Akustyczny koncert Skunk Anansie

skunkanasie

Pomysł na Skunk Anansie przyszedł wraz z płytą z akustycznym koncertem wydaną w ubiegłym roku. Bilety udało się zdobyć cudem …

Skunk Anansie – An Acoustic Live in London uznałem za swoją płytę roku 2013 [LINK]. Gdy już zacząłem jej słuchać to nie mogłem się oderwać. W aucie codziennie było CD, a w domu dość często oglądaliśmy go na DVD. Nawet dziś, co jakiś czas do niej wracam i myślę, że zawsze będę. Jest po prostu świetna.
logo3

Skunk Anansie to zespół, z którym się trochę rozminąłem w życiu. Gdy osiągali szczyty swojej popularności byłem na studiach albo tuż po nich. Nie dotarła do mnie ich muzyka. Już nie pamiętam dlaczego dokładnie. Pamiętam jednak, że miałem kilka okazji żeby spróbować i sam z nich rezygnowałem. Myślę, że nie lubiłem ekspresji Skin, coś musiało być nie tyle w samej muzyce co w wideoklipach, co sprawiało, że nie były dla mnie atrakcyjne. Mniejsza z tym, i tak nie mam na razie zamiaru wracać do wcześniejszych dokonań zespołu.

O Skunk Anansie rozmawiałem też z Pawłem R. będąc w Ełku w ubiegłe wakacje, albo raczej słuchałem jego relacji z Open’er. Mówił o tym, że zespół na żywo robi niesamowite wrażenie, że porywa tłumy, daje ludziom energię i stwarza niesamowitą atmosferę. Trudno powiedzieć, czy ta relacja miała jakiś wpływ na moje zainteresowanie, raczej nie bo przyszło ono dopiero wraz z tą akustyczną płytą, gdzieś w końcu września 2013 roku. Gdy wszyscy byliśmy na fali tego widowiska, oglądaliśmy je co weekend, nagle pojawiła się świetna informacja, że zespół przyjedzie do Polski na cztery koncerty na początku marca. Wydaje mi się, że zdobycie biletów to był przypadek. Nie było ich już nigdzie i to praktycznie tego samego dnia gdy pojawiła się informacja o koncertach. Udało się je kupić w serwisie, o którego istnieniu wcześniej nie wiedziałem. Było dosłownie kilka ostatnich.

Tydzień przed koncertem, w śniadaniowym programie w TVN jeden z członków zespołu Hey, który nota bene też akurat był w akustycznej trasie opowiadał czym wg niego jest ten sposób aranżowania i grania muzyki. Mówił, że nie chodzi o prąd, zmianę, dodanie instrumentów, czy tylko o przearanżowanie piosenek. Wg niego koncert aktustyczny to dla zespołu ciekawe aranżacyjne doświadczenie, bardziej staranne podejście do grania muzyki, nie dające tak wielu możliwości improwizacji czy bajerowania publiczności, oczywiście w razie jakiejś nieprzewidzianej potrzeby. Dla publiczności z kolei koncert akustyczny to wydarzenie bardzo osobiste. Każdy ma prawo poczuć się tak jakby artysta występował prawie wyłącznie dla niego, pewnie głównie dzięki tej akustycznej gitarze i spokojnej atmosferze na scenie. Po koncercie Skunk Anansie mam dokładnie takie samo zdanie.

Aula uniwersytecka w Poznaniu to niesamowite miejsce. Ostatni raz byłem w niej kilkanaście lat temu na własnym absolutorium. Dziś jest pięknie odświeżona, wszystko jest takie czyste, dostojne. Od razu poczułem, że robi lepsze wrażenie niż miejsce w którym zespół nagrał płytę. Zaczęli o 21, najpierw na scenę wyszli gitarzyści i zaczęli grać, dołączył do nich basista i perkusista, wszyscy grając czekali przez kilka chwil na Skin. Impreza rozkręcała się do 5 czy 6 piosenki, pomimo tego że podczas jednej z pierwszych Skin zeszła ze sceny, przeszła kilka metrów i usiadła komuś na kolanach. Gdy wybrzmiały pierwsze takty “I Believed in You” wszyscy wstali i właściwie od tej pory co jakiś czas, coraz częściej wstawali. Skin ma niesamowity kontakt z publicznością, dużo z nią rozmawia, śmieje się, opowiada anegdoty i klnie 🙂 Przy “You Saved Me” jakaś dziewczyna stanęła przed sceną i zaczęła improwizowany, bardzo liryczny taniec. Skin zaprosiła ją do siebie, przytuliła ją i nadal śpiewała. Obie się kołysały w takt muzyki. Świetnie to wyglądało. Przy “You Do Something to Me” kilka par zaczęło tańczyć w przejściu między rzędami. W ogóle im dłużej trwał koncert tym więcej ludzi biegło pod scenę. Zespół miał zaplanowane dwa bisy, trzeci był wyproszony przez publiczność. Połowa ludzi już wyszła, a ci co zostali ruszyli pod scenę. Skin zaśpiewała na koniec “One” z repertuaru U2. Świetnie to brzmiało w jej aranżacji, choć akurat to jest tego rodzaju utwór, którego nie można zaśpiewać lepiej niż oryginalny wykonawca 🙂 ale to dygresja. Znaleźliśmy się pod sceną, mieliśmy zespół na wyciągnięcie ręki. Usłyszeliśmy na koniec, że jesteśmy najlepszą publicznością, że koncerty w Polsce były dla nich niezapomnianym przeżyciem. Widać było, że Skin się wzruszyła.

Szkoda było wychodzić, ale myślę też, że Skunk Anansie naładował wszystkich jakąś przedziwną energią. Do dziś czuję coś pozytywnego po tym wydarzeniu. To był szczególny koncert.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s