Nie ma ekspresów przy żółtych drogach

stasiukeskpresow

Przeczytałem chyba wszystkie książki Andrzeja Stasiuka. Gdy byłem młodszy wywierały na mnie po kolei ogromne wrażenie. Potem był czas, że kolejne nie wnosiły nic nowego, nie zostawały w pamięci. W końcu przyszedł bardzo dobry „Taksim” i teraz ta …

Uważam, że to jednak z lepszych książek Stasiuka. Ktoś może polemizować, że to nie książka w dosłownym rozumieniu, bo autor pisząc swoje eseje, felietony czy opowiadania wcale nie myślał lub nie mógł myśleć o tym, że wyda to kiedyś w takiej formie czy w pod takim tytułem. A może myślał i planował? Obawiałem się jej, gdy usłyszałem, że to zbiór zamysłem i układem podobny poniekąd do „Jadąc do Babadag”. Przez tamtą nie przebrnąłem, dostała Nike, a ja nie potrafiłem sobie z nią mentalnie poradzić, nie rozumiałem jej. Dziś myślę, żeby do niej wrócić, dać jej jeszcze jedną szansę.

„Nie ma ekspresów przy żółtych drogach” jest książką o przeszłości, tej nie zawsze odległej, ale jednak przeszłości. Nostalgia i tęsknota za tym co było bije z niej w wielu miejscach. Ale jest to też książka osobista, książka z której wyłania się portret autora – podróżnika, wędrowca, obserwatora, socjologicznego badacza i odkrywcy. Lubię go za to, identyfikuję się z nim i pewnie jak wielu czytelników, też bym tak chciał. Zazdroszczę mu, że może obserwować sikorki walczące o mięso wywieszone dla nich na werandzie. Zazdroszczę mu tego, że może spakować się kiedy chce albo kiedy sobie to zaplanuje i pojechać na Syberię, do Albanii, Rumunii czy na Ukrainę. Zazdroszczę mu, że żyje z dala od wszystkiego i dzięki temu sam wybiera to co do niego dociera. Jest na pewno panem swojego losu w większym stopniu niż ktokolwiek nas, z tej tak zwanej „cywilizacji”.

Wiele esejów i felietonów zrobiło na mnie duże wrażenie. Jeden z ostatnich – „Wujek”, było jakby o tym co przytrafiło się ostatnio również mnie. Gdy umarła ciocia Bożena i przyjechałem do domu, w mieszkaniu rodziców byli już wszyscy. Z większością z nich nie widziałem się od prawie dziesięciu lat, a niektórych nie widziałem i nie znałem w ogóle. Wszyscy rozmawiali, wspominali i opowiadali co u nich. I poczułem wtedy to samo co Stasiuk – to jest właśnie sens tej śmierci, żeby zgromadzić wszystkich w jednym miejscu, dać im możliwość bycia ze sobą, choćby ten jeden jedyny raz. Dzięki temu będę to zawsze pamiętał.

Czytając tą książkę, czułem się wielokrotnie tak jak podczas pierwszej lektury „Gorącego oddechu pustyni” Herlinga – Grudzińskiego. Dlatego mam pewność, że jeszcze kiedyś do niej wrócę, a już na pewno będę ją polecał innym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s