Ostatni tacy przyjaciele

ostatnitacy

Trafiłem na nią jak zwykle w takich przypadkach, w Trójce. Do Komedy i Hłaski mam od lat sentymentalny stosunek. Postanowiłem więc dać szansę nieznanemu wcześniej autorowi …

Komeda zawsze był dla mnie kimś szczególnym, kimś tajemniczym. Niby znam jego muzykę, mam za sobą okres intensywnego zainteresowania jego twórczością, okres kupowania płyt, ale świadomie zostawiałem i mam poczucie że cały czas zostawiam sobie pewien nieodkryty obszar – coś czego nie wiem i nawet nie staram się poznać. Jego życie znałem tylko z artykułów, notek biograficznych czy felietonów. Kupiłem nawet rzadką książkę o nim, ale jej jeszcze nie przeczytałem, kupiłem film dokumentalny na DVD, ale jeszcze go nie oglądnąłem. Myślę, że przez to taki ktoś jak Komeda ma dla mnie szczególny status, jest kimś bliskim, znanym, kimś o kim zawsze pomimo relatywnie słabej znajomości, myślałem z nostalgią. Komeda z książki Tomasza Lacha to świetny facet, mający raczej nieśmiałą słabość do kobiet, ulegający, ale raczej bierny; uwielbiający sportowe auta – zawsze marzył o Porsche 911, w stanach jeździł Mustangiem, w Polsce BMB 2002 Tii Lux; perfekcjonista w tym co robił; właściciel dwóch zegarków – Patka na specjalne okazje i starego Atlantica, przy którym komponował; pedant jeżeli chodzi o garderobę, który zawsze wszystko miał porządnie ułożone, wszystko modne, ale nie popadał w zbyteczną ilość rzeczy. Generalnie facet, którego instynktownie się lubi.

Kimś innym, a może wręcz podobnym jest dla mnie Marek Hłasko. Można powiedzieć, że pochłonąłem większość jego dzieł przez pamiętne dwa czy trzy tygodnie roku 1997, będąc na pierwszym roku studiów. To była dawka zabójcza, zamknęła mnie w czterech ścianach pokoju w akademiku i w czterech ścianach mnie samego. Ciężko mi się było po tym wszystkim otrząsnąć, to był słaby okres w moim życiu. Literatura Hłaski mi nie pomogła, nie czułem że mnie wyzwala, wręcz przeciwnie. A jednak wspominam ją szczególnie i mam zamiar kiedyś do niej wrócić. Pozostały mi kupione gdzieś w antykwariacie dzieła Hłaski zebrane w 5 tomów i do tego dwie powieści wydane niezależnie. Hłasko z książki Lacha to misiowaty, porywczy facet, któremu często puszczają nerwy; miłośnik lotnictwa, podchodzący kilkukrotnie do egzaminów z nawigacji; pracownik hurtowni narzędzi, chodzący cały czas w kalesonach i dwóch podkoszulkach; właściciel starej skórzanej kurtki lotniczej, takiegoż zegarka i okularów, których nigdy nie zakładał na nos; propagator biblii, dający w prezencie egzemplarze najbliższym przyjaciołom.

Przejmujący jest opis tego z jakim poczuciem winy zmagał się Hłasko po wypadku Komedy, a najbardziej to co uświadomiłem sobie czytając posłowie – Hłasko odszedł niecałe dwa miesiące po Komedzie.

Marka Nizińskiego nie znałem wcześniej, nigdy o nim nie słyszałem. Tak jak o Wojtku Frykowskim czy Jurku Abratowskim, o których całkiem sporo w tej książce. Dopiero czytając posłowie zrozumiałem dlaczego. Mam na myśli Nizińskiego. Nizich nie zostawił po sobie nic, wszystko co miał, co mu zostało po przyjaźni z Komedą i Hłasko spalił tego samego dnia, którego postanowił ze sobą skończyć.

Czytając miałem wrażenie, że to książka w dużej mierze właśnie o Marku Nizińskim, kimś kto przy nazwiskach swoich przyjaciół był zwykłym człowiekiem. A jednak nie. Marek i jego matka – Ewa Krzyżanowska, która jest narratorką książki, mieli niewątpliwie ciekawe życie. Byli z Komedą i Hłasko w ostatnich miesiącach ich życia, byli ich ostatnimi przyjaciółmi.

Będąc w ostatniej fazie czytania trafiłem na radiowy wywiad z autorem, Tomaszem Lachem, synem Zosi Komedowej i pasierbem Krzysztofa. Pewnie gdybym posłuchał go wcześniej to później sięgnąłbym po lekturę. Nie dlatego, że czułbym że nie warto. Nie, z czystego lenistwa. Wywiad bardzo szczegółowo opisuje niektóre wydarzenia  (LINK). Autor, być może dzięki sposobowi w jaki się wypowiada, instynktownie zyskuje sympatię słuchacza, a w konsekwencji też zapewne czytelnika.

Żal mi Komedy i tego, że odchodził tak a nie inaczej, zarówno w kontekście medycznym jak i socjologicznym. Żal mi Hłaski, przez jego samotność i przez to co się wydarzyło z Komedą. Żal mi Nizicha i tego że nic po nim nie zostało. Myślę, że autor wykorzystałby to gdyby tylko coś było. Ale nie ma nic, nawet w Internecie. Może ktoś kiedyś napisze o nich scenariusz i nakręci o nich film. Pierwsza moja myśl, że mógłby to być Roman Polański, ale może ta historia i dla niego jest zbyt bolesna, w końcu około roku później zginęła tragicznie jego ciężarna żona i przyjaciel Wojtek Frykowski.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s