością.

 

źródło zdjęcia: http://www.cowboysindians.com/Blog/May-2014/More-Django-From-Tarantino

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s