Sprzedaj mi ten długopis

wolfwallstreet

Wilk z Wall Street pojawił się niespodziewanie, przynajmniej z mojej perspektywy tak to wyglądało. Już tytuł mi się nie podobał, oceniłem go jako zbyt prosty i oczywisty. Siłą rzeczy przyszły skojarzenia z Michaelem Douglasem i jego Wall Street, ale …

Na szczęście nie popełniłem innego błędu, nie zacząłem wcześniej wyrabiać sobie zdania na jego temat. Nie wcześniej niż w dzień mojego sensu oczywiście 🙂 Na blogu pana Jacka Kotarbińskego [LINK] przeczytałem, że ten film powinien oglądnąć każdy osobnik, który zawodowo zajmuje się marketingiem i sprzedażą. Postanowiłem w pewien sposób skonfrontować się z tą tezą.

Film jest długi, trwa 3 godziny, ale ani przez chwilę nie miałem wrażenia żeby się ciągnął czy nudził. Tak jak w najbardziej zawadiackich filmach Martina Scorsese (Kasyno czy Chłopcy z Ferajny) jest w nim pełno wszystkiego, jest kolorowo jak na pizzy czy w makaronie, które w karcie dań znajdują się na końcu bo mają najwięcej składników i są też przez to najdroższe. Chciałby się więc powiedzieć, że jest na bogato. Rzeczywiście, cały czas się coś się dzieje, dodatkowo jest narrator, który dopowiada wszystko czego nie można zmieścić na ekranie. Takie filmy kojarzą mi się z jakąś rewią, w której tańczy kilkudziesięciu tancerzy, ale tak naprawdę najważniejsze kwestie ma solista, to on jest gwiazdą wieczoru. Tak jest moim zdaniem zdecydowanie w przypadku Leonardo DiCaprio. Mam pewnie do niego zbyt dużą sympatię, wiem, kibicuję mu żeby wreszcie dostał Oscara, bo uważam że bardzo na to zasługuje. Ma za sobą co najmniej kilka ról, które mogły mu go dać, ale chyba tak się składało, że przeważnie w tym samym czasie zdarzały się jeszcze lepsze kreacje i filmy. To samo w przypadku Martina Scorsese, zasługuje na nagrodę za najlepszy film.

Tylko czy Wilk z Wall Street nadaje się na to żeby go nagradzać? Nie potrafię sam sobie jednoznacznie odpowiedzieć. To w moim odczuciu film o kimś kim nie chciałbyś być, ale jednocześnie nie miałbyś nic przeciwko temu by być nim przez chwilę. To film, w którym wulgaryzmy, narkotyki i orgie są obecne na ekranie praktycznie przez cały czas. To film, który pokazuje cynizm rynków finansowych w skali mikro, w odniesieniu do każdego klienta, który dysponuje chociażby setką dolarów. Tego może nie widać bezpośrednio, bo klient jeżeli już jest to po drugiej stronie słuchawki telefonicznej, ale czuć momentami aż za bardzo. Człowiekowi stają przed oczami najzwyklejsze rozmowy z agentem ubezpieczeniowym czy doradcą z banku. Ehh. No może przesadzam. Tak czy inaczej, pozytywnej inspiracji w tej historii nie ma. Nie ma nikogo, o kim mógłbyś powiedzieć, że chcę być taki jak ten gość z tego filmu. Nikogo. Nawet “szlachetny” agent FBI pokazany jest z przymrużeniem oka i widać, że to zupełnie nie ta liga. Jeżeli Wilka z Wall Street nie można nagrodzić dlatego, że niesie wartości moralne, czy jakiekolwiek ponadczasowe, bo ich nie niesie, to na pewno można nagrodzić go za pracę, jaką w ten film włożono. Aktorsko – majstersztyk, choć obecnie co raz więcej takich filmów, a i taka opinia z mojej strony może być oczywiście spowodowana małym doświadczeniem. Wykonawczo, czyli reżysersko i producencko – rewelacja. Naprawdę byłem pod wrażeniem tej narkotykowo alkoholowej orgii. Nie w tym sensie oczywiście 🙂

Czy Wilka z Wall Street powinien oglądnąć każdy osobnik zajmujący się sprzedażą i marketingiem? W trakcie napisów końcowych byłem na nie, ale już krótko potem pomyślałem, że tak. Warto zobaczyć ten film po to by wykorzystać go jako jedną z ilustracji do pytania, które od zawsze dręczy każdego, kto robi karierę – kim chcesz być i jaką cenę jesteś w stanie za to zapłacić. Jedną z ilustracji i na pewno nie tą najbardziej eksponowaną, bo przecież taki Wilk z Wall Street to raczej bardzo rzadki gatunek. Prawie każdy w swojej karierze, nie tylko handlowiec, staje czasem przez wyborem pomiędzy Wall Street i inną mniejszą, najczęściej bardziej spokojną ulicą. To wybór pomiędzy drogą opartą na wartościach a szlakiem, na którym trzeba się ich całkowicie wyzbyć. Dlatego jako przeciwwagę dla Wilka warto oglądnąć inny film, który wartości stawia na pierwszym miejscu.

Tak czy inaczej wielki ukłony dla Martina Scorsese i Leonardo DiCaprio. Trzymam kciuki.

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s