Pochowaj przyjaciela

melquiades

Któregoś dnia TVP Kultura, której profil obserwuję na FB, bardzo polecała ten film. Myślałem, że to debiut reżyserski pana Tommy’ego, ale jednak nie. Tak czy inaczej rolę sobie stworzył na miarę …

Wróciłem z Radomia, byłem tak zmęczony, że marzyłem tylko o położeniu się do łóżka. Parę minut po 22 położyłem się z zamiarem szybkiego zaśnięcia. Włączyłem telewizor, niby na chwilę, żeby zobaczyć coś na TEDzie. W pierwszej kolejności przejrzałem jednak to co było na włożonym dysku. Zatrzymałem się na chwilę nad tym tytułem. Pomyślałem – prawie 2 godziny, nie dam rady. Poświęcę jakieś 30 minut i zasypiam. Nie zasnąłem. Nie dlatego, żeby film trzymał w napięciu, czy powodował taką adrenalinę, która przegania sen. Nie. Im dłużej trwał, tym bardziej byłem pewien tego, że aktor o takiej pozycji i marce jak Tommy Lee Jones, podobnie jak wielki Clint Eastwood czy Kevin Costner, jeżeli tylko ma umiejętności reżyserskie na pewno sam chce wykreować sobie rolę na miarę. Na swoją miarę.

Tak niewątpliwie jest w przypadku tego filmu. Tommy Lee Jones gra niesamowitą solówkę, ale orkiestra którą sobie dobrał wcale nie pozostaje w tyle. Ludzie piszą na forach, że to film o przyjaźni. Tak, to prawda, to film o przyjaźni o jaką trudno w dzisiejszych czasach. A może w dzisiejszych czasach przyjaźń rzadko kiedy wystawiana jest na taką próbę jak w tym filmie? Ja czułem w nim też zapach Ameryki jaką zdążyłem poznać w ostatnio przeczytanych książkach Doroty Warakomskiej i przede wszystkim Marka Wałkuskiego.

Zastanawiam się tylko, dlaczego żona Mlequiadesa nie przyznała się do związku z nim? Czy takiego związku nie było? Czy może taki jest kodeks moralny w Meksyku, że gdy opuszczasz rodzinę to rodzina opuszcza też Ciebie i o Tobie zapomina? Nie wiadomo. Może Pete większość sobie wymyślił? Może sprawiła to jego samotność? Jego przyjaźń z Melquiadesem jest w tym filmie pokazana raptem przez pryzmat 3 czy 4 scen. Nie czuć jej tak bardzo dobitnie. To wszystko, te niejednoznaczności, to pewnie zabieg reżysera, bo po prawdzie zaczynasz się nad tym wszystkim zastanawiać dopiero w ostatniej scenie filmu.

Warto było poświęcić te prawie 2 godziny panu Tommy’emu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s