Na Wschód od Edenu

East-of-Eden-01

Nie potrafię sobie teraz przypomnieć, dlaczego konkretnie sięgnąłem po tą książkę. Tak czy inaczej, po przeczytaniu tych prawie 900 stron mogę stwierdzić, że był to świetnie spędzony czas. “Na Wschód od Edenu” to niewątpliwie dzieło …

Moją pierwszą książką Steinbecka miała być “Grona Gniewu”. Kilka lat temu czytałem “Tortilla Flat”, ale zupełnie nie pamiętam o czym była, więc jej nie liczę. Zatem “Grona Gniewu” dlatego, że wspominali o niej Marek Wałkuski i Dorota Warakomska w swoich amerykańskich reportażach. Decyzję podjąłem właściwie wtedy gdy czytałem “Drogę 66” Warakomskiej. Opisywała “Grona Gniewu” jako powieść podstawę dla kogoś, kto chce poznać Amerykę, jej społeczeństwo i całkiem niestarą historię. Na przeszkodzie stanął chyba James Dean, jeżeli się nie mylę, a na pewno fakt, że ekranizacja “Na Wschód od Edenu” jest bardziej współczesna niż ekranizacja “Gron Gniewu”, choć obie są przecież już z innej epoki: 1955 i 1940. Tak czy owak postanowiłem sobie, że po książce oglądnę film, żeby zobaczyć jak poradził sobie Dean ze swoim bohaterem. I tym akurat się nie zawiodłem. Ale po kolei.

Książka Steinbecka to dzieło, tak jak napisałem wcześniej. Nie tylko z uwagi na swoją objętość, a właściwe w ogóle możemy nie brać tego pod uwagę. “Na Wschód od Edenu” to dzieło, którego bohaterami są Amerykanie, przekrój społeczeństwa, zarówno ten etniczny jak i religijny. To niesamowite, choć po prawdzie każdy kto choć trochę interesuje się historią na pewno nie powinien się dziwić, więc to niesamowite, że Ameryka w końcu XIX wieku była dokładnie takim samym tyglem jak teraz. Już dawno byli w niej Irlandczycy, Niemcy, Polacy i Chińczycy, o innych nacjach nie wspominam. Bohaterami książki są do tego nie byle jacy Amerykanie. Wszyscy, których przedstawia nam Steinbeck są niesowicie inteligentni, nie nie mają wyższego wykształcenia, nie są naukowcami, filozofami czy pisarzami, ale mają ten rodzaj mądrości, którą można nazwać ludową. Tyle, że w przypadku Steinbecka ta mądrość pozwala bohaterom analizować i tłumaczyć Biblię. Biblijna historia Kaina i Abla, w właściwie to w jaki sposób rozmawiają o niej Li, Samuel Hamilton i Adam Trask zrobiła na mnie największe wrażenie. Gdy o niej myślę, dźwięczy mi w głowie słowo Timszel – możesz.

“Amerykańskie tłumaczenie n a k a z u j e ludziom tryumfować nad grzechem, a grzech można nazwać niewiedzą. Przekład króla Jakuba daje obietnicę w słowie „będziesz”, co oznacza, że ludzie z całą pewnością nad grzechem zatryumfują. Natomiast słowo hebrajskie, wyraz timszel – „możesz” – daje prawo wyboru. Kto wie, czy to nie najważniejsze słowo na świecie. Mówi ono, że droga jest otwarta. Przenosi odpowiedzialność na człowieka. Bo jeśli „możesz”, to znaczy również, że „możesz nie”.”

 

Gdy czytałem “Na Wschód od Edenu” na myśl przychodziła mi inna czytana kiedyś historia pewnej rodziny i społeczności, w której żyła – „Dzieci Jerominów” Ernsta Wiecherta. Czytaniu towarzyszyły też podobne uczucia. Czytając zastanawiałem się też nad tym jak z takiej sagi można zrobić film, co wybrać żeby się do niego nadawało i dobrze się sprzedało. Gdy sprawdziłem, że James Dean gra w nim Caleba jasne stało się to, że akcja filmu łącznie z retrospekcjami obejmuje mniej więcej drugą połowę książki. Skoro młody Dean, grający w swoim drugim filmie, ale będący już przecież u szczytu sławy dostaje rolę, oznacza to że będzie grał głównego bohatera. Skoro więc Cal jest postawiony w środku całej tej historii to kogo reżyser pominie, całkowicie albo trochę? Nie, nie zastanawiałem się nad tym wszystkim aż tak bardzo, od razu założyłem, że książka i film to będą dwie prawie zupełnie inne bajki i się nie pomyliłem. W dwugodzinnym filmie nie da się po prostu zawrzeć wszystkich wątków, a te które się zmieszczą trzeba czasami nagiąć czy to do poprawności politycznej czy poprawności społecznej, a czasami chyba tylko dla wygody. Głównym bohaterem filmu jest Caleb, a przecież można wyobrazić sobie kilka innych filmów pod tym samym tytułem, których bohaterami będą Adam Trask, Samuel Hamilton, Li czy nawet Cathy. Na ekranizację Elii Kazana patrzę jednak wyłącznie przez pryzmat Jamesa Deana. On był naprawdę dobrym aktorem, miał swoje charakterystyczne maniery dokładnie tak jak dzisiejsi dobrzy aktorzy, nie jestem tylko pewien czy wszyscy oni tak po prostu mają, czy przypadkiem Dean to zapoczątkował. Nie ważne. Dla mnie osobiście największym zawodem jeżeli chodzi o film była rezygnacja reżysera z Li. Szkoda, bardzo szkoda, choć rozumiem, że Caleb musiał być w centrum, nikt nie mógł mu przeszkadzać, zabierać jego publiczności czy oklasków.
Tym bardziej się też cieszę, że książka była pierwsza, w sensie, że najpierw ją przeczytałem.
east-of-eden-1955-warner-bros

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s