Ksawery w Żninie

Ksawery6 grudnia 2013 będę pamiętał już zawsze. Dzień wcześniej wszystkie media ostrzegały, że nad Polskę nadchodzi orkan Ksawery. Swoją drogą, nazewnictwo jak zza oceanu. Tak czy inaczej przeżyłem przygodę …

Prawdę mówiąc przez całą drogę do Gdańska czekaliśmy na pretekst żeby zawrócić. W nocy przed wyjazdem nad Poznaniem szalała burza, jedyna w swoim rodzaju, deszczowo, gradowo – śnieżna z piorunami i silnym wiatrem. Obudziłem się po północy i półprzytomny obserwowałem to niesamowite zjawisko przez okno. O 5 rano gdy szykowałem się do wyjazdu burzy już nie było. Został wiatr, ale on nie zapowiadał niczego szczególnie niebezpiecznego.

Dopiero gdy minęliśmy Pruszcz Gdański to wjechaliśmy w śnieżycę i zamieć. Bardzo mocno wiało i padał drobny gęsty śnieg. Gdańsk był jednak przejezdny i nic nie wskazywało na to żeby uciekać. Zresztą z perspektywy patrząc, to nawet lepiej że ani nie uciekliśmy z Gdańska tuż po przyjeździe, ani nie zostaliśmy w Gdańsku na noc.

Próbowaliśmy wydostać się około godziny 15. Trzy godziny spędziliśmy na dwukilometrowym odcinku Alei Słowackiego, była dokładnie taka sama zamieć jak ta gdy przyjechaliśmy. Gdy wreszcie wyjechaliśmy to droga mijała nam szybko, do Torunia nic się nie działo, no może miejscami niewielki śnieg. Dalej do Inowrocławia to samo. Gdy wjechaliśmy do Inowrocławia to miasto wyglądało jak przejście graniczne gdzieś na wschodzie. Cały prawy pas głównej, przelotowej ulicy zablokowany był przez ciężarówki. Zaczął padać gęsty śnieg. Postaliśmy chwilę w miejscu oddalonym o jakieś 300 metrów od wylotowego wiaduktu, ale jak się dość szybko okazało ruch był całkowicie zablokowany na odcinku do samego Strzelna. Postanowiliśmy spróbować objechać ten zator przez Pakość. Droga do Pakości dawała już ogląd sytuacji, była cała biała, miejscami dość mocno zasypana śniegiem nawiewanym z pól. W Pakości postanowiliśmy skręcić na Żnin, gdyż w międzyczasie usłyszeliśmy w radiu, że droga pomiędzy Inowrocławiem a Gnieznem jest całkowicie zablokowana. W drodze do Żnina już wiedzieliśmy, że droga krajowa nr 5 też jest nieprzejezdna. Nie było jednak innego wyjścia, Żnin był najrozsądniejszym celem.

Szybko przekonaliśmy się, że z niego nie wyjedziemy. Była godzina 22 z minutami i postanowiliśmy podjąć próbę przedostania się bocznymi drogami do Rogowa. Blokujący drogę krajową strażak powiedział nam, że można się tak przedostać w kierunku Poznania. Nie było jednak szans, po 2 kilometrach nie mieliśmy innego wyjścia jak zawrócić, ale bałem się przejechać z powrotem do Żnina przez te zaspy, które mijaliśmy. Postanowiliśmy poczekać na placu w jakimś przedsiębiorstwie drogowym, aż jakieś pługi pojadą w kierunku Żnina. Po około godzinie wyjechaliśmy, zaspy były mniejsze, ale i tak napotkaliśmy po drodze ciężarówkę która stała w poprzek drogi. Udało się ją ominąć i szczęśliwie dojechać do Żnina. Postanowiliśmy zająć strategiczne miejsce w kolejce do głównego skrzyżowania z drogą krajową nr 5 tuż przy stacji Orlen. Ustawiliśmy się tam jako trzeci, przez całą noc rosła kolejka za nami.

Wszystkie hotele (w Żninie są dwa) były już zajęte. Miasto zorganizowało sztab kryzysowy, który wydawał ciepłe napoje w budynku nieopodal stacji benzynowej, a w szkole podstawowej można było spędzić noc. Nie skorzystaliśmy z tej oferty, nie potrzebowaliśmy, mieliśmy pod ręką stację benzynową, wiedzieliśmy, że w większej potrzebie są ludzie, którzy stoją w kilometrowych korkach w okolicach Żnina. Zwożono ich autokarami eskortowanymi przez policję po tym jak odblokowano jeden pas ruchu w kierunku Bydgoszczy. Prawdę mówiąc ruch w tamtym kierunku praktycznie się nie odbywał bo i tak nic nikomu by nie dał. Z Bydgoszczy nie można było się wydostać w żadnym kierunku, który umożliwiałby dalszą drogę do Poznania.

