Koncert Kenny Garrett Quintet

kennygarrett

Pomysł na koncert pana Garretta powstał oczywiście po informacji od Jurka Wojciechowskiego. Nie znałem tego artysty wcześniej, nie znałem jego muzyki, jego legenda jakoś tam wcześniej jednak do mnie dotarła …

Zanim jednak zespół Garretta wyszedł na scenę, swoje pięć minut miał Leszek Żądło i jego kwartet. Myślałem, że to będzie klasyczny, około półgodzinny support, a tymczasem okazało się, że panowie zagrali pełnowymiarowy, godzinny koncert z przearanżowaną w suitę muzyką Krzysztofa Komedy, którą napisał do sztuki „Wygnanie z raju”.  Brzmiało to naprawdę dobrze, przyjemnie i ciekawie. Zespół grał bez przerwy, nie rozdzielał utworów pauzą, saksofon tenorowy Leszka  Żądło brzmiał świetnie pomimo zaawansowanego już przecież wieku artysty.

Prawdziwe piekło rozpętało się jednak dopiero po półgodzinnej przerwie. Na scenę wkroczył Kenny Garrett i jego czterech czarnych chłopaków. Dlaczego piekło? Panowie zaczęli gonitwę sami ze sobą. To co wyczyniali na swoich instrumentach to było coś niesamowitego, każdy dawał z siebie wszystko, łącznie z Garrettem, który biegał przez pierwszą godzinę z saksofonem altowym, a przez drugą z sopranowym. Tak, trwało to ponad dwie godziny, a na początku myślałem, że koledzy nie wytrzymają jednej. Koncert był świetny, szybki, intensywny, ale też momentami niestety jednostajny. Miałem taki odbiór zapewne przez to, że siedziałem już ponad 3,5 godziny w jednym miejscu, a końca imprezy nie było nadal widać. Kenny właściwie nie utrzymywał kontaktu z publicznością, przez 90% koncertu, biegał i wił się po scenie, dając z siebie wszystko w praktycznie każdym utworze. Jego solówki i solówki pozostałych członków zespołu powalały. Gdy wszystko wskazywało na to, że tak zostanie do końca, Garrett niespodziewanie przemówił, a właściwie zanucił, że zaprasza wszystkich pod scenę. Ludzi zamurowało i prawdę mówiąc kilka minut zajęło wszystkim, by dotarło do nich czego ten Kenny chce. Końcówka koncertu to były popisy, popisy grupy i każdego z muzyków z osobna. Każdego po kolei, żegnaliśmy, aż na scenie został tylko cicho przygrywający Garrett.

Spojrzałem na zegarek, była 23:20, a ja musiałem tego dnia dojechać jeszcze z powrotem do Poznania. Wymknąłem się jako jeden z pierwszych, ale zdążyłem jeszcze usłyszeć, że ci wariaci wychodzą jeszcze na scenę. Nie wiem czy tylko po kolejne burzliwe oklaski, czy żeby znów dać czadu.

Tak czy inaczej nie doświadczyłem wcześniej tak długiego jazzowego wydarzenia. Wszystko trwało ponad 4 godziny, coś niesamowitego. Kenny Garrett trafia na moją playlistę 🙂

Artykuł z Gazety Ostrowskiej wraz ze zdjęciami LINK

 

źródło obrazka: zdjęcie Tomasza Wojciechowskiego http://www.wlkp24.info

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s