Udało mi się znaleźć nocleg w odległości 15 km od Żnina ale postanowiliśmy spędzić noc w aucie. Zaparkowani byliśmy przecież w strategicznym miejscu. To była jedna z naszych wielu dobrych decyzji w tym dniu. Silnik pracował nieprzerwanie, dzięki temu mieliśmy ciepło. Niestety moje auto nie należy do najwygodniejszych. W sumie spaliśmy może z 2-3 godziny, oczywiście z przerwami. Z auta widzieliśmy blokowane przez strażaków skrzyżowanie, więc gdyby się coś ruszyło to wiedzielibyśmy o tym jako jedni z pierwszych. Wielu kierowców chodziło na skrzyżowanie by się czegoś dowiedzieć. Gdy wracali zaczepialiśmy ich i praktycznie wszyscy mówili to samo, że zaspy na drodze w kierunku Gniezna są tak duże, że na odblokowanie drogi poczekamy jeszcze bardzo długo. Widzieliśmy jak przyjechała TVP i jak co pół godziny włączali kamerę i ustawiali prezenterkę by zapewne nadać aktualny komunikat z zablokowanego miasta. Rano zaczęliśmy też słuchać Radia Żnin, nawet zadzwoniłem do redakcji z prośbą by podali jednoznaczny komunikat, czy jest jakakolwiek szansa na wydostanie się ze Żnina tak by dojechać do Poznania. Niestety, okazało się, że ewentualne drogi przez Inowrocław czy Piłę są jeszcze bardziej zablokowane. Co ciekawe i kuriozalne radio podało również informację, że winę za zablokowanie drogi ponoszą w dużej mierze drogowcy, którzy wyjechali na nią dopiero po godzinie 18 gdy śnieg nawiewał już z pól bardzo mocno, a ich pługi i piaskarki miały letnie opony. Zakopały się w zaspach podobno jako pierwsze. Ehh. Gdy już ruszyliśmy, o czym za chwilę, to ewidentnie było widać, że takich miejsc, w których leżało wyjątkowo dużo śniegu było tylko kilka i gdyby na przykład poproszono wojsko o pomoc, jak robiono przed laty to byłaby szansa na wcześniejsze odblokowanie dogi.

Radio Znin

Minęły 24 godziny od naszego wyjazdu z Poznania. Nic nie wskazywało na to, że nasza podróż szybko się skończy. Wręcz przeciwnie, komunikaty jakie się pojawiały mówiły o tym, że droga będzie przejezdna nie wcześniej niż około południa. Sukcesywnie wykopywano auto z okolic Żnina od strony Gniezna, przejeżdżały przez skrzyżowanie bardzo zaśnieżone, większość z nich zjeżdżała na stację by uzupełnić paliwo.

Całkiem niespodziewanie około godziny 9:30 jeden z wracających ze skrzyżowania kierowców powiedział nam, że zaraz odblokują ruch w kierunku Poznania. Rzeczywiście strażacy wsiedli do swojego auta, na skrzyżowanie podjechałem jako trzeci. Nikt nas nie zawrócił więc pojechaliśmy. Powoli, 10 km/h. Te kilkanaście kilometrów do Rogowa jechaliśmy przez ponad godzinę, co jakiś czas stając z nie wiadomo jakiego powodu. Wszyscy stawali, nikt nie wiedział, ale też nikt nie opuszczał auta bo wiało z pól tak, że baliśmy się, czy wiatr nas nie przesunie. Za Rogowem było już całkiem dobrze, dopiero przed samym Gnieznem znów mocno zawiewało z pól, ale byliśmy już tak blisko domu, że nie myśleliśmy o tym. Nie jedliśmy śniadania, nie piliśmy kawy, zgodnie postanowiliśmy jednak jechać dalej. Obaj chcieliśmy już być w domu i się położyć, dość mieliśmy tego siedzenia w aucie i siedzenia w ogóle. Gdy dojeżdżaliśmy do Poznania radio podało informację, że Gniezno jest kompletnie zablokowane. Miasto nie mogło przyjąć w tak krótkim czasie ruchu, który pojawił się po odblokowaniu dróg krajowych, które przez nie przebiegają. Znów mieliśmy szczęście. Po 22 godzinach od wyjazdu z Gdańska i po 33 od rozpoczęcia podróży byliśmy w domu.

Powrot

Umyłem się, marzyłem o tym, zjadłem coś i poszedłem spać.

Kolejnego dnia dowiedziałem się, że ruch w województwie kujawsko – pomorskim całkowicie przywrócono dopiero w sobotę około godziny 18 i że korki, w których stali kierowcy miały w tym województwie w sumie długość ponad 140 kilometrów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s